Torba do szpitala do porodu – 5 rzeczy, które naprawdę się przydadzą

Co spakować do szpitalnej torby, co przyda się przed porodem, w czasie oraz po? Przed Wami lista taka trochę alternatywna, nad którą już jakiś czas myślałam (w związku zresztą z wizją pakowania swojej własnej walizy!), bo takich zwykłych wyliczanek „rzeczy oczywistych” jest od groma.

Co spakować do szpitalnej torby, co przyda się przed porodem, w czasie oraz po? Przed Wami lista taka trochę alternatywna, nad którą już jakiś czas myślałam (w związku zresztą z wizją pakowania swojej własnej!), bo takich zwykłych wyliczanek „rzeczy oczywistych” jest od groma. Pewnie dla wielu z Was i tak będzie mało odkrywcza, ale może którejś, szczególnie skołowanej pierworódce, troszkę pomoże. 🙂 

Ogólnie rzecz biorąc to naprawdę nie trzeba jakoś sztywno trzymać się tych wszystkich zaleceń i dokładnie brać trzy sztuki tego, cztery tego, na wszelki wypadek X, dodatkowy zapas Y, a jeszcze Z. Po pierwsze dlatego, że nie wiemy, ile w szpitalu zostaniemy – oby jak najkrócej, ale co będzie jeśli dłużej. Zapakujemy 12 zestawów?! Po drugie – jestem zdania, że im mniej szmatek w torbie tym lepiej – bo w końcu po wyjściu ze szpitala to wszystko trzeba na nowo prać nawet, jeśli nie zostało użyte. Po trzecie – poród i pobyt w szpitalu to nie jest przecież jakaś wyprawa w inny wymiar. 

Moja walizka jeszcze nie jest spakowana (myślę, że niedługo ogarnę temat), ale wiem na pewno, że wiele sobie podaruję i nie będę się pakować jak na wielką wycieczkę na drugi koniec świata. I choć za pierwszym razem zostaliśmy w szpitalu nieco dłużej niż sądziłam – a to ze względu na moje cięcie cesarskie – to i tak mnóstwo z zapakowanych rzeczy po prostu nie była mi potrzebna. Wiem natomiast czego zapomniałam i czego mi bardzo brakowało! Nie był to wielki dramat, bo po prostu druga połówka czy mama mi to przywieźli, ale jednak byłoby zdecydowanie wygodniej mieć to przy sobie „tu i teraz”. 

No dobra, wiadomo, że spakuję te oczywiste rzeczy – ubranka, pieluszki, mokre chusteczki, butelkę, smoczek, mleko modyfikowane (tak na wszelki wypadek), piżamę na zmianę, jakieś kosmetyki, ale poniżej złożyłam dla siebie (no i może którejś z Was chociaż trochę pomoże) listę rzeczy, o których mówi się mniej, a mogą być prawdziwymi „kołami ratunkowymi” w szpitalnych warunkach.

Moje „must have” w porodowej torbie do szpitala:

1. Pomadka do ust – nawilżająca pomadka, ewentualnie najzwyklejszy krem nivea. Porodówki są z oczywistych powodów ciepłe i suche, a spierzchnięte usta doprowadzają mnie do szału. Stąd jest to dla mnie „kosmetykowy niezbędnik”. Ostatnim razem nie wzięłam (żółta kartka!) i choć nie powinnam użalać się nad czymś tak przyziemnym jak spierzchnięte usta to jednak niepotrzebnie mnie irytowały. 
 
2. Stare klapki (których nie będzie mi szkoda w szpitalu zostawić) – klapek nie wypiorę ani jakoś szczególnie nie mam zamiaru ich czyścić po pobycie w szpitalu pełnym zarazków, stąd jak tylko dostanę zielone światło, by iść do domu, klapki wyrzucam do najbliższego kosza. Nie zabieram żadnych moich ulubionych czy firmowych, a coś co nadaje się do noszenia, ale dyszy ostatkiem sił i bez żalu możemy się „rozstać”. Pamiętam pewna kobietę na sali poporodowej, która chodziła w swoich ślicznych, puchatych, białych klapkach. Na pewno były wygodne i wyglądały ładnie, ale powiem szczerze, że bez porządnej dezynfekcji nie chciałabym później zasuwać w nich po dywanie w sypialni! Fuj. 
 
3. Landrynki, Tic Tac, Polo co kto lubi – czasem po prostu masz ochote coś pożuć, tak o bez powodu, coś słodkiego, coś o smaku brzoskwinii czy maliny, zwykłego miętowego cukierka. To takie trywialne, ale naprawdę czasem zjedzenie landrynki może urosnąć do rangi zachcianki numer jeden. Poza tym czasem czujesz, że może – pomimo mycia zębów – masz nie do końca świeży oddech albo dziwny posmak w ustach. 
 
4. Ręcznik, a nawet dwa! – wiem, że szpital da swój, ale sorry – po porodzie, kiedy wszystko boli to ostatnim czego chcę to wycierać moje cielsko szorstkim, szpitalnym ręcznikiem. Wzięłam jeden, teraz wiem, że muszę wziąć ze dwa większe i których nie będzie mi specjalnie szkoda w razie czego. 
 
5. Majtki z wysokim stanem – no takie brzydkie, babcine pantalony. Kupiłam kilka par wygodnych majtek na czas połogu, ale w najśmielszych myślach nie sądziłam, że skończę z cesarką i będę potrzebowała bielizny z na tyle wysokim stanem, by nie podrażniała mojej rany. Lepiej nosić niż się prosić. Teraz już wiem, że porody są bardzo nieprzewidywalne i jakiekolwiek plany czy oczekiwania to sobie można – kolokwialnie mówiąc – włożyć. 

Są jeszcze jakieś rzeczy, których zwykle nie wymienia się na różnych „listach”, a które uratowały Wam skórę przed, w trakcie czy po porodzie?

Podzielcie się!

Mamy, które czeka pakowanie szpitalnej torby na pewno będą wdzięczne. 

PS. I serio – naprawdę nie trzeba pakować połowy szafy.

 

Podobne wpisy

Dwulatek w poplamionym Gucci Jakiś czas temu poszłyśmy z córką na zajęcia artystyczne. Zajęcia artystyczne to wielka nazwa – chodzi przecież o paćkanie farbą po kolorowych kartk...
Wyluzuj, to tylko mem! Uwielbiam memy. Memy mają proste i jasne zadanie – rozśmieszać, bawić, wytykać absurdy, a i zmuszać do refleksji i podkreślać to, co ważne. Ale nawe...
Jak pies z dzieckiem, czyli kilka słów o bezpiecze... Dostaję od was sporo wiadomości z pytaniami jak ogarnąć temat dziecka i psa. Uściślijmy coś zanim zacznę. Nie jestem specjalistką, zawsze to powtarz...
Recenzja fotelika CYBEX ATON Q – czy warto g... Jak dawno nie było tutaj żadnych recenzji! Nadeszła zatem wiekopomna chwila. Jeśli jesteście na etapie zakupu pierwszego fotelika dla swojej pociech...

Dodaj komentarz