Prosty poradnik jak upokorzyć kobietę na porodówce

Poród sam w sobie zmusza kobietę do pozbycia się uczucia wstydu – siedzi prawie goła, niezgrabna, spocona przed obcymi ludźmi, pokazuje im się w najbardziej intymnym wydaniu. I w tej właśnie chwili ostatnim, co chce usłyszeć to, że jest na przykład zarośnięta lub otyła.

Nie pracuję w szpitalu. Nie pracuję dla służby zdrowia. Nie mam w rodzinie czy wśród znajomych położnych i ginekologów, a jednak liczba zasłyszanych chamskich, złośliwych i bezdusznych komentarzy personelu medycznego, które były skierowane do rodzących kobiet naprawdę mnie przeraziła. A co byłoby, gdybym znała kogoś, kto faktycznie jest położną? Albo lekarzem? Ile więcej okrutnych i uderzających w prawa człowieka i godność kobiety „gadek” bym usłyszała… Przy kawie, na imieninach, dla szpanu, po ciężkim dniu?! No ile opowiastek? Nie chcę nawet myśleć.

Poród to jedno z najbardziej ekstremalnych przeżyć dla ludzkiego organizmu – nie tylko pod względem fizycznym, ale również psychicznym. To ogrom emocji, buzujące hormony, niepewność, wahanie, to strach i radość jednocześnie, odwaga i i tchórzostwo, determinacja i paraliżujące przerażenie. Boli, bardzo boli, ciało wydaje się być poza wszelką kontrolą. Jednym czego pragniemy to wsparcie, zapewnienie, że damy radę i że ktoś czuwa nad zdrowiem dziecka i naszym. Nie potrzebujemy chamstwa, ironii, złośliwości czy znieczulicy. A jednak… Nierzadko to właśnie dostajemy. 

Moja historia wprawdzie nie jest jakaś specjalnie ekstremalna, ale nie ominęło mnie chamstwo. Podczas drugiej próby wywołania porodu położna, która przyszła zaaplikować mi kolejny tampon, zrobiła to z wyczuciem wiejskiego weterynarza, który intubuje tonowego byka. Zero wyczucia, ba! nawet mrugnięcia okiem. Z bólu i upokorzenia łzy pociekły mi ciurkiem po twarzy (a wiedziałam, że tak boleć nie powinno, bo pierwszego dnia inna położna zrobiła to sprawnie, szybko i totalnie bezboleśnie). I powinnam wtedy chamsko syknąć – ciesz się, wredna położno, że powstrzymałam odruch nogi, bo dostałabyś całkiem uzasadnionego kopniaka prosto w swoją głowę. Nie powiedziałam jednak nic. 

Na sali porodowej usłyszałam natomiast od pani pobierającej mi krew, że mam siedzieć spokojnie i się nie ruszać, bo ona się wciąż uczy. Co z tego, że skurcze rozwalały mnie na łopatki i biegałam do toalety wymiotować, że siedzenie nieruchomo te kilka minut, by stażystka znalazła żyłę, wkłuła się i pobrała krew było właściwie „mission impossible”. Usłyszałam, że mam się spiąć i siedzieć spokojnie, żeby mogła to zrobić. W skrócie – nie, nie wysiedziałam, więc krew soczyście poleciała i po mnie, i po niej. Ku wielkiemu niezadowoleniu i obrazie majestatu. Zero wyrzutów sumienia. Sorry. 

Ale w sumie… Nie, nie miałam źle. Nie usłyszałam więcej chamskich komentarzy ani nie doświadczyłam więcej paskudnego zachowania personelu. Ale opowiedziano mi wiele historii. I to skłania mnie do myślenia, że coś w kwestii traktowania kobiet na porodówce musi się zmienić. 

Nie jesteśmy bydłem, rubryką do odhaczenia, bólem w dupie czy problemem. Bez znaczenia, jak bardzo panikujemy, jak krzyczymy, jak się boimy, mamy prawo do godnego traktowania. Nie, nie mam nic przeciwko motywowaniu, dodawaniu otuchy, nawet jeżeli ostrzejszym tonem, stanowczo – niektóre z nas tego potrzebują, takiego otrzepania się z maligny i skupienia na tym, co mamy do zrobienia. Nie przeszkadza mi, że personel żąda, by słuchać instrukcji, że trzyma kobietę rodzącą w ryzach. To czasem jest niezbędne. Ale wkurza mnie cwaniactwo i prostactwo.

PS. Dziękuje moim koleżankom za podzielenie się autentycznymi wypowiedziami personelu medycznego na porodówce – czy to w Polsce, czy w innym kraju. 

Proszę, oto właśnie kilka PRAWDZIWYCH perełek. Nawet podczas czytania twarz wykrzywiała mi się z irytacji, oburzenia i złości, a co dopiero musiały czuć te panie, które w chwili ekstremalnego wysiłku fizycznego i nadwyrężenia sił psychicznych usłyszały takie właśnie durne komentarze?! 

 

„Pani taka wielka to spokojnie to 4-kilogramowe dziecko urodzi”.

„Takie duże piersi i co karmić nie może?”

„Teraz się pani tak drze? A to nawet jeszcze nie zaczęło się na dobre!”

„Cesarskie? A to nie lepiej było się przyłożyć trochę bardziej i urodzić naturalnie?”

„Rodzi pani już trzecie to chyba wie co i jak. Po co się tak drzeć?”

„A ogolić to się pani nie mogła??”

„Taka duża kobieta, a takie małe dziecko urodziła. Aż nienormalne.”

„Jaki z pani matka, że karmić nie potrafi? Każda kobieta potrafi.”

