„Unorthodox” – książka kontra serial

Świat ortodoksyjnych Żydów – nie wierzyłam w istnienie tak zacofanego i represyjnego środowiska. Nie potrafiłam wyobrazić sobie niekończącej się udręki kobiet i mężczyzn, żyjących pod dyktando przestarzałych zasad i zmuszonych do dziwacznych rytuałów.

Po książkę „Unorthodox: jak porzuciłam świat ortodoksyjnych Żydów” autorstwa D. Feldman sięgnęłam po obejrzeniu serialu na Netflixie. Przyznaję, zwykle tak nie robię. Książka ma u mnie pierwszeństwo. Słowo pisane oraz przyjemność odkrywania i poznawania bohaterów i fabuły, a dopiero później ekranizacje. W takiej kolejności historie i opowieści smakują mi najlepiej.

Netflix zna się na rzeczy. Serial był rewelacyjny, niepokojący i zmuszający do refleksji. Ale wiele osób zapewniało mnie, że książka jest jeszcze lepsza. I jak było?

Książka Feldman opowiada nieco inną historię. Do pewnego momentu i serial, i książka podążają dokładnie tym samym torem, ale w pewnym momencie gwałtownie się rozchodzą w zupełnie odmiennych kierunkach. Obie historie zapierają dech w piersiach, może ta serialowa jest nieco bardziej dramatyczna i rozdmuchana (no i trochę jakby mniej prawdopodobna), ale są inne… Takie seriale rządzą się swoimi prawami, a szokowanie widza i trzymanie go w napięciu są najważniejsze. Nie wiem właściwie do tej pory, czy ta różnica między opowieścią autorki a ekranizacją mnie rozczarowała czy sprawiła, że odetchnęłam z ulgą…

Ale do rzeczy, czyli o książce… Czytając, nie wierzyłam w istnienie tak zacofanego i represyjnego środowiska. Nie potrafiłam wyobrazić sobie niekończącej się udręki kobiet i mężczyzn, żyjących pod dyktando przestarzałych zasad i zmuszonych do dziwacznych rytuałów. Świat ortodoksyjnych Żydów przedstawiony w tej książce obrzydzał mnie i bulwersował. Irytowało mnie zacofanie, wścibskość i ślepe podążanie za absurdalnymi wytycznymi. Ludzie, którzy byli częścią życia bohaterki budzili we mnie niechęć i złość swoim prostactwem, brakiem empatii i pruderyjnością. Miałam ochotę podejść do nich i wystrzelać ich po twarzach.

Czasami bardzo ciężko trawiło mi się poszczególne fakty. Chciałam wręcz krzyczeć „ale wy tak na serio?!”.

Szokująca i niełatwa lektura, chociaż napisana pięknym, lekkim piórem. Czyta się z wypiekami na twarzy, grymasem obrzydzenia oraz ogromnym współczuciem wobec ludzi uwięzionych w okowach tej zasiedziałej społeczności.

Polecam. Zupełnie inny świat. Inna perspektywa. Inne problemy. Hermetyczna rzeczywistość ludzi, którzy zdają się szanować jedynie stare księgi i przestarzałe zasady, a zupełnie ignorować ludzkie potrzeby i uczucia.