MaDki, oj te maDki

Masz ból dupy o wszystko. Komentujesz, wysyłasz wiadomości, obgadujesz, oczerniasz i próbujesz ze mnie zrobić matkę potwora. Patrzysz na mnie z obrzydzeniem, politowaniem, a czasem i jednym, i drugim. Szukasz sobie podobnych, żeby wspólnie żerować na mnie, moim macierzyństwie i co gorsza moich dzieciach.

Wiesz kim jesteś…

Masz ból dupy o wszystko. Komentujesz, wysyłasz wiadomości, obgadujesz, oczerniasz i próbujesz ze mnie zrobić matkę potwora. Patrzysz na mnie z obrzydzeniem, politowaniem, a czasem i jednym, i drugim. Szukasz sobie podobnych, żeby wspólnie żerować na mnie, moim macierzyństwie i co gorsza moich dzieciach.

Twoje zażarcie jest niepokojące i śmieszne, bo przecież każdy ma swoje życie i problemy, a ty jednak wolisz rozpatrywać i oceniać moje niż zająć się swoim własnym. Czy panuje w nim aż taka pustka i nuda? 

Każdy mój krok, moje słowo, moja akcja, moja decyzja, moje wybory, moje opinie i przekonania, nawet mój wygląd, moje własności, moje marzenia spotykają się z twoją krytyką, docinkiem lub komentarzem. Nic ci nie pasuje.

Swoją niezdrową ciekawość tłumaczysz dobrem moich dzieci i troską o nie. Tak naprawdę wypełniasz godziny nudy i pustkę życia. Próbujesz poczuć się lepiej. Dowartościować swoje ego. 

Wiesz kim jesteś…? Ty, cierpiąca na chroniczny ból dupy o wszystko? 

MADKA

Jeśli śledzenie problemów innych zajmuje ci więcej czasu niż zajęcie się swoimi własnymi to chyba podpadasz pod tą kategorię. Jeśli wiesz lepiej, jeśli wiesz na każdy temat i jeśli tylko twoja rada jest słuszna to masz całkiem niezłe zadatki. Jeśli więcej krytykujesz i obgadujesz niż rozmawiasz to możesz się śmiało tak nazywać.

I te typowe komentarze… 

Nie podrzucaj. 

Nie lulaj. 

Nie przytulaj. 

Daj popłakać. 

Nie używaj mokrych chusteczek.

Rok po ciąży, a ona dalej taka ulana. 

Nie zabieraj dziecka na basen, chlor to trucizna. 

Patrz jak się ubrała! Nie jak matka, a jak jakaś ulicznica. 

Madki. Każda z nas taką zna, no i ja też nie jeden raz padłam ich łupem, w wirtualnym świecie, w parku, na ulicy.

Wiecie do czego najbardziej lubią się przyczepić? Tak podaję zupełnie przypadkowo, bo na wszystko zabrakłoby czasu… Do naszego psa. Bo włosy, bo ugryzie, bo podrapie, bo ślina, bo pchły, bo robaki, bo surowe mięso, bo dziecko będzie jak Mowgli (przyp. chłopczyk z „Księgi Dżungli” – tak, serio, i takie mądrości słyszałam). 

No i na dodatek nie używam żelu antybakteryjnego. Nie mam przyczepionej buteleczki do wózka, więc po każdym dotknięciu czegokolwiek mogę sobie pstryknąć i zabić te 99.99% zarazków. Podłoga w domu też ma podobno za cienką warstwę wybielacza. Brudna, cholera brudna jest. 

A syn bawi się kluczami. KLUCZAMI!!! Słyszałyście?! Jakie to niebezpieczne. Jakie niehigieniczne. A córka czasem zje jabłko, którego NIE UMYŁAM. Matko najdroższa, NIEUMYTE jabłko. Zgroza. 

A to, że dzieciom podawałam gotowe obiadki to klasyfikuje mnie z miejsca jako potwora wpychającego przetworzone i przerobione, truciznę jakąś. Bo gdzieś mam dziecięce zdrowie, ważna jest tylko moja wygoda. Na dodatek podaję kurczaka/cielęcinę/wołowinę/rybę (niepotrzebnie skreślić) za wcześnie/za późno (niepotrzebne skreślić) i to jeszcze z marchewką/dynią/ziemniakami/groszkiem (niepotrzebne skreślić), a to przecież wywołuje alergię. 

Masakra jakaś, jedna z drugą widziała na moim fanpejdżu, że czasem podaję dzieciom frytki albo pizzę. Toż to już jest zgroza i kaplica normalnie. Nie wiem jak można, gdzie mam mózg, gdzie mam sumienie, wpisać #TematDlaUwagi, bo ta od Mama i Mia to zamawia na obiad pizzę. PS. I to jeszcze dużą!

A wiecie co jeszcze widziały? Że córka miała pomalowane paznokcie. Wyrośnie na taką i taką. I miała takie drogie adidasy. Kto to kupuje dziecku takie buty?! Przecież zaraz wyrośnie. Matko! I w ogóle ten malutki jej synek to BEZ SKARPETEK chodzi. 

ToJużJestKoniecŚwiataAmen

Niemowlak bez skarpetek. I bez czapki. I nie jest przykryty dwoma kocami. W głowie mi się poprzewracało. A potem jeszcze posadziła go w piaskownicy. I dotykał ten brudny piasek. Bakterie wszędzie. Pewnie później nawet go nie przebrała. 

I nie biegam do lekarza z każdą pierdołą. Dzieci zasmarkane, kaszlące, a ja nic nie robię zamiast po antybiotyk lecieć.

Szczepię/nie szczepię (niepotrzebne skreślić), mam wózek X, a najlepszy jest A/B/C (niepotrzebne skreślić) i pozwalam oglądać Peppę, a wszyscy wiedzą, że Peppa to zło wcielone. I chodzę na siłownię, a powinnam w domu wieczorami pastować podłogi, prasować i czyścić fugi szczoteczką do zębów. Ja nie mogę! I nawet mam czas na książki, a ta jedna z drugą to takie zabiegane, że nie wiedzą w co ręce włożyć, a ja się najwyraźniej opierdzielam. 

Taka ze mnie baba. 

MaDki! Dajcie żyć. Nadmiar czasu wypełnijcie sobie zumbą czy jakimś kursem online, zawsze możecie też zgłosić się jako wolontariuszki na przykład w schronisku – Wasza energia przynajmniej zostanie dobrze wykorzystana.

#Peace