Jak pies z dzieckiem, czyli kilka słów o bezpieczeństwie i rozsądku

Odpowiednia edukacja i świadomość potencjalnych zagrożeń oraz po prostu sposobu myślenia czworonożnego członka rodziny grają tutaj niebagatelną rolę. Ani zwierząt, ani dzieci nie zostawia się samopas. Ta relacja „sama się nie zrobi”. Nad tą relacją trzeba popracować. Obserować ją. Pielęgnować. Reagować.

Dostaję od was sporo wiadomości z pytaniami jak ogarnąć temat dziecka i psa. Uściślijmy coś zanim zacznę. Nie jestem specjalistką, zawsze to powtarzam. Czasem uczyłam się na własnych błędach, a kiedy czegoś nie wiedziałam, zwracałam się do znawców tematu.

Dla tych, którzy nie wiedzą, mamy owczarka niemieckiego o imieniu Khoda. Wielkiego miśka ważącego około 48 kilogramów.

Nasz pies został kupiony z zarejestrowanej hodowli. Widzieliśmy ojca, matkę, rodzeństwo oraz całe otoczenie. Od małego był stopniowo przyzwyczajany do zostawania samemu na dłużej, do biegania po parku bez smyczy i do innych psów. Po prostu na logikę nie chcieliśmy psa, który pozostawiony sam na godzinę rozpieprzy sofę, zgryzie półkę na książki i wydrze pierze ze wszystkich poduszek. Nie chcieliśmy też psa, który nie będzie mógł pobawić się z innymi psiakami czy z którym będziemy musieli robić kilometry na smyczy, bo puszczony luzem, nie zechce do nas wrócić. Zdrowy rozsądek, kilka podstawowych szkoleń, mnóstwo zabawy z innymi w parku i pies wyrósł na całkiem normalnego stwora, który poza tym, że jest naprawde duży, nikogo nie goni ani nie atakuje, nic nie niszczy i nie ucieka.

Kiedy urodziła się nasza córka, pies miał dziesięć miesięcy. I mimo, że już sporo zmądrzał to jednak wciąż był nadzwyczaj skory do psot czy okazjonalnego nieposłuszeństwa. Nie miał za dużo styczności z dziećmi. Nie pozwalałam obcym dzieciom w parku czy na spacerze podchodzić i go głaskać (i to wciąż sie w tej kwestii nie zmieniło). Nie dlatego, że bałam się, że ugryzie, ale dlatego, że ludzka głupota i bezmyślność są doprawdy nie do opisania i bardziej obawiam się nieprzewidywalności obcego dziecka (i rodzica!) niż zwierzęcia.

Po urodzeniu córki przez pierwsze dni przynosiliśmy ze szpitala jej ciuszki. Pies mógł sobie powąchać i szczerze to oczekiwałam większego zainteresowania bądź konsternacji z jego strony. A on to najzwyczajniej w świecie olał. Kiedy przynieśliśmy małą, pokręcił się trochę koło fotelika, powąchał, pomerdał ogonem, a potem poszedł się położyć i kontynuował żucie swojej kości. Całkiem serio! Ogólnie luz i blues. I nawet jeżeli był trochę skołowany to tego nie okazywał w sposób, który wzbudziłby nasze podejrzenia lub obawy.

I właściwie psie podejście się nie zmieniło. Nie było objawów niepokojącej zazdrości, ostrzegającej mowy ciała, warczenia czy gróźb. Myślę jednak, że na jego dosyć wyluzowane zachowanie wpłynął fakt, że pojawienie się dziecka niewiele zmieniło w jego rutynie – nie okroiliśmy mu spacerów, nie był ignorowany, zamykany w kuchni, nikt na niego nie krzyczał, wciąż miał mnóstwo miziania i zabaw z piłką. Nie widział więc w dziecku zagrożenia swojej pozycji. Często leżał w tym samym pokoju w którym spała córka, właściwie do tej pory zawsze kręci się w pomieszczeniu w którym i ona jest. Odważyłabym się stwierdzić, że cały czas ma ją trochę na oku chociaż nie jest do przesady opiekuńczy (może wynika to z faktu, że jest samcem?). 

Czy się razem bawią? Tak. Tylko jej z miejsca oddaje swoją ulubioną piłkę lub zabawkę, podczas gdy my musimy się nawysilać. Ona daje mu nieprzyzwoitą ilość przysmaków, a czasem kładzie się koło niego i udaje, że też śpi. I choć Khoda jest dość powściągliwy w okazywaniu wielkiego entuzjamu w obliczu zabawy z trzylatką to jednak egzystują razem całkiem nieźle.

