Janusze na wakacjach, czyli dlaczego urlop potrafi być stresujący

Wakacje rozwiązują w ludziach wszelkie pokłady zdrowego rozsądku, kultury i szacunku. Wyjeżdżając do obcego kraju, czują się zwolnieni z jakichkolwiek zasad, które obowiązywałaby ich w domu. I nawet ci ubrani w piękne, firmowe ciuchy, z idealnym manicurem i pedicurem, panowie w raybanach oraz panie delikatnie sączące Sex On The Beach mogą okazać się brudasami, prostakami i najgorszą zmorą resortów wypoczynkowych.

Urlop to czas wyjątkowy. Bez znaczenia czy jedziemy na plażę, w góry, na wieś, do miasta, na spływ kajakowy każde oderwanie od codzienności i nudnego, żmudnego dnia świstaka jest czymś iście magicznym. Czujemy się odprężeni, radośni i pełni energii. Zwykle objawia się to nieschodzącym z twarzy pogodnym uśmiechem, żartami, wygłupami, lepszymi relacjami z bliskimi czy spokojniejszym snem. I właśnie taki powinien być urlop.

Tak sobie dzisiaj uświadomiłam, że zaledwie miesiąc dzieli nas od wyjazdu na wakacje. I pomimo, że cieszę się ogromnie i nie mogę doczekać beztroskich dni w pięknym miejscu to jednak zawsze czai się we mnie jakiś niepokój czy aby znowu nie natrafimy w hotelu na jakiś półgłupków, którzy po raz kolejny udowodnią, że ludzie naprawdę cofają się w rozwoju…

Wakacje rozwiązują w ludziach wszelkie pokłady zdrowego rozsądku, kultury i szacunku. Wyjeżdżając do obcego kraju, czują się zwolnieni z jakichkolwiek zasad, które obowiązywałaby ich w domu. Szaleństwo biorą zbyt dosłownie, zatracając się w głupocie, nieodpowiedzialności i często w skrajnym ryzykanctwie. Stają się niegrzeczni, aroganccy i wychodzą z założenia, że obsługa hotelowa ma im służyć bez względu na wszystko. Roszczeniowi, zachowujący się jak wielkie gwiazdy, która nie wypiją soku jeżeli nie został wyciśnięty dokładnie z pięciu pomarańczy dojrzewających na południowym zboczu.

I zawsze to samo… Gdziekolwiek jedziemy. Dziesiątki przykładów „cebulaków”, którzy naprawdę chyba wyjeżdżają na wakacje, żeby móc dać się wyszaleć swojemu najgorszemu „ja”.  Patrzę i oczom nie wierzę. I gdyby jeszcze to wszystko było odosobnionym przypadkiem, jakąś jedną rodziną potwornych gburów i ignorantów. Ale wychodzi na to, że bycie niekulturalnym, nieodpowiedzialnym, aroganckim i prymitywnym po prostu jest domeną większej liczby wczasowiczów niż nam się wydaje. I nawet ci ubrani w piękne, firmowe ciuchy, z idealnym manicurem i pedicurem, panowie w raybanach oraz panie delikatnie sączące Sex On The Beach mogą okazać się brudasami, prostakami i najgorszą zmorą resortów wypoczynkowych.

Kilka niechlubnych przykładów, które właściwie bez wyjątku pojawiają się w każdym odwiedzanym przez nas resorcie bez znaczenia czy pięć gwiazdek, czy dla rodzin, czy małym, czy w dużym. Nie ma reguły.  Najgorsze (i to właśnie stresuje mnie najbardziej!!), że pomimo usilnych prób zignorowania takiego zachowania, to buractwo zawsze rzuca się w oczy, zostaje zapamiętane, pozostawiając niesmak. Do rzeczy…

1. Traktowanie obsługi jak służących – zaliczam tutaj arogancki, niemiły ton głosu, okazywanie wyższości i bycie idiotycznie roszczeniowym. Pani w recepcji wykonuje swoją pracę, nie jest medium, by czytać w myślach ani czarodziejką, by sprawić, że jeden z drugim Januszem nie spóźnią się na wyprawę na safari. Panie sprzątające ogarniają pokoje, ale nie znaczy, że powinny oglądać niezwiniętą, zużytą podpaskę w koszu, sztuczne rzęsy walające się w pościeli i brudne skarpety na stoliku. Są też wczasowicze domagający się specjalnego traktowania, zniżek czy obsłużenia poza kolejką, bo w końcu zapłacili za „al inklusif”. Egzekwują swoje zachcianki odniesionym głosem, nierzadko zwykłym darciem, przekleństwami, fochami i wygrażaniem.

Bycie uprzejmym nic nie kosztuje. A obsługa hotelowa zasługuje na szacunek. Właściwie gdziekolwiek byliśmy, każdego dnia mogliśmy obserwować żałosne i prostackie zachowanie ludzi wszelkiego pokroju, wieku i narodowości, kłócących się, wrzeszczących i obcesowych w imię zasady „klient nasz pan” oraz „płacę to wymagam”. O ile jak najbardziej zachęcam do dochodzenia swoich praw to pamiętajmy, że naprawdę można zrobić to w sposób kulturalny.

