Moje ciało wie, co robić. Nie dam się lekarzom i medycynie!

Współczesne kobiety, kiedy są w ciąży, jedyne, co odczuwają to strach. Bo społeczeństwo i medycyna chcą, by się bały. Twoje ciało i twoje dziecko wiedzą, co trzeba zrobić. Nie daj się lekarzom, medycynie i narkotykom, które niby są dla twojego dobra.

Autentyczny wpis z IG (jedynie przetłumaczony przeze mnie z angielskiego). 

„28 godzin porodu. 

Pamiętam, że jeszcze będąc w ciąży, napisałam na małych, żółtych karteczkach różne afirmacje i przykleiłam je do lustra w łazience. Patrzyłam na nie każdego dnia.

„Nie zatrzymuj się, kiedy jesteś zmęczona. Zatrzymaj się, kiedy zrobisz to, co powinnaś.”

„Jeśli wierzysz, otrzymasz wszystko to, o co prosisz w swoich modlitwach.”

„Moje ciało i moje dziecko wiedzą, co robić.”

Współczesne kobiety, kiedy są w ciąży, jedyne, co odczuwają to strach. Bo społeczeństwo i medycyna chcą, by się bały. Mam dla Ciebie rady:

Twoje ciało i twoje dziecko wiedzą, co trzeba zrobić.

Nie daj się lekarzom, medycynie i narkotykom, które niby są dla twojego dobra.

Nie potrzebujesz szpitala i sztabu w białych kitlach.

Zostałaś do tego stworzona. Matka Natura wie, co robić.

Poddaj się fali. 

Oddychaj.

Poród jest czymś normalnym.

Poród tylko naturalny da ci tak wiele radości, że nie jestem w stanie tego opisać.”

I prawie się porzygałam. 

Bo to niby mądry i motywacyjny wpis skierowany do oczekujących mam, a tak naprawdę pełen bzdur. Koleżanka – położna z wieloletnim stażem – powiedziała: „Taaa, i potem jedna z drugą obserwują taką natchnioną, wyobrażają sobie niewiadomo co, a jak zaczyna się poród i nie idzie zgodnie z ich zapiskami to wyją i wyżywają się na położnych i lekarzach”. 

Błagam, czy możemy skończyć rozróżnianie porodów na lepszy i gorszy? Na ten bardziej lub mniej „wypełniający matkę miłością i poczuciem spełnienia”? Czy możemy przestać wylewać hektolitry gnoju na lekarzy i medycynę? 

Rodzenie na łonie natury i bez ingerencji medycznej nie jest dla mnie żadnym bohaterstwem. Jest jedynie wyborem kobiety. Czy dobrym, czy złym, tylko ona może powiedzieć. Rodzenie w szpitalu, ze znieczuleniem, bez znieczulenia, przez cięcie nie jest lenistwem, a jedynie wyborem kobiety. A czasem koniecznością ratująca życie. 

„Anka, kiedyś kobiety rodziły w polu, bo szpitali nie było, były daleko lub je na nie nie było stać! Czy gdyby dać im wybór i zapytać, czy chciałyby rodzić w asyście medyka zamiast same na brudnej podłodze to, co by wybrały?” – zapytała koleżanka położna. 

Na social media coraz bardziej trendy jest nurt rodzenia w zgodzie z naturą, z bogiem, dużo mówi się o poddaniu się fali, zaufaniu Matce Naturze, magii chwili itp. Niekończące się afirmacje w stylu „jesteś do tego stworzona” i zapewnianie z namaszczeniem, że to, co sobie wmówisz, stanie się rzeczywistością.

Jeśli któraś z Was rodziła pięknie, z klasą, nie krzyczała, wzorowo oddychała i dała się ponieść „fali” to naprawdę super i właściwie to wam trochę zazdroszczę takiego przeżycia. I proszę, podzielcie się sekretem! I mówię to bez ironii. 

Większość z nas chodziła do szkoły rodzenia, oglądała filmiki, słuchała położnej, ale później jak przyszło co do czego to doświadczenie porodu szybko zniwelowało nadmuchane farmazony i człowiek pragnął jedynie, żeby to jak najszybciej się skończyło i miał już swoje zdrowe dziecko w ramionach. 

„Jasne, twoje ciało, twój wybór. Nie musisz prosić o epidural. Nie musisz prosić o cesarkę. Tylko bądź racjonalna, a nie nakarmiona stekiem bzdur i pompatycznych wpisów, zamknięta na pomoc i dobre słowo. Bo nie chodzi tutaj tylko o ciebie! Mamy jeszcze bezbronne, maleńkie DZIECKO!” – powiedziała koleżanka. 

Może ten wpis miał motywować… U mnie wywołał parsknięcie śmiechem. Nabijanie kobietom do głowy, żeby odrzucić medycynę i skupić się jedynie na swoich emocjach, przeżyciach, doznaniach i afirmacja jest lekko mówiąc niepoważne. Czy idąc tym tropem, gdy coś pójdzie źle (tfu, tfu!) to wtedy, by zostać konsekwentną w swoich wyborach, także powiesz, żeby nikt ci nie pomagał?

Czy umartwianie się i cierpienie z wyboru czyni cię lepszą matką? Czy potrzebujesz być przeczołgana, przemielona, zdeptana i wytrzaskana po twarzy, żeby poczuć „jakieś wyższe uczucia”, żeby poczuć jedność z „Matką Naturą”, ze swoim wewnętrznym „ja”, z cholera wie, czym jeszcze? 

Nie lubię masochizmu. Nie lubię niepotrzebnego bólu. I nie wydaje mi się, że fizyczne cierpienie w imię czegokolwiek jest komukolwiek potrzebne i przynosi korzyści. 

Nie, nie musisz prosić o epidural. Nie musisz nawet prosić o jakiekolwiek środki. Nie musisz rodzić w szpitalu. To twój wybór. Ale błagam, skończmy z wciskaniem kitu, że najlepiej wrócić do porodów na łonie natury i wsłuchiwaniem się w swój wewnętrzny glos. Że kobiety są „zaprogramowane” i wiedzą, co robić w takiej sytuacji. Czasy się zmieniły. Kobiety się zmieniły. 

Instynkt, a stuprocentowa pewność to są dwie odmienne rzeczy. Przeczucia, a natychmiastowa interwencja w razie problemów to coś innego. Odrzucenie nadmiaru leków czy niepotrzebnych środków to jedno, a odrzucenie jakiejkolwiek farmakologii i pomocy medycznej nawet w obliczu zagrożenia to już bezmyślność…