Kiedy cesarka to nie wybór, a kwestia kilku minut

Porozmawiajmy o cesarce. Porozmawiajmy o cesarce, która nie była planowana i (z dużym prawdopodobieństwem) nieprzyjemnie nas zaskoczyła. Porozmawiajmy o tym, jaki miała wpływ na nasze emocje, emocje jako matek, emocje jako kobiet. Bo wbrew pozorom nie wszystko jest takie kolorowe… A tłumaczenie i wzruszanie ramionami, że najważniejsze jest zdrowie dziecka to najzwyklejsze zamiatanie problemu pod dywan.

Porozmawiajmy o cesarce. Porozmawiajmy o cesarce, która nie była planowana i (z dużym prawdopodobieństwem) nieprzyjemnie nas zaskoczyła. Porozmawiajmy o tym, jaki miała wpływ na nasze emocje, emocje jako matek, emocje jako kobiet. Bo wbrew pozorom nie wszystko jest takie kolorowe… A tłumaczenie i wzruszanie ramionami, że najważniejsze jest zdrowie dziecka to najzwyklejsze zamiatanie problemu pod dywan. 


Jeśli miałaś szczęście, poród mógł zacząć się samoistnie. Wszystko mogło przebiegać całkiem gładko aż do pewnego momentu… Do momentu, kiedy być może pojawiły się problemy z tętnem dziecka, problemy z brakiem dalszego postępu, problemy z twoim zdrowiem, strach. I wtedy właśnie twój poród, który – miałaś nadzieję – przebiegnie naturalnie, zakończył się interwencją lekarską. 


Scenariusz drugi. Twój poród mógł być wywoływany. A z wielu badań wynika, że indukcja porodu zwiększa ryzyko późniejszej konieczności wykonania nagłego cesarskiego cięcia. I dzieje się najgorsze – bo na przykład oksytocyna nie zadziałała – nic się nie działo albo szło zbyt opornie, ciężko, długo. Po godzinach męki i bólu kończysz z cesarką. 

Jasne, możesz powiedzieć „ta operacja uratowała mojemu dziecku życie”, bo przecież nieważne jak się urodziło, ważne, że wszystko skończyło się dobrze. I ja też powtarzam to jak mantrę – nieważne, że córka urodziła się przez nagłe cięcie, nieważne, że tego nie planowałam, nieważne, że w ogóle nie brałam tego pod uwagę, ale… Ale… Ale… Jest coś ponad to. Ponad powtarzanie, że to taki sam poród jak każdy inny, że ważniejsze jest zdrowie niż duma. 


Bardzo mało mówi się o psychicznym aspekcie takiej nagłej cesarki. Nieplanowane cięcie może pozostawić kobietę z ogromnym poczuciem niespełnienia, rozżaleniem, frustracją i wręcz złością na siebie i własne ciało, które po prostu w jakimś stopniu ją zawiodło. Biorąc pod uwagę nawet swoje własne doświadczenie, jestem zdania, że kobiety, które skończyły z taką formą porodu, powinny zdecydowanie więcej mówić o swoim bólu (nawet traumie) i co równie ważne – nie powinny wmawiać sobie „ale to nic, czuję się dobrze, moje dziecko jest zdrowe, to się liczy”. 


Zakończenie porodu nagłym cesarskim cięciem dla wielu jest jak brzydka łatka: „nie dałaś rady”, „nie udało ci się”, „nie postarałaś się wystarczająco”, „czegoś ci brakuje, a 100 lat temu to w ogóle umarłabyś i ty, i twoje dziecko”. 


Przesadzam? 


A gdybym Wam powiedziała, że i ja, i kilka koleżanek usłyszałyśmy te słowa i to nie jeden raz…? To smutna prawda. Niestety całe multum kobiet, których porody zakończyły się na stole operacyjnym, czują się podobnie – smutne, rozżalone i złe. Tylko niewielki procent powie o tym głośno, po pierwsze z obawy przed wyśmianiem ich problemu, po drugie z obawy przed linczem i głupimi komentarzami. Nigdy nie przyznają się publicznie, że cierpią, czują się gorsze, niespełnione jako kobiety, uważają, że zawiodły jako matki i to już na starcie przygody zwanej rodzicielstwem…


Nagła cesarka to nie jest kwestia wyboru, to jest jedynie kwestia kilku minut. 


Dostajesz tylko chwilę, by przetworzyć to, co właśnie powiedział lekarz, przetworzyć to, że jedziesz na salę i nie dane ci będzie urodzić naturalnie (przynajmniej tym razem) i wbrew pozorom (mówcie, co chcecie!) nie jest to takie byle co! To jak wyrok. 


