Masz prawo czuć się smutna, bo nie urodzisz dziewczynki

Kiedy córka sąsiadki zaszła po raz trzeci w ciążę, jej największym marzeniem stało się… by tym razem była to dziewczynka. Mając dwóch synów, nie mogła myśleć o niczym innym jak o falbankach, spinkach, jednorożcach i oglądaniu disnejowskich księżniczek.

Kiedy córka sąsiadki zaszła po raz trzeci w ciążę, jej największym marzeniem stało się… by tym razem była to dziewczynka. Mając dwóch synów, nie mogła myśleć o niczym innym jak o falbankach, spinkach, jednorożcach i oglądaniu disnejowskich księżniczek. W świecie pełnym facetów brakowało jej różowego puncika, który byłby taki jak ona i z którym mogłaby dzielić swoje, kobiece rozterki, trudy i radości.

Gdy nadszedł dwudziesty tydzień, z wypiekami na twarzy pobiegła do lekarza. To miał być kluczowy moment, ten kiedy dostanie zielone światło by wbiec do sklepu i zgarnąć z wieszaków wszystkie piękne sweterki, spódniczki i sandałki, kiedy w końcu będzie mogła zamówić te słodkie misie z kokardkami. W poczekalni nerwowo obgryzała paznokcie…

Masz pięćdziesiąt procent szansy. I tak naprawdę nikt jeszcze nie wynalazł cudownej i niezawodnej metody na decydowanie o płci dziecka. I szczerze? Chyba bardzo dobrze. Czy nie powinny w naszym życiu istnieć sfery, które pozostawione są swojemu biegowi, bez ingerencji, niezdrowej rywalizacji, manipulacji i nadużyć? Płeć naszego dziecka powinna właśnie pozostać taką niespodzianką, niepewnością i loterią. Nie jesteś nieuprzywilejowana czy pokrzywdzona, że nie możesz decydować w tej sferze, uwierz, że matka natura wie co robi.

Czytałam o wielu metodach dzięki którym podobno można zwiększyć szansę na poczęcie dziewczynki bądź chłopca – czy to działa? A jeśli nawet działa to w jakim procencie się sprawdza? Jaki jest margines błędu? I czy właśnie my, pomimo dokładnych i skrupulatnych kalkulacji, nie będziemy tym wyjątkiem od reguły? Planować można tylko do pewnego stopnia, nikt do końca nie wie dlaczego właśnie ten plemnik wygrywa najważniejszy wyścig w swoim krótkim życiu i staje się bohaterem. Czasem wygrywa choć naukowe artykuły mówią, że statystycznie nie powinien.

Można polemizować, że największym zmartwieniem przyszłych rodzicow powinno być zdrowie dziecka, a nie jego płeć. Jednak jak pokazuje życie, preferencje co do płci często biorą górę nad zdrowym rozsądkiem i celem samym w sobie staje się powicie dziecka określonej płci. Nierzadkie są przypadki kiedy kobieta zachodziła w ciążę wielokrotnie dopóty dopóki nie urodziła wymarzonej dziewczynki. Wydaje się to być żałosne, nieodpowiedzialne, prozaiczne i po prostu głupie, ale pragnieniom i marzeniom rodziców często towarzyszy taki właśnie irracjonalizm i po części egoizm. Nie godzą się z wyborami matki natury, kwestionują to czym ich obdarza, bo oni pragną czegoś zupełnie innego. I nie spoczną nim tego nie dostaną…

Córka sasiadki czekała na swoją kolej. A kiedy ta w końcu przyszła, nadszedł wielki moment, fanfary, nerwowe bicie serca to wtedy ten mały człowieczek zaserwował im wyraźny obraz swojego… siusiaka. Nie było mowy o błędzie.

Zamiast radości pojawiło się rozczarowanie i zrezygnowanie. Trzeci syn. Kolejny samiec do kolekcji bekających, pierdzących samców zainteresowanych futbolem, xboxem, pociągami, zostawiającymi podniesioną deskę w toalecie, chodzących w spoconych koszulach, z odartymi kolanami i w brudnych tenisówkach. Koniec świata. Nie będzie sukienek, przyjęć urodzinowych z księżniczkami, kucyków, malowania paznokci ani pierwszej rozmowy o okresie. Było jej przykro.

I nie wstydziła się o tym mówić, nie chowała swojego rozczarowania co nie znaczyło wcale, że nie obdarzyła trzeciego syna wielką miłością i opieką. Demonstrowanie swojego rozczarowania i zawodu pomogło jej uporać się z wewnętrznym smutkiem i poczuciem przegranej, które ją dopadły tego dnia, podczas dwudziestotygodniowego skanu. Nie przybierała dobrej miny do złej gry, nie udawała, że ją to nie dotknęło. Wręcz przeciwnie… Nie będzie miała różowej ściany i nie ma nic złego, że jej z tego powodu przykro. Nie będzie błyszczyków, warkoczy, wypadów na zakupy, przebierania Barbie, baletu, słodkich opasek, pierścionków i wypowiedzenie tego żalu stało się jej natychmiastową terapią, trudno, będę miała 3 cudownych synów. I dopiero kiedy pogodziła się, że nigdy nie kupi dla żadnego ze swoich dzieci brokatowej spinki do włosów, dotarło do niej, że zamiast tego czeka na nią mnóstwo innych fascynujących przygód… Wypady na turnieje rugby, noclegi pod namiotem, samochody, piłka nożna, oglądanie Transformersów i składanie kolejek.

Spotkała się z niechęcią, wręcz dezaprobatą niektórych osób, bo jak można tak jawnie się żalić na płeć swojego dziecka. Można. Trzeba. 

Jest w porządku czuć się rozgoryczonym, że nie dane jest nam mieć wymarzonego synka czy córki. Wykrzyczmy to. Napiszmy na kartce. Nie musimy zgrywać bohaterki, udawać, że wszystko poszło po naszej myśli. Nie duśmy tych emocji w sobie, to zawsze prowadzi do wybuchu wcześniej czy później. Sprecyzowanie przyczyn swojego żalu, nazwanie go pozwoli nam szybciej pozbyć się go z życia. Nie będzie grania w piłkę, tylko kolejne magiczne przyjęcia. Albo nie będzie pościeli w My Little Pony tylko w samochody i pociągi. Dusząc żal w sobie, wcześniej czy później doprowadzimy do nieprzyjemnej sytuacji, kiedy być może nawet nasze dziecko usłyszy litanię wyrzutów na temat swojej płci. Nie będziesz mieć syna, powiedz, że ci przykro, bo przecież jest, nie czuj się źle, masz prawo być trochę zawiedziona. 

A potem weźmy głęboki oddech… To pozwoli wrócić do naszego życia oczyszczonym i gotowym na nowe wyzwania. Płeć dziecka naprawdę nie ma znaczenia, jego zdrowie, spokojne dorostanie, wpojone wartości są najważniejsze.

2 myśli na temat “Masz prawo czuć się smutna, bo nie urodzisz dziewczynki”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.