„Tiger King”, czyli smutna opowieść o ego, nienawiści i cierpiących zwierzętach

Joe Exotic w niewoli rozmnażał tygrysy. Cytując jego słowa: „Jeżeli mamy deficyt to trzeba coś z tym zrobić. Właśnie to robię.” Na wolności liczba tygrysów to około 3500 sztuk. W samych Stanach liczba tygrysów w niewoli szacowana jest nawet na 10 tysięcy! Dla niego i jemu podobnych rozmnażanie zwierząt w niewoli było doskonałym rozwiązaniem na gwałtownie spadające liczby.

Musiałam, po prostu musiałam. Internet został zalany wizerunkiem faceta z dziwaczną, blond fryzurą i memami z Carole Baskin.  

Obok dokumentu Netflixa „Tiger King” nie można pozostać obojętnym. 

Obejrzałam. Wciąż trawię.

Próbuję zrozumieć fenomen tego mężczyzny. Składową jego pewności siebie, jeszcze większego ego oraz poczucia bycia niezniszczalnym i nietykalnym. Składową jego irracjonalności, głupoty, lekkomyślności i prostactwa. Wybuchową osobowość i wygląd kozaka kowboja (PS. którego skrzywdził fryzjer). Sorry, ale tak właśnie go widziałam… Niebezpieczny, wręcz chorobliwy misz masz negatywnych cech, które przysłoniły to, od czego tak naprawdę wszystko się zaczęło – pasję do dzikich zwierząt. 

Joe Exotic nie był jednak jedynie kolejnym fanatykiem dzikich zwierząt, szczególnie dużych kotów. Takich nie brakuje i wielu przewija się w dokumencie Netflixa. Ludzi, którzy zamiast jamnika decydują się sprawić sobie lwa, jest w USA (i nie tylko!) przerażająco dużo! Kupują tygrysa dla prestiżu i szpanu. Kupują, bo sieć i social media zalane sa zdjęciami celebrytów i bogaczy, turystów i wolontariuszy którzy siedzą z tygrysami, karmią je, bawią się z nimi, mają je siedzące w salonie czy biegające w ogrodzie i ludziom wydaje się, że to jest w porządku. Ale nie będę rozwlekać się tutaj o ich żenującym poziomie ignorancji. 

Joe Exotic nie był też jedynie kolejnym, który w niewoli rozmnażał tygrysy. Cytując jego słowa: „Jeżeli mamy deficyt to trzeba coś z tym zrobić. Właśnie to robię.” Na wolności liczba tygrysów wynosi około 3500 sztuk. W samych Stanach liczba tygrysów w niewoli szacowana jest nawet na 10 tysięcy!

Dla niego i jemu podobnych rozmnażanie zwierząt w niewoli było doskonałym rozwiązaniem na gwałtownie spadające liczby. Większość z nas zna smutną prawdę i rozumie, że nie tak to działa, a sztuczny, wymuszony, często wsobny chów nie są rozwiązaniem globalnego problemu gwałtownie zmniejszającej się liczby niektórych gatunków na wolności. 

Joe Exotic nie był też tylko kolejnym, który wykorzystywał małe tygryski do interakcji z ludźmi, którzy gotowi byli zapłacić krocie za zabawy, głaskanie czy przytulanie takich „kotków.” Nóż otwiera mi się w kieszeni za każdym razem, gdy widzę kolejnego głąba, który dodaje „słit focie” w jakimś pseudosanktuarium z tygrysami w Tajlandii lub w podejrzanym parku zwierząt trzyma sobie tygryski na kolanach czy wyprowadza dużego kota na spacer. Bo do czegoś takiego trzeba cierpieć na brak szarych komórek.

Duże koty, wiem, są magnetyzujące, są piękne, człowiek chce być blisko nich, chce tej niebezpiecznej relacji z przyrodą, ale warto poczytać o kluczowych różnicach między zwierzętami OSWOJONYMI a UDOMOWIONYMI. I dlatego właśnie takie zabawy z tygrysami, lwami czy niedźwiedziami nigdy nie będą normalne, bezpieczne, etyczne i moralne. Koniec. 

Joe Exotic nie był też tylko kolejnym pracodawcą jak z horroru, na dodatek zatrudniającym życiowych wykolejeńców, ludzi bez następnej szansy, skrzywionych psychicznie i emocjonalnie oraz potencjalnie niestabilnych i niebezpiecznych. Nikt zdrowo myślący nie chciałby tam pracować, ale ktoś, kto nie dostanie innej pracy, doceni i taką – niebezpieczną, za marną pensję, 24/7, z szefem psychopatą na karku. 

