Zwierzę to nie zabawka

Zwierzę duże czy małe ma robić to, co się mu każe. Ma być cierpliwe i pobłażliwe, ślepo wykonywać komendy i godzić się nawet na najdurniejsze ludzkie zachowania. Nie może ugryźć ani się odgryźć.

Czytamy na forum: „Jakiego gryzonia mogę kupić dla swojej trzylatki? Chciałabym takiego, którym mogłaby się bezpiecznie bawić, to znaczy, żeby jej nie ugryzł”. 

Na innym forum: „Szukam konia dla córki. Musi robić to, co się mu każe i skakać wszystko, co się przed nim postawi.” 

Na facebookowej grupie matek: „Zaadoptuję miniaturę yorka. Mojemu rocznemu synkowi brakuje towarzystwa do zabawy”. 

A potem jedną, wybraną historię, tym razem z USA: „Pies ugryzł dziewczynkę, po tym jak ona z siostrą bliźniaczką usiadły mu ma grzbiecie.”

Sprowadzamy wszystko do wspólnego mianownika. Zwierzę duże czy małe ma robić to, co się mu każe. Ma być cierpliwe i pobłażliwe, ślepo wykonywać komendy, i godzić się nawet na najdurniejsze ludzkie zachowania. Nie może ugryźć ani się odgryźć. 

Ciężko najwyraźniej niektórym pojąć, że zwierzę to jednak nie zabawka. Bez znaczenia jak małe, jak bezbronne i jak bardzo swoim wyglądem, charakterem i naturą predysponowane do bycia maskotką, rzeczą czy gadżetem (bo małe pieski, bo króliczki miniaturki, bo rybki). Rzeczą ani gadżetem nie jest. Jest żywą istotą mająca swoje potrzeby, jak również odczuwającą całe spektrum uczuć – w tym strachu i bólu! 

Zatem żadne gryzonie nie są dobrym pomysłem jako kompani zabaw dla małych dzieci. Bo tak – potrafią ugryźć. Nawet te oswojone, przyzwyczajone do dotyku ludzkiej ręki i te odpowiednio traktowane potrafią ugryźć w chwili ekscytacji lub niepewności. Nie wspominają już o tym, że ich rozmiar i raczej delikatna struktura kostno – szkieletowa raczej nie nadają się do dotyku przez małe rączki, które jeszcze nie mają wyczucia. Niestety tak często spotykamy się z ignorancją. 

Taki na przykład chomik jest słodki i może być genialnym źródłem obserwacji i dostarczyć godzin uciechy dla starszych dzieci. Ale nie dla dwulatka. 

Taki koń – to nie maszyna do pokonywania parkurów ani zdobywania pucharów. Do okładania batem, kłucia ostrogami, szarpania. Ale na naganne i patologiczne wręcz zachowania dzieci (oraz ich nadgorliwych rodziców) napatrzyłam się przez lata pracy jako trenerka jeździectwa. I nigdy nie pozwolę, by moje dzieci (o ile zainteresują się jeździectwem) podchodziły do tego sportu jak się podchodzi do rakiety tenisowej czy piłki do koszykówki. Bez emocji, bez empatii, sucho, a momentalnie wręcz brutalnie. 

Taka papuga, fajna, kolorowa, coś tam gada, ale ma mnóstwo potrzeb nie tylko fizycznych, ale i mentalnych. Potrzebuje stymulacji, dlatego wciśnięcie jej do małej klatki, zawieszenie jednej zabawki, a potem zamknięcie drzwi pokoju jest niemądre i okrutne. Nie wiem jak trudne jest to do zrozumienia? Czy to faktycznie ludzka znieczulica i głupota, czy może brak edukacji i nieświadomość? 

Taki pies – to nie zabawka. To nie pluszak. Bez znaczenia jaki malutki, jaki duży, jaki słodki, jaki puszysty. To nie jest misiu. Ciągniecie za uszy go boli, rwanie kłaków z ogona też, wsadzania rąk do pyska nie jest najlepszym pomysłem, a siadanie na grzbiecie już w ogóle. Pies jest doskonałym kompanem i przyjacielem, lojalnym, wesołym, skorym do zabawy i  inteligentnym. 

I wierzę, że dzieci wychowane w obecności psa i nauczone szacunku do niego to świetny i obopólnie korzystny związek. Niestety, gdy widzę te ogłoszenia, że szukamy yorka dla rocznej córeczki, szukamy maltańczyka, bo synek nie ma rodzeństwa i żeby nie był sam i miał się z kim ganiać po podwórku, szukam miniatury, że córka mogła nosić w torebce to nóż się w kieszeni otwiera. Psa nie kupuje się jako gadżetu, wyposażenia salony czy bawialni, a dla dziecka jako substytutu kontaktów międzyludzkich. 

I już nie wspomnę o wszelkich egzotykach typu małpki, bo to skrajna głupota i nieodpowiedzialność i ciężko mi znaleźć racjonalne wytłumaczenia dla trzymania takich wysoce wymagających zwierząt w dwupokojowym mieszkaniu w bloku. I to jeszcze przez osoby mające o takich stworzeniach bardzo mgliste, wręcz zerowe pojęcie. 

Zwierzak w domu czy w sporcie. Jak najbardziej! Bądźmy jednak odpowiedzialni. Tłumaczmy, obserwujmy i reagujmy. 

Dziecko, które rozumie potrzeby zwierząt i któremu rodzice wpoili do nich szacunek, z pewnością okaże uwagę, troskę i empatię zamiast być nieczułym draniem. Jeżeli pragniemy nauczyć dziecka odpowiedzialności za drugą istotę, upewnijmy się chociaż, że zwierzak jakiego mu kupimy jest odpowiedni do jego wieku. Nie dajmy sobie wcisnąć królików czy szynszyli dla małych, nierozumiejących wiele dzieciaków. A jeżeli jakieś zwierzęta już mamy to wyznaczmy granice i pielęgnujmy wzajemną relację zamiast skazywać dwie istoty dwóch różnych gatunków na konfrontację, potencjalne spory, a w efekcie problemy lub nawet tragedię. 

Dzieci i zwierzęta to naprawdę doskonały przepis na przepiękną, wzruszającą i edukacyjną podróż emocjonalną, ale to od nas – rodziców i opiekunów zależy czy dla obojga będzie to bezpieczny i przyjemny czas.

I błagam nie szukajmy na forum yorka, by córka mogła nosić go w torebce.