Zamiast iść do lekarza, uruchom fejsa

Skrajna głupota narażająca dziecko na niebezpieczeństwo złych diagnoz, nieodpowiednich leków i leczenia na chybił trafił staje się coraz częstsza dzięki samozwańczym „facebookowym lekarzom”.

Czytamy rozpaczliwe błaganie: “Jestem w 37 tygodniu ciąży. Zaczęłam krwawić i bardzo boli mnie podbrzusze. Ratunku, jakie macie sprawdzone sposoby na ten ból? Czy zwykły ibuprom pomoże?”.

Parę godzin wcześniej inna napisała: “Córka płacze przy siusianiu i pokazuje, że bardzo boli. Dałam jej dwie dawki przeciwbólowych. Co mogę zrobić, żeby jej ulżyć? Ma 18 miesięcy. Czy możecie napisać jakie nasiadówki i maści stosować? Mam trochę saszetek X, które używałam przy swojej infekcji. Myślicie, że są ok da córki?”.

Błaganie, desperacja i zwykłe, rodzicielskie zagubienie oraz chwila słabości czy wygoda, lenistwo, konformizm i skrajna głupota narażające dziecko na niebezpieczeństwo złych diagnoz, nieodpowiednich leków i leczenia na chybił trafił?

Każdy leczy dziecko u takiego doktora u jakiego mu pasuje ze względów ideologicznych, personalnych czy finansowych. Czy bardziej w stronę inwazyjnych zabiegów czy raczej homeopatii to już każdego indywidualna sprawa. Mój liberalizm kończy się jednak kiedy słyszę o bzdurach typu “ospa party” czy odmowie przetoczenia krwi z powodów religijnych. Maluchy głosu, zdania czy pojęcia nie mają więc całe ich zdrowie spoczywa w rękach rodziców, którzy mają obowiązek zachować zdrowy rozsądek w wyborze odpowiedniego leczenia. A z tym jak widać ostatnio dość ciężko… Bo, o zgrozo, modne stało się “leczenie na facebooku”.

Istnieje ogromna liczba grup dyskusyjnych oraz wsparcia w przypadku osób dotkniętych różnymi schorzeniami. Ich głównym celem powinno być danie rodzicom szansy na dzielenie się doświadczeniami, nazwiskami wybitnych specjalistów w dziedzinie, rozmowa z innymi ludzmi w podobnej sytuacji i w oryginalnym zamyśle podniesienie morali, podtrzymanie gasnącej nadziei oraz przy sprzyjających wiatrach odnalezienie nowych ścieżek i sposobów by radzić sobie z chorobą. Cel szczytny i pozornie nieszkodliwy.

Co natomiast się dzieje…?

Taka grupa zamiast oferowania wsparcia – staje się “specjalistą”, przemienia się w swego rodzaju “placówkę medyczną”. Grupa zaczyna zastępować doktora. Ludzie bez wykształcenia za to z umiejętnością dodania wirtualnego komentarza awansują nagle na dermatologów, pediatrów, alergologów, psychologów, chirurgów.

Zamiast dzwonić i umówić się na wizytę, czytamy: “Moje dziecko ma od dwóch dni silne bóle brzucha połączone z ostrą biegunką zabarwioną krwią. Mąż idzie kupić coś do apteki. Szybko! Jakie leki?” Niestety aż ciśnie się na usta “idź do lekarza”, zamiast tego czytamy jednak wywody nastolatek, wszechwiedzących matek, niespełnionych bab, którym nigdy nie udało się dostać na studia medyczne za to o chorobach wiedzą wszystko i potrafią postawić diagnozę, może salowych, które za dużo zasłyszały, naoglądały się przypadków na izbie i tryskają urywkową wiedzą.

Zosia pisze: lek ABC świetnie się sprawdza, zostały mi dwa opakowania, chcesz?, za to Marysia doradza: kup saszetki X i podawaj 3 razy dziennie. Janina beszta poprzedniczki i krzyczy: bzdura! takie objawy to na pewno choroba Z – zamówiliśmy miesięczną kurację tym a tym lekiem z ebaya i pomogło.

Już nawet nie dociekam czemu pytający nie idą do lekarza, bo mi się taka ignoracja, lekkomyślność, lenistwo czy nieodpowiedzialność w głowie nie mieści, niezmiernie martwi mnie natomiast, że porady przypadkowych, obcych nam osób zwykle bez jakichkolwiek kwalifikacji brane są w ogóle pod uwagę.

