Pierwsza wyprawa do kina

Moja radość była ogromna kiedy natknęłam się na reklamę specjalnych seansów dla dzieci. Kino? Dla małych dzieci? Czy to aby nie naciąganie rodziców i totalny bubel? Czy półtoraroczny szkrab jest w stanie wysiedzieć spokojnie w ciemnej, kinowej sali?

Kino kiedyś należało do moich ulubionych rozrywek w wolne weekendy. Jednak po narodzinach córki musieliśmy zrezygnować z tej przyjemności. To jeden z minusów życia na emigracji, nie ma możliwości „podrzucenia” dziecka babci czy cioci chociażby na jeden wieczór, a pójscie do kina samej nie jest już takie fajne. Moja radość była ogromna kiedy natknęłam się na reklamę specjalnych seansów dla dzieci. Kino? Ale jak? Dla takich małych dzieci? Czy to aby nie naciąganie rodziców i totalny bubel? Czy półtoraroczny szkrab jest w stanie wysiedzieć spokojnie w ciemnej, kinowej sali?

Twórcy Peppy wpadli na pomysł, aby dać najmłodszym możliwość obejrzenia przygód ich ulubionej świnki na dużym ekranie. W prawdziwym kinie. Z prawdziwym popcornem. W kinach w całym kraju codziennie przez tydzień był wyświetlany specjalny seans dla dzieci pod tytułem „Moje pierwsze kinowe doświadczenie” („Moja pierwsza wycieczka do kina”, jak kto woli).

 

 

Nie była to tania rozrywka, nie było zniżek dla dzieci poniżej drugiego roku życia. Zatem biorąc pod uwagę dość znaczący koszt, czy było warto? Czy dzieci wrzeszczały przerażone kiedy światła zgasły? Czy było dużo marudzenia, fochów i wkurzonych rodziców skradających się do wyjścia?

Seans trwał godzinę, akurat tyle by jako tako utrzymać skupienie dzieci. Nie ukrywam, że była to świetna karta przetargowa, aby zachęcić rodziców do wizyty. Każdy myślał przecież to tylko 60 minut, wytrzyma, tyle da radę (chociaż cena wciąż była jak za normalny film… Nie fair!).

Minusem była ogromna ilość reklam na początku, a następnie zapowiedzi. Irytuje mnie kiedy za godzinę rozpoczęcia filmu podaje się na przykład 14:30, a po wszystkich reklamach i innych badziewiach seans tak naprawdę zaczyna się o 15:10. Cóż za strata czasu! Rozumiem, że dzięki reklamie wszyscy w wielkich szklanych biurowcach są przeszczęśliwi i liczą wplywające pieniążki, ale mając na względzie dość nietypową widownię – myślę, że rozsądnym wyjściem byłoby zdecydowane skrócenie czasu reklam.

Pozytywnie zaskoczył mnie fakt, że seans nie opierał się po prostu na odtworzeniu kilkunastu nowych odcinków przygód świnki Peppy i jej rodziny. Byłoby to pewnie bardzo nudne. Po każdych dwoch odcinkach zaczynała się wstawka z prawdziwą aktorką buszującą po słodkim, kolorowym domku świnek. Aktorka śpiewała popularne piosenki, zachęcała do zabawy i to wszystko oczywiście z pluszowymi kukłami Peppy i Geroge’a. O dziwo te przerywniki wzbudzały ogromne zainteresowanie i entuzjazm wśród dzieci, włączając moją niespełna 19 – miesięczną córkę. Właściwie muszę przyznać, że nawet rodzice dobrze się bawili klaskając, śpiewając i tupiąc. Uważam to za doskonałe posunięcie by utrzymać zainteresowanie dzieci i nie robić z seansu jednej wielkiej, chrumkającej kreskówki. Aktorka była radosna, miała dziecięcy, piskliwy głos (na początku wywołał u nas parsknięcie śmiechem), świetnie zachęcała dzieci do interakcji.

Podczas naszego seansu żadne dziecko nie płakało, nie słychać było marudzenia chociaż na widowni było naprawdę sporo młodszych widzów. Każde z uśmiechem na ustach i fascynacją patrzyło na Peppę, która była dużo, dużo większa i głośniejsza niż ta w telewizorze czy na tablecie. Niektóre dzieci po raz pierwszy smakowały popcorn, gdzieś z tylu słychać było pomruki zadowolenia i ciche mlaskanie. U nas jak to zawsze rządziły rodzynki i zwykłe solone paluszki. Zanim się zorientowaliśmy wszystko się skończyło. Na końcowych literach jeszcze mieliśmy okazję wszyscy pośpiewać. Ogromna pochwała należy się twórcom całości, którzy w wyśmienity sposób podtrzymywali zainteresowanie młodych widzów przez całe 60 minut.

Cena za bilety niemała, ale radość ogromna! Cieszę się, że miałam odwagę zaryzykować. Bo w końcu kto wie co mogło się wydarzyć i jak dziecko mogło zareagować na hałas, wielki projektor i ciemność dokoła. Z pewnością wybierzemy się na kolejną część, która ma pojawić się w kinach już niedługo. Jeżeli i wy macie w domu fana Peppy i możliwość wybrania się do kina, to nie szczędźcie na tej przyjemności, naprawdę warto

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.