Wypad z dzieckiem na plażę to (NIE) bułka z masłem!

Ludzi, którzy przyszli na plażę z dzieckiem można od razu rozpoznać nawet jeżeli tego dziecka chwilowo przy nich nie ma, bo na przykład wlecze się za nimi, zlizując z dłoni loda. Epatują jednocześnie miłością i ogromnym zmęczeniem, poświeceniem i niemą prośbą, ba! błaganiem o to by chociaż na chwilę dane im było posiedzieć w spokoju.

Kiedyś leniuchowanie na plaży oznaczało dokładnie to, czyli leniuchowanie na plaży. Miękki, żółty piasek, szum fal, zimny napój w dłoni, książka, drzemki, leniwe smarowanie ciała olejkiem do opalania. Teraz wyjazd na plażę oznacza coś dokładnie odwrotnego.

Ludzi, którzy przyszli na plażę z dzieckiem, można od razu rozpoznać nawet jeżeli tego dziecka chwilowo przy nich nie ma, bo na przykład wlecze się kawałek za nimi, zlizując z dłoni skapującego loda. Epatują jednocześnie miłością i ogromnym zmęczeniem, poświęceniem i niemą prośbą, ba! błaganiem o to by chociaż na chwilę dane im było posiedzieć w spokoju.

Bo wyprawa na plażę z dzieckiem nie jest wcale łatwa.

Ludzie z dziećmi niosą ze sobą niezliczoną liczbę rzeczy. Nie, nie żartuję. Ręczniki i jeszcze kilka dodatkowych na wszelki wypadek, dmuchane materace, flamingi, żółwie, łódki, mini kajaki, kółka ratunkowe, piłki plażowe, grabki, wiaderka, foremki, jeszcze kilka dodatkowych foremek, gdyby tamte zaginęły, koparki, sitka, łopatki, a i jeszcze dmuchaną świnkę Peppę i Tomka lokomotywę. Koce na wypadek, gdyby dzieci chciały się położyć, a ręczniki były mokre lub pokryte piaskiem. Całą torbę ciuchów – zapasowe kąpielówki, sandałki, koszulki, kapelusze, spodenki, sukienki. Pod pachą niosą ukochanego misia, całą reklamówkę samochodzików, lalkę, plastikowego dinozaura, książeczkę o przygodach kotka oraz maskę transformersa. To tak na wszelki wypadek, bo nigdy niewiadomo.

Ludzie bez dzieci zabierają po prostu ręcznik i poduszkę. Czasem książkę. Odtwarzacz muzyki. Kapelusz i okulary. Im mniej, tym lepiej.

Ludzie z dziećmi mają ze sobą pół drogerii – nieskończone zapasy mokrych chusteczek, papierowych ręczniczków i pieluch. Olejki do opalania – takie zwykle oraz takie „magiczne” w różnych kolorach na wypadek, gdyby dziecko dostało spazmów na widok przeźroczystego spraju. Mają też krem, specjalny na twarz. I alternatywę w postaci mgiełki gdyby utrzymanie nadpobudliwego dziecka okazało się trudne i ponad siły zmęczonych rodziców. Mają też dodatkowe kremy, które nie spływają pod wpływem wody i nie sprawiają, że tony piasku przelepiają się do skóry. Zwykle zabierają też kilka plastrów na otarcia i przecięcia, koniecznie w Minionki.

Ludzie bez dzieci zabierają ulubiony olejek. Ewentualnie spray chłodzący.

Ludzie z dziećmi z grymasem zmęczenia i zrezygnowania dźwigają podręczne lodówki albo kilka wypełnionych po brzegi siatek. Pełnych przekąsek oczywiście. Jabłka i banany, kiwi i gruszki na wszelki wypadek. Kawałek arbuza, bo może akurat im się zachce. Kanapki, herbatniki, rodzynki, bo przecież czasem się upominają. Jeśli nie mają lodówek zawsze trzymają w kieszeniach porządną garść drobnych i cierpliwie chodzą kilkakrotnie do oddalonej o spory kawałek budki z lodami. Mają napoje, owoce, wodę i kostki lodu gdyby ta woda okazała się jednak za ciepła. Mają kubki w kilku kolorach i talerzyki w różnych kształtach. Słomki, łyżeczki i widelce.