Sama wiem po sobie jak wielkie uczucie, nie tylko strachu o zdrowie i życie naszego dziecka, ale również okropnego żalu, frustracji i smutku mi towarzyszyły, kiedy w pośpiechu wieziono mnie na salę operacyjną. I jasne, że w tej sekundzie, gdy usłyszałam płacz naszej córki, nie liczyło się nic poza tym, nie miało znaczenia, że leżę rozcięta, że do końca życia będzie towarzyszyła mi blizna, że poród naturalny i całe doświadczenie z nim związane zostało mi brutalnie odebrane, ale już kilka dni później, kilka tygodni miesięcy, nawet lat wciąż zadaję sobie pytanie co poszło nie tak, dlaczego mi się nie udało, gdzie zawiodłam, gdzie leży moja słabość i nie mogę się pogodzić, że dostałam taki kubeł zimnej wody od swojego własnego ciała, od ciała,  które w tej kluczowej chwili mnie potwornie zawiodło i zostawiło na lodzie.

Nie myślę o tym codziennie, ale to wciąż gdzieś siedzi w mojej głowie. I nie mogę się tego pozbyć… Najzwyczajniej nie mogę pozbyć się uczucia porażki, przegranej, uczucia bycia gorszą, bo sobie nie dałam rady… 


Po pierwszym porodzie, kiedy rozmawiałam z innymi mamami, którym udało urodzić się naturalnie, zawsze dopadał mnie pewien niedosyt, czułam się gorsza i niepełna, a kiedy tylko padało pytanie „a ty jak urodziłaś” i mówiłam, że przez nagłą cesarkę, od razu było mi głupio, wstyd i cholernie źle, nawet jeśli ta druga osoba odniosła się do tego zupełnie normalnie. 


Wiem, powinnam to traktować „normalnie”. Poród to poród. Koniec.

Ale… Naprawdę powtarzanie, że powinnam się cieszyć, że urodziłam zdrowe dziecko, powinnam cieszyć się, że wyzdrowiałam, że moja operacja przebiegła bez problemu, że jesteśmy wszyscy szczęśliwi i zdrowi, tak naprawdę nic nie zmienia… 


Nie chciałabym być źle zrozumiana – jestem za to wszystko wdzięczna i wiem, że ta cesarka była koniecznością, doskonale zdaję sobie z tego sprawę! Ale jednocześnie chciałabym pozbyć się uczucia, że zawaliłam….


Chciałabym, by kobiety nie chowały się ze swoimi uczuciami i nie wstydziły się powiedzieć, że czują zawód lub niespełnienie, że jest im smutno, bo naprawdę, jeżeli przez wiele, wiele godzin walczyły, żeby urodzić dziecko naturalnie, a później coś im tę szansę odebrało, to potrafi podkopać pewność siebie i wiarę w to, że jesteście pełnowartościową kobietą i matką. Jakkolwiek absurdalnie to brzmi!

Czytałam mnóstwo historii pań, które nagła cesarka zostawiła z ogromnym uczuciem pustki i zawodu. A powtarzanie, że niezwykle cieszę się, że moje dziecko jest zdrowe i wszystko poszło ok, jasne to jest bardzo, bardzo ważne, ale nasze zdrowie psychiczne i nasze poczucie, że nie jesteśmy gorsze, że to nie nasza wina i że nie miałyśmy na to wpływu i że nie możemy się wiecznie o to obwiniać jest równie ważne!!! 
A kiszenie w sobie żalu i frustracji nie jest dobre. 


Trzy i pół roku później wciąż wspominam swój pierwszy poród, wciąż analizuję, a co by było gdyby, co zrobiłam źle, na którym etapie coś poszło nie tak, czy mogłam temu zapobiec, czy mogłam to przewidzieć, czy gdybym bardziej się postarała, czy gdybym bardziej zacisnęła zęby, czy gdybym tak nie kwiczała, czy gdybym nie wzięła znieczulenia… Te pytania są w mojej głowie za każdym razem, gdy to wszystko sobie przypomnę.


Nagła cesarka nie jest wyrokiem i nie znaczy, że jesteście gorsze, czy że zawiodłyście, nie znaczy, że czegoś wam brakowało, ale pozwólcie sobie nazwać te emocje.

Mówcie o nich!

Rozmawiajcie!

Skończmy ze sztucznymi uśmiechami i mówieniem „tak, najważniejsze, że wszystko skończyło się ok”. Osobiście za każdym razem, kiedy musiałam to robić, zbierało mi się na wymioty, że tak bardzo się oszukuję, bo tak naprawdę chciałbym powiedzieć „czuję się okropnie, chciałabym, żeby było inaczej”.

Nie piętnujmy innych kobiet za to, że o tym mówią, że o zgrozo mają odwagę i czelność powiedzieć, że taki poród przeorał je psychicznie i nie są z tym szczęśliwie.Myślę, że czeka mnie jeszcze długi czas zanim to wszystko przetrawię i ułożę to sobie w głowie. Zanim zrozumiem co tak naprawdę się stało i przestanę mieć ogromne pretensje do własnego ciała za to, że mnie zawiodło. Ale pracuję nad tym…