O imionach dla małych emigrantów i emigrantek

Na przykład w Islandii rodzice mogą dziecku nadać imię jedynie z oficjalnej administracyjnej listy. Czy to dobrze, czy źle… Ciężko powiedzieć. Z jednej strony śmierdzi mi to zbytnią kontrolą w kwestii tak indywidualnej i wrażliwej jak wybór imienia dla własnego potomka, a z drugiej potencjalnie chroni dzieci przed idiotycznymi wyborami nieodpowiedzialnych rodziców. Lista podobno zawiera około 1800 imion dla chłopców i tyleż samo dla dziewczynek.

Emigracja jest zjawiskiem tak częstym i popularnym, że właściwie nikogo już nie dziwi. Przemieszczamy się za pracą, za rodziną, za bardziej godną egzystencją. Wyjazd i życie w innym kraju to nie tylko deszcz złotych monet, nowe możliwosci i rozrywki, ale również sporo łez, tęsknoty, szykan, niezrozumienia, a także bardziej prozaicznych problemów jak na przykład wybieranie dzieciom imion. Serio? Serio! Ten problem wcale nie jest tak prozaiczny jak się wydaje.

Odkąd oznajmiłam, że spodziewamy się drugiego dziecka, jestem zaskoczona ilością pytań o wybór imienia – polskie czy angielskie? A może uniwersalne, takie jakie funkcjonuje w obydwu językach? Ten z pozoru błahy problem dotyka tysięcy polskich rodzin żyjących na emigracji. Czy istnieje złoty środek, by połączyć dwa światy? Czy wręcz przeciwnie – trzymać się kurczowo tego jednego, tego, który jest bliższy naszemu sercu? Wielu z Was w tym miejscu rozczaruję i powiem, że moim zdaniem jednoznacznej odpowiedzi nie ma. 

Już kiedyś poruszałam temat imion (tutaj możecie o tym przeczytać) i wspomniałam, że w UK panuje spora samowolka w tej kwestii. Tradycje kolonialne i wszechobecne multikulti niejako narzucają, wręcz wymuszają ten trend i faktycznie patrząc na to jak różnorodne jest angielskie społeczeństwo, ciężko byłoby przeforsować nakaz nadawania tylko takich a takich imion. Nie zostaną zaakceptowane imiona obraźliwe, ale poza tym można dziecku spokojnie dać na imię Gandalf, Otter (tłum. wydra), Oslo, Peach (tłum. brzoskwinia), Jagger, Kleopatra czy Twinkle – są to imiona autentycznie nadane dzieciom w ostatnich latach. Istnieje lista imion zakazanych np. Prince, Sir, Messiah, Satan i całkiem serio Fish and Chips (w wolnym tłumaczeniu „ryba z frytkami” – ulubione żarcie Brytyjczyków). 

Czytałam ostatnio natomiast, że na przykład w Islandii rodzice mogą dziecku nadać imię jedynie z oficjalnej administracyjnej listy. Czy to dobrze, czy źle… Ciężko powiedzieć. Z jednej strony śmierdzi mi to zbytnią kontrolą w kwestii tak indywidualnej i wrażliwej jak wybór imienia dla własnego potomka, a z drugiej potencjalnie chroni dzieci przed idiotycznymi wyborami nieodpowiedzialnych rodziców, pielęgnuje język i w jakiś sposób również islandzką tradycję. Lista podobno zawiera około 1800 imion dla chłopców i tyleż samo dla dziewczynek. W Polsce z tego co wyczytałam, pani w urzędzie ma prawo zawetować nasz wybór imienia, jeżeli na przykład jest ośmieszające, w formie zdrobniałej lub nieprzyzwoite (aczkolwiek kwestia „ośmieszającego” czy „nieprzyzwoitego” wciąż jest dość subiektywna). Nastąpiła jednak spora liberalizacja jeśli chodzi o nadawanie imion o niepolskiej pisowni bądź nietypowych. Czyżby Polska zmierzała w kierunku UK? 

Zatem wracając do tematu – polskie czy „zagraniczne”? Jest wiele imion, które zawsze mi się ogromnie podobały, ale w połączeniu z polskim nazwiskiem straciłyby mnóstwo swojego uroku i dodatkowo brzmiały komicznie. Podobają mi się nietypowe imiona, ale nawet jeżeli nosiłabym uniwersalne nazwisko typu „Smith”, wciąż nie wiem, czy bym się na nie zdecydowała… Jest to poważny wybór. Wiem, wiem, że można zmienić, ale w moim odczuciu nie o to chodzi, by zmieniać tylko o to, by dobrze trafić za pierwszym razem. 

