Wychowanie dziecka po angielsku

Widziałam maleńkie niemowlę niesione w chuście, które przy temperaturze zaledwie dziesięciu stopni na plus miało na sobie jedynie pieluszkę i body z długim rękawem. Sine, zmarznięte nóżki dyndały bezradnie z nosidła, a dumny tata kroczył chodnikiem. Aż mnie zatkało.

Angielki śmieją się z Polek, a Polki drżą, kiedy widzą co wyprawiają Angielki. Każdy czerpie swoją wiedzę w pewnym stopniu z wychowania jakie sam otrzymał, z miejsc w jakich dorastał, z zachowań jakie obserwował. I nie żeby już samo wychowanie dzieci było kontrowersyjne i tak rozległe, że wręcz niemożliwe do spięcia w jakiekolwiek ramy to na dodatek potężne różnice widać nawet na płaszczyźnie Polska – Anglia, a to przecież tylko jakieś 1700 kilometrów Warszawa – Londyn.

Wiadomo, że będę trochę generalizować i wrzucać niektórych do jednego wora, ale nie wynika to z mojej złośliwości czy uszczypliwości, ale raczej dla uproszczenia (i skrócenia!) tematu. Proszę się zatem nie obrażać i nie złościć 😉

Punktem pierwszym musi być temperatura i pogoda (no przecież to Anglia!). Wiecie jak śmieją się z Polek, że nawet przy dwudziestu stopniach na plus zakładają dzieciom sweterki i czapki? Polki natomiast z przerażeniem obserwują angielskie dzieci, które idąc do szkoły w swoich mundurkach, straszą sinym odcieniem gołych nóg. Podczas, gdy matka dostojnie drepcze obok zawinięta w parkę, z grubymi uggsami naciągniętymi po kolana.

Mogłabym mnożyć te przykłady – widziałam maleńkie niemowlę niesione w chuście, które przy temperaturze zaledwie dziesięciu stopni na plus miało na sobie jedynie pieluszkę i body z długim rękawem. Sine, zmarznięte nóżki dyndały bezradnie z nosidła, a dumny tata kroczył chodnikiem. Aż mnie zatkało. U Mii w żłobku nagminnie widuję dzieci, które nawet w zimie noszą jedynie skarpety oraz sandałki z otwartymi paluszkami. Tak właśnie wychodzą do ogrodu czy na spacery. Biorąc pod uwagę częstotliwość z jaką tutaj pada to o przemoczone stopek naprawdę nietrudno. 

Nie wiem czy tak trudno zrozumieć, że dziecko siedzące bez ruchu w wózku marznie zdecydowanie szybciej niż rodzic, który ten wózek pcha? Nie pojmuję „powalającej” logiki – otulonej ciepło matki oraz wyrozbieranego dziecka. Skoro mnie jest zimno to tym bardziej zimno będzie dziecku. Czy tylko ja jestem jakaś nienormalna?

Jeśli jesteśmy już przy ciuchach… Nie wiem jakie macie spojrzenie na ubranka dzieci, jakie marki czy styl lubicie, ale chyba zgodzicie się, że najważniejsze, by było wygodnie i praktycznie. I tutaj do akcji wkraczają niespełnione matki fashionistki, które wciskają dziewczynki w niewygodne sukienki, torturują ich stopy twardymi sandałkami czy japonkami, idą na absurdalny kompromis i zamiast ciepłej bluzy zakładają cienką, dżinsową katankę (to tak też a propo punktu jeden). Mali chłopcy z trudem wspinają się po drabinkach w swoich dżinsach rurkach, ich mokasyny obcierają pięty, a obcisłe koszule piją pod pachami. Mini modele, mini ofiary mody i snobizmu, a właściwie rodzicielskiej lekkomyślności. Sorry, ale jak zabieram córkę do jakiejś kulkolandii to nie zakładam jej tiulowych sukienek czy skórzanych legginsów, bo przede wszystkim chcę, żeby było jej wygodnie. A w obcisłych, sztucznych gaciach na tyłku raczej wygodnie nie jest.

Kolejne zagadnienie, którego no po prostu nie da się ominąć. Dzieci zwykle zasmarkane, wcinające lizaka, chipsy, nuggetsy z Maca czy wszelkie możliwe śmieciowe jedzenie z marketu są nierzadko dodatkiem do modnie ubranej mamusi, która wychodzi do parku z koleżanką na pogaduchy. Idzie na zajęcia z malowania, tańca czy innych zabaw i puszcza dziecko samopas w nadziei, że da jej spokój, pozwoli polajkować zdjęcia i obgadać inną koleżankę. Mało ją interesuje, że upadnie, płacze, bije inne dzieci, prosi o picie. Baw się, baw i odwal się ode mnie! Ewentualnie zatyka je smoczkiem – co zresztą również doprowadza mnie do szewskiej pasji. Nie, nie jestem antysmoczkowa. Nie będę wyliczać, ile razy ten gumowy gadżet uratował mój zdrowy rozsądek i pozwolił odpocząć na kilka chwil. Tylko jakoś ten smoczek u trzy czy czteroletniego dziecka wywołuje nieprzyjemny grymas na mojej twarzy. Na Waszej też? Bo na tym etapie rozwoju oraz poziomie komunikacji można zastosować inne metody spacyfikowania poddernerowanego dziecka.

O nagminnym paleniu i przeklinaniu podcza spchania wózka deptakiem już nie wspomnę. Udręczone, niezadowolone, opiekujące się swoimi dziećmi jakby za karę albo z musu. Nałogowo chodzą na zakupy, niejednokrotnie widziałam wózek porzucony na środku River Island i krzyczącego malucha, którego matka zniecierpliwionym głosem strofowała, że obejrzy ciuchy i zaraz wróci, nie będzie przecież pchać tego ustrojstwa między regałami i wieszakami. Straszne, nie?

Wcale nie pisałam o patologiach, ale raczej o przeciętnej Angielce klasy średniej. Ignorancja, niedouczenie czy lenistwo, tego nie wiem. A może dla nich to nic strasznego, żaden dramat, a sposób w jaki i one same zostały wychowane? My widzimy to jako coś rażącego, czasem wręcz głupiego i nieodpowiedzialnego, a dla nich to po prostu ich kultura. Nie za wiele się przejmować, mieć trochę wytchnienia i świętego spokoju.

Co sądzicie o takim podejściu do rodzicielstwa? Przesada czy smutny obraz naszych czasów pełen fast foodów, używek, ignorancji i zniechęcenia?

 

 

 

Podobne wpisy

Dlaczego Dzień Dziecka jest ważny Dzien Dziecka zbliża się wielkimi krokami. Wielu rodziców (w tym i ja) już pewnie dawno ma zorganizowany upominek, który wywoła na twarzach namłodsz...
5 rad jakich kobiety niekarmiące piersią naprawdę ... Cycek, cycek, wszechobecny cycek. Kliniki karmienia piersią, blogi poświęcone karmieniu piersią, medialna nagonka, że karmić trzeba, bo inaczej nie ...
Szukaj przygody, a nie wygody "Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego czego nie zrobiłeś, niż tego co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żag...
Dzień Ojca jest przecież (nie) ważny Inspiracją do napisania tekstu po raz kolejny stały się moje ulubione fora internetowe i facebookowe grupy dla mamusiek. Jakiś czas temu padło pytan...

Dodaj komentarz