Patrz, jaką ma bliznę! Co za obrzydlistwo.

Zatruwani kultem ciała brutalnie spadamy na cztery litery, kiedy los zakpi z naszego bożka i zdecyduje się go poważnie poturbować – trądzikiem, rozstępami, bliznami, przebarwieniami, zmarszczkami. Co wtedy? Spadamy w hierarchi społecznej, stajemy się mniej wartościowi, wadliwi, a nasz poziom pewności siebie zostaje znokautowany. A gdybym opowiedziała ci historię, która zmieni twoje nastawienie do kultu ciała i doskonałości?

Tak niby nieustannie powtarza się, że wygląd zewnętrzny jest drugorzędny w ocenie człowieka, a jednak rozmach z jakim media bombardują nas obrazami wymuskanych ciał jest wprost proporcjonalny do liczby osób, które nadal wierzą, że piegi, długie nogi czy blond włosy definiują jednostkę ludzką w kategoriach fajna lub nie do zaakceptowania. Pobożnym życzeniem jest, aby wszyscy raz na zawsze przyjęli do wiadomości, że brak cellulitu na udach nie dodaje nikomu +10 punktów do bycia wspaniałym człowiekiem. Zatruwani kultem ciała brutalnie spadamy na cztery litery, kiedy los zakpi z naszego bożka i zdecyduje się go poważnie poturbować – trądzikiem, rozstępami, bliznami, przebarwieniami, zmarszczkami. Co wtedy? Spadamy w hierarchi społecznej, stajemy się mniej wartościowi, wadliwi, a nasz poziom pewności siebie zostaje znokautowany.

Opowiem wam historię o tym jak naruszenie świętości jaką jest wygląd naszego ciała potrafi zniszczyć radość życia i zatruwać każdego dnia podczas podejmowania najprostszych decyzji jak wybór koszulki. Nie mówię, że ona was odmieni czy nawróci na bardziej duchowe i emocjonalne podejście do kwestii ciała. Chcę tylko, aby dała wam do myślenia jak chore i smutne są oczekiwania społeczeństwa i jak bardzo przejmujemy się opinią obcych, obojętnych, często nieżyczliwych nam osób.

Na przestrzeni kilku miesięcy w 1986 roku otworzono jej klatkę piersiową aż 3 razy. Za każdym razem na długie godziny podczas których rodzice umierali z niepewności i strachu. Małe, zaledwie dwuletnie serduszko biło dzielnie, wystawione na ciekawskie i wnikliwe spojrzenia chirurgów, kłute, szyte, szturchane narzędziami. Badali, zszywali, sprawdzali bez końca, a kiedy wszystko było już dobrze, kiedy cały przeciek międzykomorowy został zatamowany, a rytm serca przywrócony do normalności, lekarze opatulili serce żebrami i mostkiem, połączyli ze soba dwa płaty skóry na klatce piersiowej, zszyli je i zostawili do wygojenia.

Skóra jak to skóra ma niezwykłe zdolności regeneracji. Zniszczona, nacięta i zmasakrowana potrafi połączyć się w jedną całość. Nigdy nie jest jednak później idealnie gładka. Pojawiają się na niej blizny. Znaki przeszłości. I tym razem nie było inaczej. Cała długość mostka pokryła się różową, śliską blizną. Długa, stosunkowo wąska, pozornie nieszkodliwa, względnie estetyczna bez śladów niekompetencji zszywającego. Jedynym, a zarazem największym problemem tej blizny był jednak fakt, że szpeciła klatkę piersiową dziewczyny… W tamtej chwili może i malutkiej, która miała ta gdzieś (kolejny dowód na to jak wspaniale świat postrzegają dzieci), ale takiej, która za kilka lat będzie marzyła o nowym bikini.

Chociaż blizna była pamiątką po ciężkiej operacji i sukcesem medycyny nad słabościami ciała to jednak stała się symbolem czegoś innego – symbolem ułomności i niedoskonałości. Ograniczała horyzonty do tego stopnia, że dziewczyna potrafiła nie przebierać koszulki na wfie, ubierać pełne kostiumy na basen, nie wyjeżdżać ze znajomymi nad jezioro, zakładać ciemne, duże bluzy i odkładać pieniądze na laserowe usunięcie. To wszystko stało się obsesją. Smarowała się dziwnymi kremami wątpliwego pochodzenia. Podciągała staniki tak wysoko i ściskała je tak mocno by biust wypchnięty do góry do granic możliwości i zgnieciony razem jak najbardziej marszczył skórę na dekolcie i zasłaniał cięcie. Dostała naganę podczas pracy jako hostessa, bo nie założyła prostej, eleganckiej, białej bluzki danej przez organizatora tylko beżowy golf. Nie powiedziała menadżerowi dlaczego tak zrobiła, czego się wstydziła. Wyszła na dzikuskę i głupka. Trwało to dobre kilka lat. Co najmniej do jej 18 urodzin.

I nagle coś w niej pękło. Ta obsesyjna troska o swój wygląd, o dokładne ukrycie problemu pod wartswą ubrań, zażenowanie z powodu swojej niedoskonałości, z powodu szpetnej linii, która lśniła na samym środku jej dekoltu i zdawała się przyciągać uwagę wszystkich dookoła, wywoływać ich grymas niezadowolenia i obrzydzenia, nagle jakby ktoś wylał na nią kubel zimnej wody. Po co to robię? Czemu się przejmuję? Czemu jest dla mnie ważne co pomyślą sobie inni? Przecież nie dam rady tego ukrywać w nieskończoność, czy w ogóle chcę? Nie, nie chcę.

Blizna jest częścią mnie. To moja historia.

