Przeczytam 52 książki w 2018!

Wyzwanie czytelnicze „Przeczytam 52 książki w roku…” na początku budziło litościwy grymas niedowierzania, ale jednak z biegiem czasu zaangażowało się w nie więcej i więcej osób. Okazało się, że spory procent Polaków czyta nawet i 100, 200 książek rocznie!

Polacy podobno nie czytają… Nie czytają, bo książki drogie, bo nie mają czasu, a jeszcze mniej niż czasu mają chęci. Czy to prawda?

Od kilku lat obracam się w niezwykłym kręgu osób czytających (social media, spotkania, forum), pasjonatów literatury, zbieraczy pięknych wydań, osób, które wymieniają się rekomendacjami, przemyśleniami i dyskusjami. I zaskakuje mnie ich liczba, bo jest ich tak wielu, że naprawdę ciężko mi zrozumieć jak polskie statystyki czytelnicze wciąż mogą być tak niskie??

Jakiś czas temu pojawiło się w Polsce wyzwanie „Przeczytam 52 książki w roku…” I pomimo, że na początku budziło litościwy grymas niedowierzania to jednak z biegiem czasu zaangażowało się w nie więcej i więcej osób. Okazało się, że spory procent Polaków czyta nawet i 100, 200 książek rocznie! 

Jak to przy okazji każdej akcji pojawiło się i sporo hejtu. Pierwszym zarzutem było, że brak jest celu wyższego, bo osoby czytające chcą się jedynie pochwalić ilością książek przed innym, pokazać jakie są mądre i lepsze od tych co nie czytają, bądź czytają mniej niż oni. Ale… Przecież nikt nikomu nie broni wziąć książki do ręki i też wejść do tego grona (… rzekomo mądrzejszych, lepszych itepe). Po drugie nikt normalny się nie ściga, a jeżeli już pojawią się jakieś niechlubne przechwalanki to są naprawdę rzadkością.

Pojawiło się hasło „czytania hurtowego” – dla ilości, ale nie dla przyjemności czy z jakimkolwiek zrozumienim. I o ile nigdy nie robię nikomu kartkówek ze znajomości treści przeczytanej książki to też zastanawiało mnie jak można przeczytać 200 książek rocznie (zdradźcie mi sekret!!!). Ale przecież… Niektórzy czytają bardzo szybko, niektórzy mogą czytać po 9 godzin w pracy, niektórzy czytają w podróży albo dodatkowo słuchają audiobooków (tak, tak audiobook to też książka…!). Zatem biorąc pod uwagę takie możliwosci, liczba 100 książek rocznie wcale nie wydaje się tak wygórowana.

Potem pojawiły się zgrzyty wewnętrzne, właściwie między samymi książkoholikami – bo ty czytasz cztery harlequiny, a ja jedną trudną książkę co ma 800 stron i to po portugalsku i jak to ma się jedno do drugiego?! Bo ty czytasz Greya, a ja Pilcha, twoja to nawet nie książka a jakieś czytadło. Stop! Nie o to chodzi, by się przecież licytować m, które książki są wartościowe, a które nie. Ciężko byłoby znaleźć jakieś kryteria i pozostać przy tej selekcji całkowicie spójnym i sprawiedliwym. Bo książka Danielle Steel (choć mnie może osobiście bardziej odstrasza niż zachęca) nie jest jednak wcale gorsza od takiego dajmy na to „Mistrza i Małgorzaty”. Bo każdy z nas szuka w książkach czegoś innego. Zmysł estetyczny, wrażliwość czytelnicza są subiektywne i kogoś całkowicie może zaspokajać twórczość Remigiusza Mroza, a ktoś inny nie sięgnie po nic komercyjnego, co przewija się na każdym blogu książkowym na instagramie i będzie szukał trudnych dzieł nieznanych autorów. Zawsze są lektury kontrowersyjne, które dzielą społeczność czytelników na tych zachwyconych i tych zbulwersowanych niskim poziomiem, ale czy nie właśnie o to chodzi? O dyskusje, o emocje, o indywidualizm?

Kiedy zatem na facebooku dzielę się opiniami o książkach, nie robię tego dla poklasku. Bo moje czytanie nie jest ani pod publikę, ani dla odznaczeń. Nie dodaję krótkich recencji, żeby się pochwalić językiem czy zaszokować tematyką o jakiej czytam, pokazać jaka to Ania jest mądra i oczytana. Raz, że chciałabym podzielić się emocjami (bo przeciez książki właśnie po to są!), a dwa liczę po cichu, że może chociaż jedna osoba się w końcu kiedyś skusi i sięgnie po jedną z tych książek, ba! sięgnie po jakąkolwiek książkę i złapie bakcyla. Pobożne życzenie? A może własnie nie…

52 książki w roku to jedna książka tygodniowo. I nie są to żadne sztywne ramy. Nikt kto przeczytał 2, albo przeczytał 120 nie ma żadnych medali. Nie ma narzucania treści, objętości, szybkości czytania. Bo to ma być przyjemność. Zaduma, refleksja, relaks. Zabawa. Wiedza. Wszystko to co w książkach jest takie magiczne – poruszanie strun naszego serca i umysłu. A dopiero przy okazji powinna to być mała zabawa z dreszczykiem.

No to w takim razie? Kto się przyłącza?

Podobne wpisy

Czy cierpisz na #FOMO? Tyle lat używania social media i dopiero niedawo dowiedziałam się o takim stworze jak FOMO. Złowrogo brzmiący skrót to nic innego jak „fear of missi...
Zostanę psychoterapeutą papużek nierozłączek Kiedyś pożądane było być lekarzem. Albo prawnikiem. Albo księdzem. Społeczny prestiż, pieniądze, uznanie, status człowieka godnego zaufania. I choci...
Dwulatek w poplamionym Gucci Jakiś czas temu poszłyśmy z córką na zajęcia artystyczne. Zajęcia artystyczne to wielka nazwa – chodzi przecież o paćkanie farbą po kolorowych kartk...
Audiobooki – hit czy kit? Jakiś czas temu wspomniałam, że rozpoczęłam przygodę z audiobookami. Jestem nudna i obrzydliwie staroświecka w tej kwestii, zwykle siegam po zwyczaj...

Dodaj komentarz