„Wielkie i leniwe paniusie teraz, tylko cesarki by chciały.”

”A trzeba tak zwierzęco sapać? Wystarczy wdech i wydech.”

„Jak to przewinąć nie umie? Może trzeba było filmiki obejrzeć i się podszkolić, a nie tylko ubranka kupować.”

„Nogi to szerzej chyba pani rozłożyć umie, nie?” (Plus niestosowne mrugnięcie okiem) 

 

Nazwijmy sprawę po imieniu – takie komentarze podchodzą pod przemoc werbalną i nie powinny mieć miejsca w cywilizowanym świecie! 

I choć empatycznego personelu położniczego z prawdziwego powołania jest zdecydowanie więcej niż tych nieczułych przypadków to biorąc pod uwagę pokład emocjonalny oraz natężenie bólu podczas porodu, liczba „czarnych owiec” służby zdrowia powinna być równa zeru. W tej ekstremalnej sytuacji nie powinno być miejsca na jakąkolwiek znieczulicę. Bo naprawdę wszystko można powiedzieć delikatnie i taktownie. A sarkastyczne komentarze i odzywki warto zachować dla siebie lub po godzinach. 

Nikt w chwili tego ogromnego strachu, bólu i niepewności nie chce słyszeć głupich, pseudozabawnych docinków, nie chce być traktrowany przedmiotowo, nie chce czuć się czyimś ciężarem, nie chce być obiektem kpin i żartów. A komentowanie wagi, rozmiaru piersi, nawet owłosienia okolic intymnych jest niestosowne, nietaktowne i chamskie po prostu.

Poród sam w sobie zmusza kobietę do pozbycia się uczucia wstydu – siedzi prawie goła, niezgrabna, spocona przed obcymi ludźmi, pokazuje im się w najbardziej intymnym wydaniu, nie może zbytnio liczyć na wsparcie swojego ciała, które wydala z siebie krępujące wydzieliny czy wydaje nieładne dźwięki. I w tej właśnie chwili ostatnim, co chce usłyszeć rodząca to, że jest zarośnięta lub otyła. Ostatnim co jeszcze bardziej może podkopać jej pewność siebie, sprawić, że poczuje się jak kawał mięsa na stole to na przykład głupia uwaga, że taka już doświadczona, a urodzić nie może albo że wie jak rozłożyć szeroko nogi. Podobnie jak durne komentarze uderzające w kobiece zachowanie, że krzyczy, że płacze, że siedzi cicho, że sapie, że nie ma energii zmienić pozycji, że nie ma psychicznie siły, by walczyć, że jest wykończona. 

Progi bólu oraz sposoby radzenia sobie z ogromnym stresem porodu są tak różne jak wiele jest kobiet. Niektóre walczą, niektóre czują się mentalnie i fizycznie przygniecione tym, co dzieje się z ich ciałem lub brakiem pełnej kontroli. I żaden sposob nie jest zły. A linczowanie rodzących, że teraz się tak drą, a to nawet jeszcze się na dobre nie zaczęło jest żenujacym przeżytkiem. 

Nie twierdzę, że poród ma być cukierkowy, a personel medyczny polewać rodzącą miodem. Ma być jednak godnie. Można zachęcać, można przywracać do pionu, można motywować, można i krzyknąć, ale dla dobra dziecka i/lub matki. Nie, bo miało się zły dzień, nie, bo stygnie kawa w dyżurce, nie, bo mam ból głowy, nie, bo czuję się wyższy i lepszy. To zawód, który wymaga w moim odczuciu stu procentów zaangażowania. Taki, gdzie problemy oraz swoje „JA” zostawia się za drzwami i w pełni skupia na obcej osobie, która właśnie dokonuje największego cudu. 

Chamstwo, cwaniactwo, dowcipkowanie, przedmiotowe traktowanie drugiej osoby, brak empatii to wciąż niestety spotykane praktyki. Wiem, że każda z nas ma inne poczucie humoru, inne progi wytrzymałości na ból. Nie powinnyśmy jednak tolerować zachowań, które uderzają w naszą godność kobiety i matki. Nie staram się nikogo nastawić przeciwko służbie zdrowia (pracują naprawdę ciężko!) i oczekiwać, że będą sypać nam kwiaty pod nogi. Ale starajmy się zwracać uwagę na takie chamskie zachowania, piętnować je i zgłaszać, by takich niemiłych anegdot z sal porodowych było jak najmniej. 

 

Podobne wpisy

10 rzeczy jakich nie powinnaś oczekiwać, jadąc na ... Sezon wakacyjny w pełni. Szaleństwa na basenach, wyjazdy do rodziny, wypady w góry, nad morze, loty, promy, pociągi, samochody. Dla rodziców, którzy...
6 ekstremalnych ćwiczeń dla przyszłych rodziców &#... Dwie kreski na teście. Radość pomieszana z paniką. Pierwsze zakupy. Fotelik jest, wózek jest, łóżeczko, zapas pieluch, ciuszki, butelki, bujaczki, p...
Czy ciąża faktycznie jest taka fajna i ekscytująca... Mam nieodparte wrażenie, że kwestia ciąży to czarne albo białe. Wymioty, opuchnięte nogi i rozstępy kontra piękne zdjęcia, zwiewne i lekkie mamusie ...
Szczeniaczek jako gwiazdkowy prezent to naprawdę n... Zbliżają się Święta. Prezenty. Choinki. Barszcze z uszkami. Serniki. Lenistwo. I gdzieś tam pewnie pod niektórymi obwieszonymi bombkami drzewkami zn...

Dodaj komentarz