Ludzie bez dzieci zabierają butelkę wody, ewentualnie jakąś drobną przekąskę.

Ludzie z dziećmi nigdy nie leżą, ba! nawet nie siedzą na swoich leżakach. Zwykle są zajęci budowaniem zamku z piasku, pływaniem na wielkim dmuchanym materacu w jednorożce bądź graniem w piłkę. Z cierpliwością stawiają kolejną babkę z piasku, w konewce niosą wodę do zamkowej fosy.

Ludzie bez dzieci naprzemiennie leżą na brzuchu, na plecach, idą się schłodzić w wodzie, siedzą, znów leżą.

Ludzie z dziećmi wracają z plaży z zakwasami od biegania w piasku, zmęczeni, głodni, bo kiedy ktoś miałby czas coś przekąsić, z dodatkowymi kilogramami piasku w torbie i plecaku. Właściwie ze wszystkim nadającym się do prania. Z na wpół wypitymi butelkami soczków, na wpół zjedzonymi kanapkami i ciasteczkami. Z cieknącymi sprayami. Boli ich głowa od słuchania kłótni, próśb i narzekań. Boli od słońca, bo zapomnieli założyć czapki. Szczypią ich ramiona, bo nie mieli kiedy ich posmarować olejkiem.

Ludzie bez dzieci otrzepują klapki japonki, zakładają zwiewne koszule i sukienki i idą na obiad. Czują się lekko zmęczeni swoim lenistwem, ale cudownie odświeżeni psychicznie.

Ludzie bez dzieci patrzą na wolno sunące rodzicielskie wielbłądy, ledwo człapiące pod ciężarem plecaków i toreb, nieprzytomne i nierzadko sfrustrowane. Myślą sobie w duchu jak to dobrze, że mamy taki luz i spokój i nie musimy użerać się z My Little Pony, zamkami i lodami.

Ludzie z dziecćmi patrzą na swoje zmęczone, muśnięte słońcem buzie dzieci kiedy zasypiają i myślą sobie, że mieli wspaniały dzień, rozpiera ich radość, że ich dzieci będą miały piękne wspomnienia i nie żałują ani sekundy.

Podobne wpisy

Kilka słów o tym dlaczego Aśka jeździ z dzieckiem ... Wydawać by się moglo, że niemowlaki będą spały chętnie, wręcz z miejsca, automatycznie, ewentualnie wystarczy im lekka i przyjemna dla ucha kołysank...
Wycieczka do New Forest  Jest takie miejsce gdzie wszystko staje na głowie, a człowiek czuje się jakby cofnął się w czasie. Zaledwie 200 kilometrów od Londynu można stać si...
5 życiowych prawd, które każda mama powinna usłysz... Niektóre kobiety są matkami tygrysicami. Zawzięte, pewne siebie, co krok wykrzykujące własne zdanie. Głośno krytykują, docinają i bez zawahania wyty...
Poznaj 4 rzeczy, które uratują ci życie Pojawia się dziecko. Zanim to się stanie skrupulatnie kompletujemy wyprawkę. Kupujemy co popadnie albo co nam poleci przyjaciółka. Czytamy recenzje,...

4 myśli na temat “Wypad z dzieckiem na plażę to (NIE) bułka z masłem!”

  1. Świetne porównanie. Właśnie jestem nad morzem i przez pierwsze dwa dni byłam takim ludziem z dziećmi. Potem stwierdziłam że dzieci i tak bawią się tylko wiaderkiem i piaskiem więc leżak w dłoń i chwile luzu. Ale pod wieczór tak jak piszesz szczęście wymalowane na opalonych buziach.

Dodaj komentarz