2. Rodzice nie są lepsi – pozwalają dzieciom oficjalnie sikać do basenów (i to mówię sikać w stylu stoję na krawędzi i leję do wody), robić kupę na plaży, pozostawiają wszędzie zużyte pieluchy. Pomijam już kwestię totalnej nieodpowiedzialności, kiedy mama zasypia na słońcu, tata idzie popływać, a dzieci biegają samopas. Rodzice nie smarują dzieci kremami z filtrem ani nie zakładają czapek. Zostawiają wszędzie dziesiątki papierków i opakowań. Ręce opadają i strach pomyśleć czy w swoim własnym domu przypadkiem nie zachowują się tak samo oraz jaki przykład dają swoim pociechom??

Zawsze irytowało mnie również „podkradanie” zabawek – nie, nie mam nic przeciwko jeśli dziecko pobawi się chwilę wiaderkiem czy łopatką naszej córki, ale nie ma to polegać na wyrywaniu jej zabawek z rączek bądź bezpardonowym zgarnięciu piłki, grabek czy innych gadżetów i po prostu stwierdzenie, że teraz jest moje. Rodzicielska olewka mierzi mnie niesamowicie i naprawdę nie mam najmniejszych skrupułów zachować się wtedy jak „zła baba” i kogoś zdrowo opieprzyć.

3. Obżarstwo – bo skoro zapłaciłem za „all inclusive” to będę żarł tak dużo aż pęknę. Ewentualnie napakuję na talerz wszystko co się da, a potem większość zostawię, bo chociaż w taki sposób wykorzystam swój „przydział” jedzenia. Jasne, że na wakacjach można sobie odpuścić i popuścić. Można jeść ciasta czekoladowe, gofry, lody i burgery. Ale skąd nagle w ludziach taka żarłoczność i pazerność, że ich talerze przypominają kopce kreta, a nie normalne porcje??! Nie przejedzą, ale mimo to nałożą na talerze wszystko co jest oferowane w hotelowym bufecie. Wedrują od stolika do bufetu, i tak kilka razy, z kolejnymi porcjami.

4. Głupota – temat rzeka, bo przecież tak wielu wczasowiczów nie widzi różnicy między rozrywką, zabawą i relaksem, a głupotą, nieodpowiedzialnością i zbędnym ryzykiem. Skaleczenia, złamania, wypadki, wszystko po to by się popisać, zaimponować czy zrobić głupie zdjęcie. Nie wiem, czy mam mentalnie siłę, by opisywać wszystkie te durne przypadki jakie widziałam, ale niech matka sadzająca swoje niemowlę na skałce kilka metrów od brzegu wśród mocnych fal, a następnie zostawiająca niebezpiecznie chwiejącego się niemowlaka samego, odchodząca kilkadziesiąt kroków na bok, by cyknąć „sweet foto” będzie symbolem tej bezbrzeżnej durnoty.

Nie, że się czepiam, nie, że spędzam urlop, obserwując innych i wytykając im rzekome błędy i buractwo. Nie, naprawdę nie.

Jedyne czego pragnę to relaks, trochę ciszy, tego, że nie muszę gotować ani prać i mogę beztrosko brodzić w wodzie i budować zamki z piasku. Ale naprawdę nie lubię iść na plażę i widzieć, że koło kilku leżaków znów leżą zużyte pampersy, mimo, że kosz stoi kilka metrów dalej. Nie chce mi się oglądać ludzi wychodzących z restauracji i pozostawionych przez nich stolików, na których leży kilkanaście talerzy w połowie pełnych. Nie chce mi się słuchać buraków, którzy kłócą się, że mają ręczniki innego koloru albo, że nie ma big milka na stoisku z lodami. Czy nie powiniśmy się relaksować i upajać fajnym widokiem i ładną pogodą? Po co jechać na wakacje i spędzać je na wiecznej walce? Ile kosztuje wrzucenie pustej puszki do kosza?

Okazuje się, że dla niektórych ludzi to zdecydowanie za wysokie wymagania…

Życzę Wam (i sobie też) urlopów z jak najmniejszą liczbą opisanych wyżej przypadków!

 

 

 

Podobne wpisy

Jestem fleją i co mi zrobisz? Przeżyłam już ponad 30 lat na tym świecie i jak dotąd jeszcze nie udało mi się zrozumieć dlaczego niektórym ludziom nie przeszkadza bałagan. Nie mów...
Żyjemy w czasach hejtu Żyjemy w czasach hejtu i “anty-wszystkiego”. Najbardziej trywialna rzecz lub opinia od razu spotykają się z kontratakiem, stekiem „dobrych rad” lub ...
Wycieczka na Sardynię – fotorelacja Wrzesień, mimo że już po sezonie, wydaje się jednak być całkiem niezłym miesiącem na urlop. Zdecydowanie mniej turystów, spokojniejsze lotniska i ni...
5 prawdziwych poniedziałkowych NIE – inspira... Poniedziałki globalnym dniem narzekania. Poniedziałki dniem najgorszych depresji, stresu, chandry i narzekania. Bo jak wszystko idzie źle to już na c...

Dodaj komentarz