Polak Polakowi wilkiem

Polacy faktycznie doskonale sobie radzą z życiem w innym kraju, ale zupełnie nie radzą sobie z życiem ze sobą nawzajem. Marazm, zawiść i niechęć do rodaków są chlebem powszednim.

Emigracja to prawdziwy test na przystosowanie do życia, umiejętność radzenia sobie z tęsknotą, rozłąką i nierzadko samotnością. To także test na twardy tyłek, pracowitość i niekończące się udowadnienie innym, że jesteśmy wystarczająco bystrzy, uczynni i zaradni by być częścią ich społeczności.

W UK liczba polskich emigrantów przekracza 900 tysięcy co daje nam jedno z czołowych miejsc wśród wszystkich innych narodowości. Język polski słyszy się nieustannie, jak grzyby po deszcz wyrastają polskie sklepy, przedszkola, szkoły, w kinach można obejrzeć polskie filmy. Przyjeżdżają kabarety, muzycy, są wystawy, koncerty, pokazy, festyny. W większości angielskich supermarketów wydzielona jest sekcja na polskie artykuły spożywcze. Wydawać by się mogło, że doskonale się zaadaptowaliśmy i stworzyliśmy prężnie funkcjonującą społeczność. Rzeczywistość przedstawia się jednak ciemniej i smutniej niż w statystykach pokazujących jak to Polacy przedsiębiorczo prowadzą firmy, kupują domy, zasilają gospodarkę, solidaryzują się, tworząc godną podziwiu społeczność.

Polacy faktycznie doskonale sobie radzą z życiem w innym kraju, ale zupełnie nie radzą sobie z życiem ze sobą nawzajem. Marazm, zawiść i niechęć do rodaków są chlebem powszednim. Wyliczanie dóbr materialnych, zazdrość, hejt, małostkowość, obgadywanie oraz nierzadko niestety i podstawianie sobie kłód pod nogi to część bycia Polakiem na emigracji.

Gdybym mogła policzyć ilość bezinteresownych, przyjaźnie i serdecznie nastawionych polskich emigrantów to pewnie wystarczyłyby mi dwie dłonie. Cała reszta w mniejszym bądź większym stopniu klasyfikowała się w grupie zawistnych, dwulicowych i nieszczerych osób, które szukały znajomości, kontaktów biznesowych, zarobków lub najzwyczajniej osłów, których mogą „naciąć”. Po ponad 10 latach spędzonych w tym kraju więcej wstydu, smutku i zawodów spotkało mnie z rąk Polaków niż jakiekolwiek innej grupy narodowościowej czy etnicznej.

Nie rozumiałam i nadal nie rozumiem dlaczego tak ciężko przychodzi niektórym solidarność i lojalność wobec rodaków, odrobina serdeczności i dobrego serca. Pogoń za funtami oraz dobrami jakie oferuje brytyjski rynek wielu przysłoniły człowieczeństwo oraz wyrzuciły z ich słownika i myślenia kulturę, szacunek oraz podstawy egzystencji w społeczeństwie. Chęć zarobienia jak największej ilości pieniędzy kosztem godności czy zdrowia nierzadko sprowadza naszych rodaków na emigracji do rangi wygłodniałych, agresywnych zwierząt bez grama szacunku do samych siebie. Idą po trupach, donoszą, kradną, podkładają sobie nogi, nieustannie kombinują, wieszają na innych psy. Byleby Nowak miał mniej niż ja. Byleby Kaśka nie pojechała na wakacje. Byleby wyzyskać tego kretyna Marka. Byleby naciągnąć Adama na szemrany kredyt, na zakup zepsutego auta, na czarny biznes. A ja będę się mu śmiać w oczy, bo jestem bardziej przedsiębiorczy, srytniejszy i cwani. Polak Polaka nienawidzi i nim pogardza.

Przesadzam? Chciałabym…

Matki idące na grupy dla dzieci posyłają sobie pogardliwe i wywyższające się spojrzenia, bez pardonu komentują wychowawcze decyzje innych i nie wykazują ani grama chęci by sobie na luzie pogadać i spędzić miło czas. Na wszelkich grupach mamusiek w UK oraz forach internetowych obrzucają się gównem i nienawiścią z równą zażartością. Więcej takich negatywnych incydentów niż widoku dwóch mamusiek, które trzymają się razem i dyskutują o przyjemnościach i błahostkach. Zamiast zawistnie patrzeć na to, że Zośka ma nowe buty z Micheala Korsa, a Aśka okulary Prady, a Jolka to już w ogóle wózek za tysiąca powinny cieszyć się szansą na poznanie nowych ludzi, możliwością porozmawiania po polsku. Tymczasem tworzą małe, pełne zawiści i chamstwa kliki.

