Poznaj 3 obowiązki rodzica, których nie powinieneś bagatelizować

Jesteś rodzicem, a to znaczy, że spoczywają na tobie pewne ważne obowiązki. I nie ma, że boli, że nie masz pomysłu jak się za to zabrać, że cię to może wkurza i frustruje. To część twojej roli, ważne zadanie, którego solidne wykonanie ma wpływ na zdrowie i rozwój twojego dziecka. Poznaj zatem te 3 najważniejsze!

Jesteś rodzicem, a to znaczy, że spoczywają na tobie pewne ważne obowiązki. I nie ma, że boli, że nie masz pomysłu, jak się za to zabrać, że cię to może wkurza i frustruje. To część twojej roli i odpowiedzialne zadanie, którego solidne wykonanie ma wpływ na zdrowie i rozwój twojego dziecka. Takich obowiązków jest wprawdzie bardzo, bardzo dużo, ale postanowiłam skupić się tylko na trzech. Głównie dlatego, że po pierwsze ich zaniedbanie może mieć naprawdę nieprzyjemne i poważne konsekwencje, a po drugie dlatego, że nierzadko z różnych względów rodzice (zbyt) łatwą ręką je ignorują i wymyślają dziesiątki śmiesznych wymówek. 

Nie odkrywam tu Ameryki, że rodzice nie mają lekko. Bo oprócz beztroskich zabaw, słodkich uśmiechów, pięknych zdjęć i szaleństw są też i te mniej przyjemne aspekty. Są rozmaite choroby i schorzenia, z którymi muszą sobie radzić – do tej pory mam w głowie opowieść znajomej, która ze łzami w oczach wspominała, jak jej niepełnosprawna córka wyła z bólu podczas każdej terapii ruchowej. I mimo to, że serce łamało jej się na tysiące kawałków, nie ominęła ani jednej sesji. Bo te sesje były koniecznością, by stan jej córki miał szansę na poprawę.   

Są upadki, złamane ręce, siniaki, ciężkie atopowe zapalenia skóry, niepełnosprawność psychiczna, wszystkie te przypadłości, które rodzice muszą jak najlepiej ogarnąć pomimo płaczu, spazmów i histerii. Dla dziecięcego dobra – i wtedy nie ma, że piecze, że szczypie, że boli, po prostu należy zacisnąć zęby, spiąć pośladki i działać. 

Doskonale pamiętam, kiedy pielęgniarka pobierała krew naszej wtedy ledwie siedmiomiesięcznej córce. I co? I szlag mnie trafiał z bezsilności. Musiałam jedynie mocno trzymać jej rączkę, podczas gdy ona wiła się, wyrywała i po prostu wyła, nie rozumiejąc dlaczego ją boli i co się dzieje. Musiałam… Nie było wyjścia. Nie było się, co rozklejać. Mówimy o zdrowiu, a to dobro o najwyższym priorytecie.

Do czego zatem, my rodzice, powinniśmy, w mojej opinii, przykładać szczególną uwagę? Co leży na szczycie naszej rodzicielskiej piramidy odpowiedzialności, jeśli chodzi o zdrowie naszych pociech? Jak wspomniałam – wybrałam jedynie trzy zagadnienia. Dla mnie osobiście to kluczowe aspekty. 

A zatem… Rodzicu drogi, nie bagatelizuj poniższych…

1. Zęby – wiem, że walczycie, wiem, że chce wam się czasem płakać, wiem, że w łazience leży już pięć najcudowniejszych i najbardziej bajeranckich szczoteczek do zębów oraz pasty o smaku coca coli i w kolorze błękitnego nieba, a wy dalej musicie się użerać, złościć, frustrować i za każdym razem wychodzicie z łazienki jak z pola bitwy. Też tak czasem mam. Bo jednego dnia córka z uśmiechem wyszoruje sama, a przez trzy kolejne będzie to batalia i dramat. Muszę przekonywać, pięć, dziesięć, piętnaście minut. Zachęcać, kusić, przekupywać. Czasem musze się wkurzyć, a nawet krzyknąć. A czasem (i tu pewnie poleje się hejt) po prostu na siłę muszę umyć jej zęby. Nie, nie czuję, że naruszam jej prawa i godność. Nasza córka ma trzy latka i nie oszukujmy się, ale nie wie co jest dobre i konieczne. Naszym zadaniem jest zadbać o jej zdrowie. I sorry, ale czy się jej podoba, czy nie zęby myć będzie i to minimum dwa razy dziennie. I jeśli ktokolwiek zarzuci mi, że jestem matką potworem na siłę szorującym zęby dziecku to powiem głośno, że mnie to mało obchodzi. Pojęcie godności u trzylatki i samostanowienia o sobie nie mają dla mnie znaczenia, jeśli spojrzeć na problem higieny jamy ustnej w szerszym aspekcie na przykład potencjalnych bolesnych (i drogich!) problemów stomatologicznych. 

