Poznaj sposób na idealnego gluta

W naszym repertuarze „messy play” brakowało jednej pozycji. Mowa o glucie… Prawdziwym, ciągnącym się glucie (czyli slime). Tego jeszcze nie było. Zatem o co w tym wszystkim chodzi

Nie będę tutaj czarować… Zwykle jestem dosyć ostrożna, kiedy chodzi o różne plasteliny, brokaty, piaski kinetyczne, farbki czy pisaki. Przeraża mnie wizja bałaganu, różowej modeliny wgniecionej w dywan, poplamionych ciuchów oraz zafarbowanej na niebiesko sofy. Rzeczywistość jest taka, że owszem dziecko ma sporo frajdy, ale rodzic z rozpaczy wyrywa sobie włosy z głowy na samą myśl o sprzątaniu czy praniu.

Nie zmienia to faktu, że po poczynieniu odpowiednich przygotowań (to znaczy „z daleka od dywanów, sof i drogich ubrań”), często pozwalam córce na kreatywną zabawę, bo po pierwsze naprawdę niesie ze sobą sporo plusów, a po drugie ona ją szczerze uwielbia. Już niejednokrotnie przekonałam się, że beztroska i radość podczas takiej zabawy swoją drogą, ale liczba nabytych nowych umiejętności jest imponująca. Plusy takiej zabawy to przede wszystkim szansa na poznanie tekstur, temperatur, kolorów, rozwój i doskonalenie zdolności motorycznych, kreatywności oraz skupienia, pobudzenie wyobraźni i zachęta do bardziej samodzielnej zabawy. 

W naszym repertuarze „messy play” (dosłownie „bałaganienie”, „zabawa w brudzenie się”) brakowało jednej pozycji. I dokładnie wtedy pojawiła się przesyłka od Tuban wraz z czymś, co właściwie zainteresowało mnie samą w równym stopniu co córkę. Mowa o glucie… Prawdziwym, ciągnącym się glucie (czyli slime). Tego jeszcze nie było.

Zatem o co w tym wszystkim chodzi… 

Gluta najpierw trzeba sobie zrobić. Nasz zestaw składał się z małych woreczków wypełnionych czymś w rodzaju kolorowego, bardzo drobnego piasku. Były też nawet – ku nieprzebranej radości Mii – pyłki z brokatem. Dodatkowo mieliśmy pudełko ze slime (nasz był złoty i o zapachu bananowym) oraz dwie butelki: jedna z aktywatorem oraz druga z klejem. Do tego dołączona była prosta i zrozumiała instrukcja. 

 

 

Obawiałam się, czy niecierpliwa trzylatka podoła wyzwaniu zmieszania wszystkich składników, nie wiedziałam także jak zachowuje się ta tajemnicza mikstura, zatem na pierwszy raz zdecydowałam się, że sama stworzę gluta. A jest to naprawdę banalnie proste! Wystarczy miska i szpatułka do mieszania. Jeśli nie macie żadnej zbędnej miski, na stronie Tuban znajdziecie fajny pojemnik z logo firmy.

1. Do miski wlewamy 100ml specjalnego kleju. Jest bezzapachowy.

 

 

2. Dodajemy slime oraz dokładnie mieszamy. Substancja przypomina klejąca się galaretę. Nasz slime był żółty, ale stronie Tuban znajdziecie kilka innych kolorów oraz zapachów w tym neonowe, brokatowe czy bezbarwne. U nas zdecydowanie kolejnym, jaki zakupimy będzie oczywiście różowy!

 

 

3. Powoli dodajemy 40ml aktywatora. Mieszamy do momentu aż galareta przestanie być klejąca, zacznie ładnie odchodzić od ścianek naczynia oraz nie przykleja się do rąk. Ewentualnie jeśli wciąż się klei, dodajemy troszkę więcej aktywatora.

 

 

4. GOTOWE! 

 

Wszystko zajęło mi kilka minut. Córka przyglądała się całemu procesowi z zaciekawieniem, ale w jej oczach pojawiły się iskierki zachwytu dopiero wtedy, kiedy pokazałam jej gotowego gluta. Mieliśmy prawdziwe szczęście, bo akurat tego dnia pogoda dopisała i mogłyśmy bawić się w ogrodzie i naprawdę przetestować możliwości slime, rozciągając gluta na całą długość patio. Radości co nie miara! 