Będąc w ciąży, nierozważnie zapisałam się do dużej grupy gdzie zamiast wymiany doświadczeń i wsparcia w przeważającej mierze publikowane były posty kobiet doświadczających skrajnie niepokojących objawów. Pod ich postami narastała fala komentarzy, potem komentarzy do komentarzy, zażarta dyskusja, wymienianie się nazwami leków, kremów, witamin, syropów, leków przeciwwymiotnych, opisy nasiadówek, okładów, ćwiczeń. Sugestie by wybrać się jednak na izbę bądź zadzwonić do swojej położnej były równie znikome jak poziom ogarnięcia i odpowiedzialności osoby pytającej. Opuściłam grupę zanim dotarłam do czwartego miesiąca ciąży. Przerażała mnie głupota. Bałam się, że pewnego dnia przeczytam “no i poroniłam, te tabletki co mi poleciliście nie pomogły na ból”. Nie byłam gotowa na takie żonglowanie życiem i zdrowiem nienarodzonych dzieci.

Na innych grupach (szczególnie tych związanych na przykład z chorobami skóry) nagminnie pojawiają się zdjęcia. A pod spodem diagnozy sformułowane językiem pełnym przerażającej pewności siebie, stanowczości i ostateczności.

Trądzik! 

AZS! Wszystko to podłoże alergiczne w tych czasach! Czy wy w ogóle wiecie ile chemii we wszystkim?! Każdy z nas ma takie coś i tylko czekać aż się uaktywni! 

Nie, nie to łuszczyca! 

A g*wno prawda, bo to oczywiste, że grzybica. Nie znacie się! 

Diagnozujące nierzadko kłócą się między sobą, obrzucają łajnem, komentarze stają się polem bitwy. Przeraża mnie jednak najbardziej, że osoba wstawiająca fotkę schorowanej skóry swojego dziecka całkowicie poważnie bierze do siebie te wszystkie “dobre rady i zalecenia” pseudospecjalistów, biegnie i kupuje medykamenty.

A jak jest na receptę? Co to za problem!

Cicho sza, bo handel wymienny lekami aż wrze. Leki na receptę, syropki, maści, kropelki, nierzadko mocne, sterydowe, psychotropowe. Tylko za koszt przesyłki, bo ja już nie potrzebuje, bo nie działa, mam coś innego, ciocia mi dała, ale się nie sprawdziło więc oddam za symboliczną złotówkę. Nikt tego nie monitoruje, nie zgłasza, nie zastanowi się nad poziomem szkodliwości i właściwie to chyba i łamaniem prawa. Handel i wymiana kwitną, kolejne choroby leczone są za pomocą facebookowych doktorów.

Do białej goraczki doprowadzają mnie nieodpowiedzialne matki, które zamiast dzwonić do lekarza bądź wręcz jechać do szpitala, wdają się w długie, zażarte i pełne pseudofachowości dyskusje na forum i gdybanie dlaczego w 37 tygodniu ciąży występuje krwawienie.

Dlaczego dzieci cieżko wymiotujące, wykręcające się z bólu, drapiące do żywego, kaszlące jak nałogowy palacz są skazane na facebookowe diagnozy?

Dlaczego ciąże ryzykowane są dla opinii facebookowych pieniaczek, specjalistek, niedoszłych Dr Quinn?

Ludzie w internecie mają wielkie gęby i szybkie palce, ale nie sądziłam, że matki mają też tak spragnione cudzych przypadkowych opinii uszy i poziom rodzicielskiej odpowiedzialności równy zeru. No bo jaka desperacja bądź lenistwo pchają rodziców do brania tych komentarzy na poważnie?! Nawet jeżeli trafi się jakiś trafny i rzeczowy to jednak jest to wciąż opinia, a może i czysta zgadywanka obcej osoby bez żadnych kwalifikacji. Jakim trzeba być za przeproszeniem idiotą by sugerować się takimi diagnozami, przeżywać te komentarze, fiksować, kupować leki z nieznanego źrodła, stosować dziwaczne terapie, faszerować dziecko ziołami o jakich mamy nikłe pojęcie?

Na forum szukać trzeba wsparcia a nie diagnozy.

Facebook to nie medyk.

Można wysłuchać rekomendacji, ale zawsze je skonsultować z kimś kompetentnym. Leki kupować z apteki, a nie z bazaru. Myślałam, że to jest oczywiste? Medycyna postępuje jak szalona. Są na tym świecie wspaniali, życzliwi i mądrzy doktorzy. Wymieniaj się adresami i nazwiskami dobrych specjalistów. Nie podążaj ślepo za „prawdą” zawartą w jakimś komentarzu. 

Pamiętaj! Jesteś odpowiedzialna za zdrowie swojego dziecka. 

 

 

PS. Cytaty z facebookowych grup pisane kursywą są jak najbardziej autentyczne. 

RelatedPost

Dodaj komentarz