Znam równie wielu polskich emigrantów, którzy zdecydowali się na typowo polskie imiona (Nikodem, Zuzanna, Stanisław, Kinga) oraz takich, którzy wybrali dla swoich pociech imiona z obcym pochodzeniem (Arianna, Ayden, Liam, Emmie). I te, i te są ładne. I żaden z rodziców nie popełnił ogromnej pomyłki – zrobił jedynie to, co podpowiadało mu serce czy trendy. Nie oceniam cudzych pobudek czy preferencji. Kwestia gustu.

Kompromis wydaje się oczywisty i wniosek nasuwa się sam – czemu nie wybrać imienia, które fukcjonuje w obydwu językach i jest stosunkowo łatwe do wymówienia? Takich imion jest bez liku (Sebastian, Marcel, Amelia, no i choćby nieśmiertelna Anna;)). I właśnie dla nas to idealne rozwiązanie! A mówiąc to, chcę podkreślić, że naprawdę nie dyskryminuję tradycyjnych polskich imion ani tych nieco egzotycznych.

Problemy mogą pojawić sie w szkole czy później w pracy, kiedy osoba o pięknym, polskim imieniu z jakimiś Ś czy Ł będzie do znudzenia i obrzygania pytana jak to się pisze i jak to się wymawia (nie zapomnę ile frustracji przysporzyło jednej z moich koleżanek imię „Łucja” – pracowała w dużej, londyńskiej korporacji i zdradziła mi, że kiedyś policzyła, że tylko podczas jednego dnia zapytano ją o wymowę, pisownię czy etymologię jej imienia dwadzieścia dwa razy!!! ). Natomiast z nietypowymi obcymi imionami jest potencjalny problem, że osiemdziesięcioletnia babcia w Polsce może mieć trudności z wypisaniem kartki komunijnej dla wnuczki o imieniu Macie-Gray, Neeve czy Tannisha. Posłużę się przykładem znajomej, polskiej dziewczynki o relatywnie nieskomplikowanym imieniu Serena, a której dziadkowie do tej pory (całkiem poważnie) wołają ją „Syrena”. Taka rzeczywistość… I moim zdaniem w jakimś stopniu trzeba takie ryzyko brać pod uwagę.

Zatem jakie my wybierzemy (bo czasu wiele nie zostało!) – takie „the best of both worlds”, czyli, żeby wilk był syty i owca cała. Nie będzie Stanisławów ani Thorinów. Coś co funkcjonuje w obydwu językach i nikogo nie porazi. Raczej krótsze niż dłuższe, nie za słodkie, ani nie za poważne. Coś co na pewno będzie pasowało do małego rozrabiaki, który już ochoczo pokazuje swoją osobowość…

 

 

PS. Takie rozterki dotykają tysięcy rodziców na emigracji. Z mojej strony pozostaje zaapelować o szacunek i wyrozumiałość – to, że ty nie nadałbyś dziecku takiego imienia, nie znaczy, że ktoś inny nie może. 

 

Podobne wpisy

Jak pies z dzieckiem, czyli kilka słów o bezpiecze... Dostaję od was sporo wiadomości z pytaniami jak ogarnąć temat dziecka i psa. Uściślijmy coś zanim zacznę. Nie jestem specjalistką, zawsze to powtarz...
Poznaj 9 powodów dlaczego dwulatki to tacy buntown... Słodki bobasek ssający swój duży palec u stopy ni stąd ni zowąd zamienia się w krzyczącego i płaczącego szefa całego domostwa. Nie wiesz kiedy, nie ...
Bożenka z „okienka” Ciemna noc. Głucha noc. Bluza z kapturem. Brudny kocyk, może reklamówka z biedronki albo stara koszula. Prawie niesłyszalne kwilenie. Odór strachu i...
Wychowanie dziecka po angielsku, cz. 2 Pamiętacie jak ostatnio pisałam o przeciętnej matce w Anglii? I te smoczki, Mcdonaldy, gołe nóżki, które tak was zaskoczyły i poirytowały. Jest i od...

Dodaj komentarz