 

 

Jak wspomniałam już na początku zachwyciły ją malutkie woreczki z neonowymi i brokatowymi pyłkami. Pyłki barwią gluta. I do tego są naprawdę jaskrawe! Poza tym ogromny plus, bo nie zostawiły żadnych śladów na rękach, ubraniu czy drewnianej stolnicy. Szybko i łatwo można połączyć je z glutem i stworzyć własną, unikalną kompozycję kolorystyczną. Podobnie brokat. Tutaj zaznaczę, że na samo słowo „brokat” (podobnie pewnie zresztą jak spore grono matek) dostaję dreszczy i oblewa mnie pot. Przyznam jednak, że produkt z Tuban pozytywnie mnie zaskoczył, bo po wysypaniu na podstawkę pyłku z brokatem oraz po intensywnym ozdabianiu nim gluta, nie wyglądałam jak szalona księżniczka, której przypadkowo wysypał się gwiezdny pył i teraz ściąga lśniące drobinki nawet z brwi.

 

 

 

Zabawa była naprawdę przednia. Po wstępnym ozdobieniu kawałków slime kolorowymi pyłkami, nadszedł czas na robienie z nich kulek, bransoletek, naszyjników oraz wielkich robali. I tak zanim się zorientowałam, zleciał spory kawał popołudnia. A co najlepsze – gluta można ponownie użyć, wystarczy trzymać go w zamkniętym pojemniku, żeby nie wysechł.

 

 

Sprzątanie (właściwie jakie sprzątanie?) zajęło chwilę. Miskę, szpatułkę oraz stolnicę umyłam bez problemu – nie było szorowania, wszystko zeszło po prostu pod strumieniem wody i ani plastikowa miska, ani drewniana stolnica nie były zabarwione. Zero śladów na rękach, ubraniach czy stole. To ogromny plus! PS. Kto sprzątał po ciastolinie ten wie o czym mówię…

Przyznam, że początkowo byłam i podekscytowana, i sceptyczna jednocześnie – nie potrafiłam sobie wyobrazić, że szalona zabawa rozciągliwą, kolorową galaretą obejdzie się bez stresu i plam. Ale się miło rozczarowałam! Slime od Tuban jest pod tym względem nie do pobicia! Żadnych upaćkanych rąk, brudnych ciuchów, misek i tac, które trzeba szorować. To, co spadło ze stołu można po prostu podnieść – dodatkowy plus – żadnego zamiatania (no chyba, że tak jak ja – powolna i zaspana baba w ciąży – wysypiecie przez nieuwagę pół torebeczki pyłku na podłogę)! 

 

 

Możliwości zabawy są niewyczerpane. Masa jest bardzo plastyczna i doskonale ćwiczy małe rączki. Widziałam na twarzy córki ogromne skupienie. Naprawdę lubię ją w takim wydaniu. Bo wiem, że zabawa ją absorbuje, pochłania i sprawia mnóstwo satysfkacji. Przechodziła od jednego do drugiego pomysłu – od małych kulek do wielkich dżdżownic, od rozdzielania gluta według koloru do tworzenia straszno – śmiesznej maski na twarz. Robiłyśmy też glutowe bańki.

Jestem pod ogromnym wrażeniem i mogę z czystym sumieniem powiedzieć „kupujta”. A po wypróbowaniu jestem pewna, że podziękujecie za możliwość kreatywnej „messy play” z minimalną ilością „messy”. 

 

 

Prosta instrukcja wykonania, niekończące się opcje zabawy, bardzo wysoka jakość produktu, dobra cena oraz możliwość ponownego użycia już raz przygotowanej slime. 

POLECAM!

Dziękujemy firmie TUBAN za możliwość wypróbowania slime.

 

 

 

***Produkt nie jest odpowiedni dla dzieci poniżej trzeciego roku życia. Przed użyciem zapoznajcie się proszę ze wszystkimi wskazaniami na stronie producenta. Tam również znajdziecie informacje, co do składu produktu.***

 

 

Podobne wpisy

O tym dlaczego świnka Peppa dostała czerwoną kartk... Kiedy widzę kolejne górnolotne, pseudonaukowe artykuły o tym jak szkodliwa i nieedukacyjna jest świnka Peppa to aż mi się kichy jednocześnie ze śmie...
Z dzieckiem w przestworzach Krzyczące i wyrywające się dzieci na pokładzie samolotu zawsze doprowadzały mnie do białej gorączki. Oznaczały dla mnie jednoznacznie brak kontroli ...
Wyluzuj, to tylko mem! Uwielbiam memy. Memy mają proste i jasne zadanie – rozśmieszać, bawić, wytykać absurdy, a i zmuszać do refleksji i podkreślać to, co ważne. Ale nawe...
Pieczemy ciasteczka z jednorożcami Zbliżają się pochmurne, deszczowe i szare dni. Kiedy ciężko wyjść na spacer do parku, bo leje i wieje, pieczenie ciasteczek w domowym zaciszu jest s...

Dodaj komentarz