Wiosna, wiosna!

Wiosna kojarzy mi się z myciem okien, ze świeżymi firankami, z pościelą, którą można suszyć na dworze. To czas świeżości, zmian, wyjścia z zimowej jaskini marazmu i otępienia. Wiosna to krokusy i żonkile.

Wiosna, wiosna. Jest to dla mnie jedna z bardziej przereklamowanych pór roku. A szczególnie tutaj, w Anglii. Bo o wiośnie zawsze mówi się w kategoriach nowe życie, piękno, kolory, śpiew ptaków, energia, optymizm i odnowa. Tymczasem w Anglii wiosna to zazwyczaj mieszanka chmur, mżawek, słońca i kałuż. Pojawiają się żonkile, a za chwilę przez dwa dni tak rzęsiście leje, że cebulki kwiatków walają się w grubym błocie. Wiosna nie jest moją ulubioną porą roku, ale i nie ukrywam, że fajnie po zimowym zamuleniu organizmu dostać kopa motywacji.

Wiosna kojarzy mi się z myciem okien, ze świeżymi firankami, z pościelą, którą można suszyć na dworze. To czas świeżości, zmian, wyjścia z zimowej jaskini marazmu i otępienia. Zrzucenia skorupy. Wiosna to krokusy i żonkile. Te proste w swojej formie, a jednocześnie zachwycająco piękne kwiaty, które pokrywają trawniki, skwerki, ogrody kolorami i sprawiają, że krajobraz w końcu z szaro – burego zmienia się w coś przyjemnego dla oka.

Wiosna to też parki, które nagle wypełniają się śmiechem dzieci, gwarem, radością i beztroską. Parki, które hibernowały w śniegu bądź w błocie przez zimowe miesiące teraz zachęcają przechodniów by usiedli na ławce, poszli na plac zabaw i podziwiali feerie barw.

Wiosna to też budząca się do życia natura – to koniec osowiałych ptaków, zaspanych gryzoni, brudnych łap i ubłoconych podbrzuszy. To radosne trele, ćwierkanie, zaloty, energia. Wiosna to też jasne poranki i wieczory, optymizm, kiedy wychodzi się z pracy, a wciąż jest widno. To chęć na pójścia na spacer zamiast przejażdżki autobusem. To oddech świeżego powietrza zamiast duchoty mieszkania ogrzewanego centralnym.

Człowiek potrzebuje trochę odmiany, przebudzenia i oczyszczenia. Wyrwania się z zimowego snu i stagnacji. Nie mówię o nadmiernym, wręcz irytującym optymiznie, ale o otworzeniu się na życie i na wszystko to co dzieje się wokół nas. Na zieleń, na kwiaty, na dłuższe dni, na błękitne niebo, na dźwięki, na kolory, zapachy. Bo właśnie tak niewiele trzeba by odzyskać wewnętrzny spokój i brać każdy dzień z większą radością. Więc nawet taki melancholijny typ jak ja, który kocha smutek spadających jesienią liści – czerpie z wiosny ile się da, ładuje baterie i zabiera do wszystkiego z większym zapałem.

Podobne wpisy

7 drobnostek, które irytują mnie w Wielkiej Brytan... W Anglii jest coś tajemniczego – sztywne tradycje, historia, konwenanse. Wydaje się taka klasyczna ze swoimi wiktoriańskimi domkami, drewnianymi okn...
Pieczemy ciasteczka z jednorożcami Zbliżają się pochmurne, deszczowe i szare dni. Kiedy ciężko wyjść na spacer do parku, bo leje i wieje, pieczenie ciasteczek w domowym zaciszu jest s...
2017 – podsumowanie W tygodniu wysypu wpisów po tytułem “cele na 2018” albo “jak się zmotywować”, postanowiłam cofnąć się i zamiast patrzenia w przyszłość, zerknę sobie...
Czy Anglicy mają obsesję na punkcie pogody? Podczas gdy Europa kontynentalna cieszy się słońcem, dzieci pluskają w jeziorkach, opalanie na dachach, balkonach i działkach wrze to na Wyspach zaz...

Dodaj komentarz