Jestem matką wredną krową

Nie wycieram cudzym dzieciom nosków i nie całuję obitych kolanek, nie udaję, że nie czuję ich wielkiej kupy kisnącej w pampersie, zwracam im uwagę jeśli zachowują się bezczelnie bądź niegrzecznie i ogólnie mam głęboko w czterech literach czy ich matka się obruszy – skoro sama ma coś lepszego do roboty i wlepia oczy w twittera.

Dla mnie ważne jest moje dziecko. Nie jakaś tam Zosia, Marysia czy Emil. Nie interesują mnie ich brudne uszy, dziurawe skarpetki, zgubione misie, pusta butelka, przeciekająca pielucha. Jestem wredną i egoistyczną matką krową, co to interesuje się tylko i wyłącznie własnym dzieckiem.

W związku z tym błahostki spływają po mnie jak woda po kaczce. Zatem nie wycieram cudzym dzieciom nosków i nie całuję obitych kolanek, nie udaję, że nie czuję ich wielkiej kupy kisnącej w pampersie, zwracam im uwagę jeśli zachowują się bezczelnie bądź niegrzecznie i ogólnie mam głęboko w czterech literach czy ich matka się obruszy – skoro sama ma coś lepszego do roboty i wlepia oczy w twittera.

Nie daję zabawek mojej córki obcym dzieciom. Dzielenie się i bycie takim otwartym, szczodrym, sraty taty, a ja mówię: jeśli moje dziecko chce dać ci swoją zabawkę to ok, ale jeśli nie chce to ani nie mrugnę okiem. Jeśli to jej zabawka to nie ma żadnego obowiązku dzielić się z jakimiś obcymi Jasiami i Gosiami na placu zabaw. Do szewskiej pasji doprowadzają mnie matki, które nie reagują, kiedy ich dzieci bezczelnie i z wrzaskiem nieznoszącym sprzeciwiu podkradają innym dzieciom skuterki, misie, klocki, autka i koniki. I jestem jedną z tych matek, która złapie takiego młokosa za rękę i powie „nie” ku oburzeniu ludu zebranego na placu zabaw. Zawsze zastanawiało mnie podejście obcych, którym wydawało się, że ot tak mogą żądać od cudzych dzieci dzielenia się zabawkami z ich dziećmi, a jak powiesz nie to jesteś wredna, niewychowana małpa co się nie zna na współżyciu międzyludzkim. A ja zawsze odpowiadam – nie mylmy nauki „jak nie być samolubem” z bezczelnością, chamstwem i wymuszaniem.

Jestem z tych, co widząc uniesione matki Polki, odwracają wzrok i uciekają gdzie pieprz rośnie. Jestem z tych co współczują dzieciom, których matki zawsze dają im do picia tylko wodę, a lizaki pozwalają oglądać za szybką.

Nie chodzę na pogadanki i spotkania, nie dlatego, że nie jestem dumna z bycia matką, ale dlatego, że kółka wzajemnej adoracji mnie śmieszą i nudzą. Do szewskiej pasji doprowadza mnie niekończęca się propaganda „nieszczepienia”, weganizmu, chust, karmienia piersią, homeopatii, bo o ile jest to indywidaulny wybór to jednak trąbienie o tym wszem i wobec jest po prostu męczące i frustrujące. Nie, nie sprawiasz, że widzę cię jako super matkę, bo swojego Norbercika nie szczepisz na grypę. Tak szczerze to mi to zwisa, ale nie chce mi się wiecznie słuchać o twoich wyborach i ich wyższości.

Jestem z tych co to nie zachwycają się cudzymi synusiami i córeczkami, nie piszczą, nie słodzą, że taki śliczny, ma wielkie, niebieskie oczy, taki mądry i rezolutny. Bo tak szczerze to ja chyba nawet nie przepadam za obcymi dziećmi. Nie klikam w konkursach „zdjęcie dzieciaczka z największą ilością lajków wygrywa”. I o zgrozo: używam słowa „bachor” w odniesieniu do cudzych dzieci jeśli coś lub ktoś zajdzie mi głęboko za skórę.

Tak, jestem z tych wredot, które obchodzi tylko i wyłącznie własne dziecko. Z wygody i z miłości. Pewnie też i z egoizmu, i lenistwa. Bo najważniejszą osobą na tym świecie jest moje dziecko, nie poczuwam się do odpowiedzialności za cudze zaniedbania, lenistwo i niechlujstwo. Nie mam serca z kamienia, ale nie mam też ze złota. Czy to źle?

Macierzyństwo i towarzyszące mu uczucia są związane z moim dzieckiem, nie z cudzymi. Nie rozczulam się, nie rozklejam i nie mam w zwyczaju „ciumkania i całowania” cudzych pociech. Nie mam potrzeby, nie mam ochoty.

Bycie matką nie nakłada na ciebie żadnego obowiązku stania się nagle dobrodziejką – karmicielką, co to wszystkim rzuca błogosławieństwa, rozdaje buziaki i lizaki, pomaga, podtrzymuje i wspiera i jest przyjaciółką wszystkich rodzicielek w okolicy. Jesteś matką swojego dziecka (dzieci). I nie czuj się źle, jeśli w duchu myślisz, że tak naprawdę nie lubisz cudzych dzieci i masz to wszystko gdzieś! Masz prawo! 

 

 

Nie jestem potworem. Zanim nadgorliwi złapią wiadro pomyj, żeby sobie soczyście na mnie i moją wredotę chlapnąć to oznajmiam wszem i wobec, że sytuacje zagrażające życiu, zdrowiu i bezpieczeństwu zawsze spotykają się z moją natychmiastową i konkretną reakcją. Wspomagam domy dziecka, wpłacam pieniążki na operacje, pomagam jak mogę, ale nie znaczy, że nagle się rozkleję nad każdym jednym bobasem i zostanę matczyną „ciepła kluchą”. 

Podobne wpisy

To twoje rodzicielstwo Wychowanie dziecka to dla każdego świeżo upieczonego rodzica tabula rasa. No nijak niewiadomo jak się za to zabrać, kogo słuchać i w co wierzyć. Inf...
Nie kupuj psa w prezencie pod choinkę! Każdego roku, miesiąca, tygodnia, dnia w schroniskach przybywa nowych zwierzaków. Niczemu winne zwierzęta zostają podrzucone pod bramy, niektóre prz...
Emigranci (nie) mają łatwo Mieszkasz w Polsce. W Gdynii, w Radkowej, Lublinie, w Wałbrzychu, w Opolu i bez znaczenia co cię tam trzyma, patrzysz ku nowym ziemiom, ku zachodnie...
A wszystkiemu winien jest cycek Marioli Mariola ciężko siada na sofie jakby nagle przybyło jej z dziesięć kilo i wzdycha tak żałośnie i głośno, że mam wrażenie, że mi tu padnie. Nie pytam,...

Dodaj komentarz