Możemy się też pochwalić tym, że prostacko oceniamy się przez pryzmat samochodów. Bo jak nie jeździsz BMW, Mercem albo Audi to jesteś niezarobiony nieudacznik.

Hejt i zazdrość niebezpiecznie wrosły w serca wielu emigrantów, sprawiając, że ich chlebem codziennym stało się narzekanie, oszukiwanie, wyśmiewanie się z innych i pogarda. Nabywają mnóstwo dóbr materialnych by wzbudzić zazdrość, a jadąc do Polski w odwiedziny, obnoszą się ze swoimi markowymi ciuchami, perfumami i torebkami, patrz jak daleko zaszedłem, patrz jaki jestem teraz pan, patrz na mnie. Smutne i prawdziwe.

Polacy są sobie prawdziwymi wilkami. Wygłodniałymi i i bezpardonowymi bestiami.

Na jedną porządną, poukładaną i po prostu pracującą na rodzinę, na fajne wakacje, na spokojne życie osobę przypada pewnie pięciu – za przeproszeniem – buraków, których głównym zajęciem jest oblewanie polskości, polskiego społeczeństwa oraz jakichkolwiek zasad współżycia miedzyludzkiego szlamem. Ich brak przyzwoitości, prostactwo i przeświadczenie o własnej wspaniałości daje im zielone swiatło by odnosić się karygodnie i obcesowo do pani sprzedającej w polskim sklepie, by zachowywać się głośno i żałośnie w miejscach publicznych, podczas występów polskich grup i kabaretów przeklinać, wyzywać i prostacko komentować, pogardzać wszystkimi tymi, którzy mieli mniej szczęścia i którzy nie mogą się pochwalić tysiącami na koncie. Bezczelność w afiszowaniu się jak wiele zasiłków „na lewo” udaje im się wyciągnąć od angielskiego systemu pomocy społecznej. Chamstwo i przekonanie „bo im się należy”.

Nawet podczas czegoś tak trywialnego jak warsztaty makijażu z jedną z bardziej znanych polskich wizażystek niektóre dziewczyny wychylały się przed szereg, głośno komentując, że one nie malują się niczym innym niż Chanel, że mają kartę stałej klientki u Guerlain, że one by w życiu nie użyły tego pudru/tuszu/szminki co ona im prezentuje, bo to fe i nie najwyższa półka. Najsmutniejsze, że mogłabym wymieniać i wymieniać…

Pomimo, że jesteśmy jedną z większych społeczności to niestety jesteśmy prawdopodobnie jedną z najbardziej toksycznych i nieprzyjaznych, takich, która kala własne gniazdo. Pogódźmy się, że jesteśmy tu w większości dla pieniędzy i nie jest to żaden wyścig kto najszybciej nazbiera miliony albo co sobie fajnego za nie kupi. Czy zbierasz na pomoc mamie w Polsce czy na nowego Merca naprawdę nie ma znaczenia, każdy ma swoje marzenia, cele i zobowiązania, więc porówynywanie a tym bardziej chorobliwa rywalizacja nie mają najmniejszego sensu.

Zamiast zazdrościć, znajdźmy sposób by też to osiągnąć. Poszukajmy możliwości, pomocy i pomysłów zamiast truć się negatywnymi emocjami.

Szanujmy się. Pracujmy na to by nasze dzieci (które pewnie tutaj będą dalej żyły) potrafiły się zaangażować w polską społeczność zamiast poróżniać i siać propagandę zawiści.

Jest tutaj naprawdę wielu wartościowych i wspaniałych emigrantów, którzy wystawiają Polsce cudowne świadectwo i potrafią pozostać ponad kłótniami i małostkowością. Nie dajcie się chamstwu, zawiści i prostactwu.

Podobne wpisy

Uchodźcom mówię „nie”! Polityka nie jest zabawna. Wręcz przeciwnie – obchodzić się z nią trzeba jak ze zgniłym jajem. Za dużo w niej szeptania, niedopowiedzeń, układów, se...
7 rzeczy, które zaskoczą cię w Wielkiej Brytanii... Rzucając hasło Wielka Brytania, jakie są Twoje pierwsze skojarzenia? Deszcz, ruch lewostronny, śmieszne gniazdka eletryczne, flegmatyczność i królow...
5 kłamstw w które wierzymy częściej niż nam się wy... Czasem fajnie pojeść sobie trochę lukru. Chociaż wiemy, że jest fuj to jednak w leniwy poranek czy deszczowe popołudnie potrafi przyjemnie umilić cz...
5 rad jakich kobiety niekarmiące piersią naprawdę ... Cycek, cycek, wszechobecny cycek. Kliniki karmienia piersią, blogi poświęcone karmieniu piersią, medialna nagonka, że karmić trzeba, bo inaczej nie ...

Dodaj komentarz