Na początku było ciężko. Bo o ile 90% ludzi nawet nie zauważało cienkiej, jasnej linii na jej dekolcie, to zawsze znalazł się odsetek, który bezczelnie się gapił bądź pod nosem niestosownie komentował. Wtedy na nowo chowała się w swojej skorupie, trochę przerażona i zażenowana. Aż coś się przelało i ta jedna osoba za dużo wywołała u niej nie zażenowanie, nie strach, ale gniew. Autentyczny gniew. Nakrzyczała, zmiażdżyła buńczuczność tamtej osoby kilkoma ostrymi zdaniami, a tym samym nawet się nie zorientowała, kiedy w niej samej urosła ogromna pewność siebie, a jej demon w końcu zniknął, odszedł pokonany i nie będzie już niszczył jej życia i relacji międzyludzkich. Nie miała już problemu na basenie, z bikini, z bluzką z dekoltem, w relacjach damsko – męskich. Uzdrowiła się.

Tą dziewczyna byłam i jestem ja.

Blizna mnie nie definiuje, pokazuje tylko jak ciężką i trudną drogę kiedyś przeszłam. Jest symbolem mojej walki, symbolem, że przeżyłam. Jeżeli ktoś obcy ma z nią problem to znaczy tylko o jego małostkowości. Przyziemnym jest myślenie, że powinnam chować się całe życie w golfach, tuszować i usuwać niedoskonałość mojej skóry tylko aby zadowolić czyjąś, i tak zresztą nic niewartą opinię, zadowolić cudzy zmysł estetyczny. Czy mnie to obchodzi? Czy obchodzi mnie czyjeś obrzydzenie, zdegustowanie i to, że z miejsca wyrabia sobie o mnie niepochlebne, krzywdzące zdanie? Albo że zaczyna mnie żałować? Albo zaczyna komentować, że mam dziecko i pewnie przeniosłam wadę na nią.

Komentujący myśli, że dotykają mnie te wścibskie spojrzenia, myśli, że się zaczerwienię, schowam i ucieknę. A on poczuje się perfekcyjny i doskonały, lepszy od mnie, fajniejszy i piękniejszy. Dlatego tak bardzo dziwi się kiedy odpowiada mu pewne siebie, wyzywające spojrzenie „nie podoba ci się? To po co się gapisz? Czemu nie możesz oderwać wzroku?”. Nie schowam się. Twoje niedoczekanie. Każdy z tych mądrali szybko podwija ogon i znika z mojego otoczenia. Bo widzi, że moja niedoskonałość jest jednocześnie moją ogromną siłą.

Kult ciała jest okrutną, niewdzięczną religią, której ludzie oddają swoje dusze nawet o tym nie wiedząc. Zapamiętajcie, że piegi, rozstępy, brak kończyny, bycie niewidomym, blizna, zez nie ustawiają nas w żadnej hierachii społecznej ani nic o nas nie mówią poza tym, że jesteśmy zwycięzcami własnej słabości, zwycięzcami nad chorobą, wymsknęliśmy się śmierci, że mamy w sobie siłę jakiej nie mają te wszystkie krytykujące i ironizujące istotki.

Nie dajcie się. Dobre serce, życzliwość i empatia są najważniejsze, a nie to czy ma się wymiary 90-60-90.

Podobne wpisy

9 typów irytujących rodziców na których natkniesz ... Wszyscy ich znamy, a jak nie znamy to poznamy. Może twoja najbliższa przyjaciółka? Brat, siostra? Fejs to wprost wyśmienite miejsce do egzystencji d...
Nie jestem idealna i mam na to aż 35 dowodów! Blogi, zdjęcia i wpisy częściej mnie irytują niż inspirują. Nie mówię już o wielkim egocentryźmie – weź mnie polub, mam już dwadzieścia tysięcy fanó...
Mój pierwszy półmaraton, czyli o tym jak nienawidz... Maj 2016. Pierwszy w tym miesiącu słoneczny dzień. Ale zamiast się cieszyć, zaczynam się stresować. Nietypowy jak na ten miesiąc żar, po tych wszy...
Po 11-ste: nie hejtuj Pojawiło się modne słówko “hejt”. Samo zjawisko było już wprawdzie w kanonie naszych zachowań i myślenia od dawna, teraz ma jednak nową, modną nazwę...

2 myśli na temat “Patrz, jaką ma bliznę! Co za obrzydlistwo.”

  1. Z miłą chęcią napiszę komentarz, gdyż bardzo przyjemnie mi się to czytało. Już na samym początku wiedziałem, że tą osobą będzie autorka – ot takie przeczucie. Gratuluję, że udało się zwalczyć demona i być pewną siebie – zgadzam się tutaj, że blizna to historia i nigdy nie powinna być czymś co powoduje wstyd.

    Co do ludzi i ich postrzegania innych – czasami się zastanawiam czy większość z nich nie podnosi własnej wartości przykrymi komentarzami na temat innych. Jest zbyt wiele osób, które od życia dostały bardzo wiele niskim kosztem i po prostu nie potrafią dostrzec a przede wszystkim docenić w jak korzystnej sytuacji się znajdują. Nigdy ciężko na nic nie pracowały, więc ich wartości rodzą się w całkiem inny sposób – dla nich wszystko przychodzi łatwo – podobnie jak obraza i ocena innych.

    Na szczęście są jeszcze ludzie tacy jak my ^^ Nie idealni oj nie… ale tacy którzy mają wartości i je cenią!

    Mam nadzieję, że nie za bardzo odpłynąłem – ponadto chętnie będę zerkał na bloga, fb i insta już lubię 🙂

Dodaj komentarz