Joe Exotic nie był też tylko kolejnym facetem żywiącym nienawiść do Carole Baskin. Relacje na froncie działacze prozwierzęcy, a ci którzy zwierzęta eksploatują są zawsze bardzo napięte, pełne gróźb i smarowania się nawzajem kałem. 

Kim zatem był Joe?

Zdecydowanie osobowością zżeraną przez własne paranoje. 

Był jednostką chorą, która nigdy nie otrzymała pomocy. Był jednostką niebezpieczną, która żyła miłością do samego siebie i tego, co robił. A robił jedno wielkie show. Show, w którym nie tygrysy i lwy były numerem jeden, a on sam.

Charyzmatyczny pajac o skłonnościach destrukcyjnych. 

Tiger King – tak właśnie się sam nazwał. Był królem swojego tygrysiego bajzlu, który żerował na ludzkiej głupocie, naiwności i uczuciach.

Joe był jednocześnie głupi i wyrachowany, zawzięty i uśmiechnięty, zdeterminowany i zagubiony. Otoczony wianuszkiem swoich „adoratorów”, podwładnych i kolejnych mężów. Ale im głośniej krzyczał i więcej przeklinał, tym bardziej był sam. Był showmanem, klaunem, kimś z kogo można się było pośmiać, ale nie traktować poważnie. Jego kolejne idiotyczne decyzje – udział w wyborach, kolejni wspólnicy, kłamstwa, oskarżenia, rzekome próby morderstwa tylko udowadniały jak bardzo jest zagubiony, pełen negatywnych emocji i niebezpieczny dla siebie i osób w swoim otoczeniu. Niczego nie traktował poważnie, wierzył do samego końca, że jest na tyle cwany i ma za sobą poparcie społeczeństwa, że spadnie na cztery łapy i wyjdzie z tego bez szwanku. 

A gdzieś pomiędzy jego idiotyczną fryzurą, popisami, przekleństwami i zachowaniem rozpuszczonego cwaniaka, przewijały się też niestety setki sfrustrowanych kotów ściśniętych w klatkach, karmionych słabej jakości mięsem i wykorzystywanych jak zabawki. I to łamało serce… i to sprawiało, że człowiek myśli, jak do jasnej cholery coś takiego jest możliwe? Jak to się dzieje, że brakuje solidnej legislacji? Że to wszystko wyślizguje się jakimkolwiek kontrolom? 

Pokazywanie ludziom interakcji z dzikimi zwierzętami w niewoli napędza ich rozmnażanie i wykorzystywanie. Jeżeli ludzie chcą zapłacić setki za potrzymanie w ramionach malutkiego tygryska to logiczne, że ogrody w stylu Zoo Exotica będą te tygrysy dalej rozmnażać. Biznes jest biznes. I czy potem taki kot zostanie zastrzelony, czy spędzi resztę życia w tragicznych warunkach już nikogo nie obchodzi. 

I jak można uważać, że to jest normalne? Dobre? Że nikomu nie dzieje się krzywda?  Exotica nie żałuje – mimo jego płaczu i lamentów zza więziennych krat, mimo całej tej tragikomedii, bo traktowaniem zwierząt i ludzi zasłużył sobie na taki los. Był człowiekiem chorym i opętanym paranoją. Nieustannie leczył kompleksy i pragnął, by wszystkie oczy były zwrócone na niego. Tylko na niego. 

Szkoda, że Carole Baskin, w mojej opinii sprowadzono do roli szalonej babki od kotów, która nawet papier toaletowy ma w tygrysi wzorek. A po obejrzeniu całości zapamiętamy jedynie, że prawdopodobnie nakarmiła tygrysy swoim mężem. 

Nie był to najlepszy dokument w moim życiu. Nie było to arcydzieło Netflixa. Ale wkłada trochę kij w mrowisko i mówi otwarcie o chorym trendzie.

Byłoby świetnie, gdyby „Tiger King„ otworzył ludziom oczy na ważny i pogłębiający się problem rozmnażania dzikich zwierząt i robienia z nich maszynek do zarabiania pomiędzy w imię chorej ludzkiej próżności.  Czy się uda? To zależy od nas. Czy pójdziemy do takiego parku czy pseudosanktuarium? Czy zapłacimy setki za karmienie z butelki małego tygryska?  

Miejsce pięknych, dzikich zwierząt jest na wolności, a nie w małych klatkach, gdzie stoją we własnych odchodach, jedzą stare, śmierdzące kurczaki i muszą znosić niekończące się zdjęcia, głaskanie, klepanie i piski. To nie jest forma ratowania czy pomagania naturze.