Postawmy jednak sprawę jasno. Dziecko jak to dziecko czasem nie rozumie, ale od tego jesteśmy my, by jakieś ciągnięcie za ogon czy uszy, wkładanie rąk do pyska, grzebanie w psiej misce czy siadanie na grzbiecie było zniwelowane. Pies szczęśliwy, dziecko bezpieczne. Nie chciałabym być łapana za słówka, bo oczywiście żadnemu zwierzęciu nie można zaufać w 100%. Jednak koegzystencję małej osóbki i czworonoga naprawdę można uczynić bezproblemową i gładką. Odpowiednia edukacja i świadomość potencjalnych zagrożeń oraz po prostu sposobu myślenia czworonożnego członka rodziny grają tutaj niebagatelną rolę.

Jasne, są i potencjalne problemy. Dziecko może wcinać psie smakołyki. Tak, nie jeden raz tego doświadczyłam (taka ze mnie zła matka). Może też brać do buzi psie gryzaki. Może zostać przez psa potrącone, przewrócone, nadepnięte – tak, to też się zdarzyło, szczególnie jeśli pies jest większy. Psy mogą dzieci lizać, podkradać im jedzenie czy gryźć ich zabawki. Raczkujące dziecko notorycznie zbiera na ciuchach psie włosy. Dobra, powiem to głośno – dziecko może i zostać ugryzione. Gdyby jednak przyjrzeć się głębiej wszelkim takim przypadkom, odkryjemy, że nie zawsze wina leży po jednej stronie, ale nie będę nad tym się rozpisywać.

Ani zwierząt, ani dzieci nie zostawia się samopas. Ta relacja „sama się nie zrobi”. Nad tą relacją trzeba popracować. Obserować ją. Pielęgnować. Reagować. I dziecko, i psa trzeba nauczyć funkcjonowania w takim „stadzie”, ustanowić zasady, wytyczyć granice i się ich solidnie trzymać. I mimo, że kilkakrotnie spotykałam się z głupimi i niesprawiedliwymi komentarzami, że jak mogę mieć taką agresywną rasę psa (tzn. owczarka), kiedy w domu jest małe dziecko to uważam, że rasa nie ma jakiegoś wielkiego wpływu na to jaki będzie stosunek pomiędzy dzieckiem a zwierzęciem. Nie przekreślam pitbuli, rotweilerów, buldogów czy owczarków. Serio, i może posypią się złośliwe komentarze, ale bardziej skłaniałabym się do stwierdzenia, że to wychowanie, a także po części wiek, zdrowie, przeszłość oraz temperament grają kluczowe role (widziałam labradory, które stroniły od dzieci, a i amstaffy, które bez końca bawiłyby się z maluchami, nie ma reguły, dlatego rasa owszem jest ważna pod kątem naszego stylu życia i możliwości, ale ważniejsze jest wychowanienie).

Od stworzenia zdrowej relacji jesteśmy my – dorośli, rodzice, opiekunowie. Powinniśmy być sprawiedliwi i kierować się logiką, uważnie obserwować, zapobiegać i korygować zamiast później płakać nad rozlanym mlekiem.

Zdrowy rozsądek oraz czujność stanowią podstawy udanej i wesołej egzystencji.

 

 

Podobne wpisy

Małe dziecko i duży pies – czy to recepta na... Na instagramie dodałam zdjęcie córki bawiącej się z naszym psem. Tak, takim dużym, groźnym psem. Wraz z pojawieniem się tego zdjęcia w mojej skrzync...
Rodzicu, nie odbieraj dziecku dzieciństwa Rodzice wyskubują ostatki oszczędności, wyjmują karty kredytowe, wpadają w szał zakupów, zamawiają, klikają, szukają. Wszystkie limitowane edycje, w...
5 najciekawszych zajęć dla maluchów Czasem wypad do parku nie wystarcza... Nawet najfajniejszy plac zabaw w końcu się znudzi. Czasem pada. A czasem dziecko jest jeszcze za małe na śliz...
Nie kupuj psa w prezencie pod choinkę! Każdego roku, miesiąca, tygodnia, dnia w schroniskach przybywa nowych zwierzaków. Niczemu winne zwierzęta zostają podrzucone pod bramy, niektóre prz...

Dodaj komentarz