Noś swoją niedoskonałość jak tarczę!

W dobie kultu ciała, sztuczności i doskonałości cokolwiek odbiegające od przyjętych wzorców jest traktowane z pogardą i niechęcią. Prawda jest taka, że w dobie klonów z grubymi brwiami, groteskowym konturowaniem twarzy, sztucznym biustem, chwalącymi się identycznymi zdjęciami z Dominikany, fajnie jest być sobą.

Powodem dla którego zdecydowałam się poruszyć ten temat była lektura książki R.J. Palacio „Cudowny chłopak” („Wonder”).

Jeżeli twój wygląd fizyczny odróżnia cię od reszty społeczeństwa, wiesz zapewne jak to jest prowadzić życie pełne wścibskich pytań, chamstwa i samotności. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu, ale w obecnym świecie to jak się prezentujesz, czy jesteś wystarczająco gładki, szczupły, ładny i wysoki definiuje cię jako wartościowego człowieka. Świat stanął na głowie, nie? 

Jeżeli brakuje ci jakichkolwiek z pożądanych cech, stajesz się jakby bublem, produktem z przeceny, brakującym i niepełnym. Przesadzam? Wystarczy spojrzeć na jakąkolwiek okładkę kolorowego czasopisma, wejść na ig jakiejkolwiek znanej osoby, wpisać w google „klinika chirurgii plastycznej” i policzyć ile tysięcy wyników wyskoczy. Wystarczy dodać zdjęcie z wałeczkami tłuszczu, małymi piersiami, niewydepilowanymi brwiami, bez opalenizny, przejść się w miejscu publicznym tak, żeby widać było rozstępy, żółte zęby, buty z poprzedniego sezonu i  przekonać się ile bezpośredniego i sprytnie zakamuflowanego hejtu na nas spadnie, ile ludzi zacznie szeptać, ile osób bez ogródek skrzywi się z niesmakiem. 

Niechęć i chamstwo społeczeństwa uderza tym mocniej, im więcej dysproporcji, niedoskonałości czy nienormalności dotknęło nasze ciało – deformacje, blizny, defekty, znamiona, brak kończyn. Cokolwiek widać na zewnątrz, staje się absurdalnie czynnikiem obniżającym naszą wartość jako człowieka. August – główny bohater książki „Cudowny chłopak” jest szczególnie bliski mojemu sercu, bo w bardzo niewielkim procencie czułam się przez swoje dzieciństwo tak jak i on. Nie miałam wprawdzie zniekształconej twarzy, jego nieszczęście nie może się w najmniejszym stopniu równać z moimi rozterkami, ale w pewien sposób moja długa blizna na mostku po operacji serca również wywoływała niezdrowe zainteresowanie, była przyzwoleniem dla chamstwa i złośliwości innych. Tak, zatem wiem jak to jest być dzieciakiem, o którym inne szeptały i pokazywały paluchami na jego defekt. Choć jak wspomniałam, moja inność była niczym w porównaniu do augustowej.

Każdy defekt twojego ciała to dla wielu ludzi jak zielone światło dla przytyków, wścibstwa i usprawiedliwienie dla niechęci czy szykan. Nawarstwienie tych negatywnych emocji sprawia, że dochodzisz to momentu, kiedy twoja inność staje się największym przekleństwem. Bez znaczenia co cię odróżnia, czujesz się z tym źle. Tym gorzej, im więcej bezczelnych i chamskich spojrzeń jest w ciebie wlepionych, im więcej słyszysz szeptów, docinków i nachalnych pytań. Jedynym co może cię uratować to zaszycie się w domu albo zaakceptowanie siebie takim jakim jesteś. Pytanie tylko, co wybierzesz…

Jeden z bohaterów „Gry o tron” Tyrion Lannister, członek królewskiej rodziny, który cierpiał na niskorosłość, wypowiedział zdanie, które od razu stało się moim mottem:

Kiedy zaakceptujesz swoje niedoskonałości, wtedy już nikt nie użyje ich, by cię zranić.

I jest to najlepsza rada jaką mogłabym dać komukolwiek, kto zmaga się z fizyczną niedoskonałością i doświadcza z jej powodu przykrości. I chociaż wydaje się to niemożliwe, by zaakceptować coś co nas szpeci, co utrudnia naszą codzienną egzystencję, co nas zawstydza, irytuje bądź powstrzymuje przed sięgnięciem po to, co kochamy to jest to najlepsze co można zrobić.

Noś swoją niedoskonałość jak tarczę. Wtedy nikt cię nie zrani. Swoją bliznę zaakceptowałam wiele lat temu i od tamtego czasu ani raz nie było mi z jej powodu przykro, nie chowałam jej, nie przykrywałam, a ciekawskie czy złośliwe spojrzenia przyjmowałam odpowiednio z pobłażaniem bądź sarkazmem. Już nikt nie byłby w stanie sprawić mi przykrości, wykrzywiając twarz w obrzydzeniu, pokazując paluchem bądź rzucając niewybrednym komentarzem. Stałam się odporna.

W dobie kultu ciała, sztuczności i doskonałości cokolwiek odbiegające od przyjętych wzorców jest traktowane z pogardą i niechęcią. Prawda jest taka, że w dobie klonów z grubymi brwiami, groteskowym konturowaniem twarzy, sztucznym biustem, takimi samymi trampkami, chwalącymi się identycznymi  zdjęciami z Dominikany, fajnie jest być oryginalnym. Fajnie jest być sobą. Kimś kto nie potrzebuje photoshopa, udawania, niekończącej się doskonałości nawet podczas podcierania tyłka.

Twoje blizny, znamiona, niepełnosprawność nie sprawiają, że jesteś gorszy, nie stawiają cię w drugim szeregu. Zabiorą tyle przyjemności z twojego życia, ile im pozwolisz. Twój zez, bielactwo, brak ramienia, niskorosłość nie definiują cię jako osoby gorszego sortu i kiedy przyjmiesz siebie takiego jakim jesteś, już żadne głupie komentarze czy bezczelne spojrzenia nie sprawią, że będzie ci smutno. Nie musisz nikomu nic udowadniać, kłócić się, próbować przekonać czy płakać w samotności. Bądź sobą. 

 

Podobne wpisy

Jestem matką wredną krową Dla mnie ważne jest moje dziecko. Nie jakaś tam Zosia, Marysia czy Emil. Nie interesują mnie ich brudne uszy, dziurawe skarpetki, zgubione misie, pu...
A co jeżeli w nowym roku wcale nie musisz zaczynać... Z każdej strony atakują nas slogany krzyczące agresywnie „pokażemy ci jak żyć, jak spełnić marzenia, jak się zmienić”. Nasze skrzynki wypełniają się...
Uchodźcom mówię „nie”! Polityka nie jest zabawna. Wręcz przeciwnie – obchodzić się z nią trzeba jak ze zgniłym jajem. Za dużo w niej szeptania, niedopowiedzeń, układów, se...
Handel na fejsie, czyli mama sprzedaje, kupuje, os... Coraz bardziej się przekonuję, że trzeba zawijać manatki i uciekać z wszelakich matczynych grup na facebooku, których celem jest sprzedaż, kupno i w...

Dodaj komentarz