Mój Tadek Niejadek

Dietetykiem nie jestem. Mam natomiast pojęcie jak czuje się matka, która wygląda jak ostatni nieudacznik, bo jedyne co uda jej się wcisnąć do buzi swojej pociechy to kawałek zimnego tosta. I choć staram się najbardziej pod słońcem to jednak wciąż ręce mi opadają, bo w starciu z moim dwulatkiem przegrywam z kretesem.

Kiedy nadszedł czwarty miesiąc, byłam podekscytowana, bo w końcu mogłam zaszaleć i pokazać córce wszystkie te wspaniałe smaki. Jabłuszka, bananki, ziemniaczki, słodkie, kolorowe papki. I ku mojej radości wcinała z uśmiechem na ustach. Przyszed czas na zupki, na mieszanki smaków, na kawałek tosta z masłem, na jogurt i wszystko było pochłaniane bez większego problemu. Naiwnie uwierzyłam, że uniknęłam problemu niejadka. Cieszyłam się jak głupia, bo sama będąc niereformowalnym niejadkiem za dziecka, nie chciałam przechodzić tego co moi rodzice. Niestety nadszedł moment, kiedy wszystko się zmieniło…

Ulubiona jajecznica spotykała się z pełnym obrzydzenia „blee”. Rosół został teatralnie zignorowany. Groszek, placki z cukinii, pierś z kurczaka, śliwki – wszystko to kiedyś zjadane z takim smakiem, teraz stało się wrogiem numer jeden. I nie mogłam z tym nic zrobić…

Nie rozumiałam, czułam się bezradna. I właściwie aż do teraz kiedy moja córka ma już prawie dwa i pół roczku nadal nie rozumiem tego fenomemu. Dlaczego coś co zostało zjedzone z takim apetytem wczoraj, dzisiaj wywołuje grymas i spazmy. Jak to możliwe, że uwielbienie do pewnych dań czy smaków następuje jakby cyklicznie, sezonowo?

Przez miesiąc będę zajadać się kolbami kukurydzy i jogurtem malinowym, a za miesiąc nawet tego nie tknę i będę jeść tylko filet z ryby i arbuzy?

I jak wytłumaczyć dni, kiedy zjada właściwie wszystko? Z apetytem i jeszcze prosi o więcej. Zjada tak dużo, że szczęka opada mi do podłogi, bo zastanawiam się skąd w jej brzuszku tyle miejsca? Jak wytłumaczyć, że kiedy idzie do żłobka zjada wszystko – nawet jagnięcinę, wołowinę, tuńczyka, muffinki czekoladowe? Kiedy idzie na przyjęcie urodzinowe do koleżanek wsuwa z apetytem cokolwiek leży na stole? Magia dzieci dokoła? Magia koleżanek i kolegów? Jedzenie w towarzystwie smakuje lepiej?

Nie mam pojęcia o żywieniowych preferencjach i schematach dla dzieci. Mam natomiast pojęcie jak czuje się matka, która wygląda jak ostatni nieudacznik, bo jedyne co uda jej się wcisnąć do buzi swojej pociechy to kawałek zimnego tosta. I chociaż starasz się najbardziej pod słońcem to jednak wciąż ręce ci opadają, bo w starciu ze swoim dwulatkiem przegrywasz z kretesem. A on ucieszony biega, skacze i demonstruje światu nadmiar energii. Skąd? Jak?

Myślisz o wszystkich witaminach, makroskładnikach, które uciekają przez okno, bo dziecko zjadło tylko kawałek jabłka zamiast zbilansowanego obiadu. I krew cię zalewa, bo nie wiesz jak to rozwiązać. Czytasz, żeby nie oferować nic innego, że będzie głodny to sam zje i inne porady, ale nie przynoszą ci one żadnego ukojenia. Bo wciąż czujesz, że zawiodłaś. Że dałaś plamy na tej podstawowej, priorytetowej płaszczyźnie. I właściwie gdyby nie lekarz, który zmierzył, zważył, obejrzał i z uśmiechem powiedział, że rozwojowo jest bez zarzutów to pewnie dalej katowałabym sumienie, że dwa plastry arbuza na obiad to zdecydowanie za mało i w ogóle nie tak jak powinno być.

Dlatego zamiast się obwiniać, że widocznie moje gotowanie jest do bani to wrzucam na większy luz. I mogę spędzić czas na lepieniu zamków z ciastoliny zamiast na bieganiu za dzieckiem z czwartą wersją obiadu…

 

Podobne wpisy

Żadna praca nie hańbi! Czyli krótka rozprawa o sza... Jadę sobie rano, wiadomo ruch, nierozważne łajzy, ślimacze tempo, brak migaczy, roztargnione matki obładowane plecakami, hulajnogami i torebkami. Og...
Nie jestem idealna i mam na to aż 35 dowodów! Blogi, zdjęcia i wpisy częściej mnie irytują niż inspirują. Nie mówię już o wielkim egocentryźmie – weź mnie polub, mam już dwadzieścia tysięcy fanó...
Dziecko w żłobku – subiektywne podsumowanie ... Kiedy koniec urlopu macierzyńskiego zbliża się wielkimi krokami, zostajemy postawieni pod ścianą i zmuszeni do podjęcia jednej z najcięższych decyzj...
Co ty wiesz o AZS? AZS to skrót od atopowe zapalenie skóry. Już sama nazwa brzmi jak z horroru. Myślałam, że to schorzenie dotyczy niewielu, że na pewno nie dotknie mo...

Dodaj komentarz