Nie jestem idealna i mam na to aż 35 dowodów!

Moje życie składa się z błędów, żenad, momentów bezradności czy smutku, cellulitu, skołtunionych włosów o poranku, dziecka, które czasem krzyczy bez powodu, składa sie też z drobiazgów, które robią mnie nudną, nieogarniętą, przeciętną, niemodną, mało charyzmatyczną i brzydką.

Blogi, zdjęcia i wpisy częściej mnie irytują niż inspirują. Nie mówię już o wielkim egocentryźmie – weź mnie polub, mam już dwadzieścia tysięcy fanów, jestem the best po prostu, najlepsza blogerka parentingowa, najlepszy blog lajfstajlowy, ale do szału doprowadza mnie kreowanie wizji perfekcji. Nie raz i nie dwa przewinęła się tutaj moja niechęć do zdjęć ze śnieżnobiałym podkoszulkiem i dzieckiem jedzącym lody jagodowe w roli głównej. No, bo jak to możliwe…?! I nigdy nie znudzi mi się pytanie, ile ta matka musiała mieć na boku zapasowych koszulek, żeby cyknąć jedną słit focię na insta?

Teraz tak, miało być o czymś innym, nie o koszulkach. O perfekcji. Perfekcji matek, ojców, dzieci, kobiet ogólnie, mężczyzn i codzienności. I o tym dlaczego pogoń za wykreowaniem najcudowniejszego, najbardziej udanego życia staje się celem samym w sobie.

Odpowiedź jest prosta. By wzbudzić zazdrość, zdołować szaraków, pokazać im, co można osiągnąć przebojowością, charyzmą, sprytem i pewnością siebie, ale czego oni nigdy nie osiągną, bo są nudni, przewidywalni i tchórzliwi. Perfekcyjne są włosy, paznokcie, porządek w domu, obiady, ruch na drodze, kariera, hobby, ciało, dusza, praca domowa, wycieczki, zwierzęta, ogólnie całokształt i amen. Wszystko takie, jakie ma być, zero błędów, potknięć, zmarszczek, faux pas, złośliwości rzeczy martwych, no nic po prostu. Sielanka.

Nie naśmiewam się, bo jestem zmierzła i złośliwa, nie mam życia i zazdroszczę obcym ludziom ich życia i statystyk. Nabijam się z tego, bo każda z tych matek wstając rano, ma tak samo podpuchnięte oczy i nieświeży oddech, tak jak nudna i mało przebojowa matka szarak. Nabijam się, bo też zdarza im się wdepnąć w psią kupę, po kryjomu wcinać obrzydliwie kaloryczne ciastka, a jednak publicznie wciąż przybierają maskę nieskazitelnej, doskonałej, lekkiej jak magiczne stworzenie ponadkobiety, ponadmatki, ponadpracownika. W pracy zjadają tylko superzdrowe żarcie i publicznie gardzą wszystkim z zawartością tłuszczu czy przetworzonych składników, ale w domu, kiedy nikt nie widzi, wsuwają w siebie extra large pizzę z Dominosa. Ich dzieci robią kupę w postaci waty cukrowej, rachunki nigdy nie są za wysokie, samochód nigdy nie nawala, a dom powala sterylnością, bielą i zapachem świeżo ściętych róż.

Dajcie sobie siana. Kreowanie wizji perfekcji to nic innego jak wciskanie ludziom ciężkostrawnego kitu. Czy chcemy być takie jak wy? Nie. Naprawdę nie chcemy. Bo normalni ludzie, którymi nie żądzi pogoń za perfekcją zbudowani są z niedoskonałej cery, śmierdzącej kupy, setek błędów, tłustych włosów, odpryskującego lakieru do paznokci, krzywo zawiązanego krawata i pyskujących potomków. I nie wpadają z tego powodu w depresję.

Moje życie składa się z powyższego – błędów, żenad, momentów bezradności czy smutku, cellulitu, skołtunionych włosów o poranku, dziecka, które czasem krzyczy bez powodu, sklada sie też z drobiazgów poniżej, takich które robią ze mnie nudną, nieogarniętą, przeciętną, niemodną, mało charyzmatyczną i brzydką, ale do obrzydzenia prawdziwą! Mam mnóstwo powodów do dumy i radości, ale jednocześnie tkwi we mnie leniwy, konformistyczny człowieczek, któremu czasem nie chce się prasować ubrań. To, że mam równe kreski eyelinera nie oznacza, że namalowałam je w dwie minuty, bez poprawek i soczystych przekleństw. To, że zrobiłam fajne babeczki nie oznacza, że wcześniej nie spieprzyłam w dwóch poprzednich podejściach. Lepiej?