PS. O mleczaki też trzeba dbać! Plus PS numer 2 – podobna sytuacja dotyczy się mycia głowy. Wiem, że dzieci nie lubią, ale to nie znaczy, że zostawia się im brudne włosy.

2. Szczepienia – jak ja lubię ten temat! Serio! Kontrowersjo, nadchodzę! Setki lat ludzie walczyli z wszelkimi choróbskami, a kiedy w końcu medycyna znalazła rozwiązanie tych bolączek, nagle niewiadomo skąd pojawił się przerażający (oraz głupi) nurt „nieszczepienia”. Jasne, czemu by nie… Posiłkując się tezami o metalach ciężkich, o rzekomym autyzmie, o tym, że szczepionki nie są wegańskie, kolejni nieodpowiedzialni rodzice skazują swoje dzieci na ogromne niebezpieczeństwo. Ba! Skazują również innych ludzi na niebezpieczeństwo, choćby tych, którzy z różnych powodów zaszczepić się nie mogli. I tak rośnie odsetek potencjalnych ofiar paskudnych chorób oraz ryzyko, że te choroby, kiedyś tak ładnie opanowane, znowu dojdą do głosu i dadzą nam – ludzkości – popalić. Świetna wizja, prawda? Szczepienia to odpowiedzialność zbiorowa. A niepodparte niczym argumenty (właściwie to lepiej byłoby powiedzieć „widzimisie” rodziców) w ogóle do mnie nie trafiają.

3. Otyłość – nie twierdzę, że wszyscy mamy sadzić warzywa w ogródku, obsesyjnie czytać etykiety i filtrować wodę. Zachęcam jedynie, by zachować zdrowy rozsądek. Od jednego batona albo lizaka jeszcze nikt nie umarł i nie zrobił się gruby. Natomiast od permanentnej niezdrowej, tłustej diety, braku ruchu oraz nadmiaru słodkości już zecydowanie tak. Rozumiem, że czasem braknie czasu i zamawia się pizzę. Rozumiem, że czasem dla świetego spokoju wciska się do dziecięcej dłoni jakieś kaloryczne gówno.

Obowiązkiem rodzica jest zadbać o dziecko, a faszerowanie go niezdrową, przetworzoną żywnością jest jawnym i na dodatek paskudnym zaniedbaniem. Odsetek otyłych dzieci rośnie każdego roku. Winić za to należy lenistwo i/lub ignorancję rodziców oraz marketing, który podsuwa nam pod nos niezdrowe (lub tylko pozornie zdrowe) produkty. Nie rozumiem natomiast… Jak można świadomie skazać dziecko nie tylko na wizualnie nieprzyjemne skutki nadwagi, ale również na inne powiązane z nią problemy (patrz: zęby chociażby)?! Nie na tym polega odpowiedzialne rodzicielstwo. Nie tym jest opieka. Naprawdę, trzeba powiedzieć stop otyłym dzieciom! Nie ma, że z tego wyrośnie, że on tak lubi frytki, że nie zje nic innego, od tego mamy – my, rodzice – zdrowy rozsądek i autorytet (podobno), żeby zadbać o zbilansowaną dietę (co nie znaczy też szkodliwą w druga stronę – czyli na przykład sama sałata). 

 

Żadne z powyższych nie jest przyjemne ani łatwe – musisz czasem na siłę szorować dziecku zęby czy mimo spazmów odmówić czekoladek, a podać jabłko. Niemiłe, niewdzięczne, przyprawiające o wyrzuty sumienia, ale konieczne. 

Robisz to z miłości, nie ze złośliwości. 

Przytrzymanie mocniej ramienia podczas szczepienia nie robi z ciebie potwora, robi z ciebie odpowiedzialnego rodzica. I pomimo, że później masz „banię”, że byłaś za ostra, zbyt nieczuła czy jak robot to pomyśl, że twoja stanowczość mogła potencjalnie uratować życie twojej pociechy albo oszczędzić jej sporo bólu i nieprzyjemności w późniejszym życiu. 

I kropka. 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.