Nie jestem idealna, a to losowe, prawdziwe, czasem śmieszne, czasem błahe, czasem poważne tego dowody…

1. Czasem worki pod moimi oczami są tak duże i ciemne, że żaden korektor ich nie zakrywa.

2. Zamawiam pizzę bądź chińszczyznę do domu, kiedy nie mam weny lub czasu na gotowanie.

3. Moja torebka czasem nie pasuje do całości ubioru.

4. Nie robię sobie zdjęć, kiedy siedzę zadumana na białym kocu z angory, pijąc kawę prosto z Argentyny, bo tak blogerce wypada.

5. Jem zwykły bialy chleb bez żadnych ziaren.

6. Czasem oglądam odmóżdżające programy w stylu „Geordie Shore”.

7. Nie mam domu urządzonego w stylu Ikei.

8. Czasem nie wiem, czemu moje dziecko krzyczy lub płacze.

9. Nasze ciuchy są głównie z sieciówek, a córka nie ma zwiewnych, ręcznie robionych sukienek z bambusa.

10. Pozwalam dziecku oglądać bajki.

11. Nie czytam pompatycznych, psychologicznych książek ani artykułów pełnych motywacyjnych haseł.

12. Wieczorami podjadam krówki, kasztanki i czipsy.

13. Często nie prasuję ubrań.

14. Nie pijam zielonej, liściastej herbaty w chińskiej porcelanie.

15. Nie żyję według żadnych poradników.

16. Nie mam białych conversów.

17. Nie znam się na Photoshopie.

18. Nie jestem członkinią żadnej organizacji chlubnie walczącej o sprawiedliwość, równość itepe.

19. Macierzyństwo mnie czasem przerasta.

20. Przeklinam podczas prowadzenia samochodu.

21. Moje dziecko nie ma sypialni w stylu skandynawskim.

22. Nie jeżdżę na zloty blogerek.

23. Mam więcej par spodni dresowych niż dżinsów.

24. Nie uprawiam tai chi, zumby, Mel B ani Chodakowskiej w domu.

25. Tak, kupuję plastikowe zabawki zamiast tych organicznych, drewnianych.

26. Nie udaję, że znam się na sztuce, literaturze, fotografii, projektowaniu wnętrz czy ogrodnictwie.

27. Nie siedzę w modnych knajpach, pijąc kawę ze śmietaną, czekoladą, cynamonem czy wiórkami migdałowymi.

28. Zdarzyło mi się wytrzeć soczystego, dziecięcego śpika z nosa we własną bluzkę.

29. Zdarza mi się coś przypalić podczas gotowania.

30. Czasem mam serdecznie dość kreskówek, lego, malowanek, piosenek i zabawy w wydawanie odgłosów, jak kotek czy kaczka.

31. Mój pies nie jest idealnym pluszakiem, czasem śmierdzi, leni się, wymiotuje na dywan i przynosi wyrwane z ziemi kwiatki.

32. Nie jara mnie scrapbooking.

33. Nie mam modnych okularów w grubych oprawkach.

34. Nie epatuję tolerancją, potrafię przyznać, że pewne grupy społeczne mnie irytują i ich nie lubię.

35. Ważniejsze jest dla mnie, żeby obiad był smaczny niż wyglądał jak z drogiej restauracji.

Nie dajcie się nabrać na perfekcyjne, zawsze doskonale kontrolowane i poukładane życie. Wycinki, które widzicie to tylko zgrabnie manipulowana rzeczywistość, która ma wywołać w was zazdrość, smutek, rozczarowanie własnymi niedociągnięciami oraz potencjalnie zachwyt.

To, co prezentujemy innym ludziom jest naszą indywidualną sprawą, aczkolwiek zawsze pamiętajmy, że wiecznie uśmiechnięte, wyluzowane dzieci nie istnieją, dom jak z żurnala też nie, człowiek nie żyje jedynie z chodzenia do starbucksa i picia ich wymyślnych kaw, półka pełna mądrych książek w pięknych oprawkach i z frapującymi tytułami wcale nie znaczy, że posiadacz je przeczytał albo coś z nich wyniósł. Nie dołujcie się, bo gotujecie na maśle, a nie na wegańskim, sojowym tłuszczu. I nawet, jeśli wasze zdjęcia na insta nie są idealne to nie znaczy, że jesteście gorsze od tych „idealnych”. Brak kanapy w skandynawskim stylu nie oznacza, że wasze mieszkanie to niemodny kwadrat.

Nie wpadajmy w paranoję, nie gońmy za ideałami, za tym cholernym białym podkoszulkiem. Jesteście z krwi, kości i niedoskonałości. I to jest piękne. I prawdziwe. A prawdziwości powinniśmy sobie życzyć na każdym kroku!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.