Emigranci (nie) mają łatwo

Te wszystkie kraje do których tak biegną emigranci mają w pakiecie deszcz złotych monet (co najmniej raz na dwa dni), wspaniałe, prestiżowe prace dla wszystkich, darmową edukację, służbę zdrowia, wsparcie biznesowe, kredyty 0% i całą gamę bonusów o jakich zaściankowi Polacy w zaściankowej Polsce mogą sobie pomarzyć.

Mieszkasz w Polsce. W Gdynii, w Radkowej, Lublinie, w Wałbrzychu, w Opolu i bez znaczenia co cię tam trzyma, patrzysz ku nowym ziemiom, ku zachodniej Europie, ku Stanom. Jedynie jednak na co cię stać to psioczenie na swoich rówieśników, rodzeństwo, znajomych, którzy zdecydowali się emigrować i osiąść w krajach mlekiem i miodem płynących. Bo wiesz, że oni mają tam wszystko, a ty na każdą rzecz musisz zasuwać, robić nadgodziny, brać dodatkowe zlecenia. Doskonale wiesz, że im w tych krajach dają wysokie zasiłki, każdy siedzi na tyłku i pachnie, dostają fajne mieszkania socjalne, mogą przebierać w ofertach pracy, jeżdżą nowymi bmw, wyjeżdżają na wakacje do Tajlandii i na Kubę, noszą torebki Korsa i buty Jordana, po prostu przepych i bogactwo, podczas gdy ty patrzysz na te same gęby w spożywczaku i jedziesz tym samym pekaesem, pracujesz od 15 lat w tym samym miejscu, którego szczerze nienawidzisz. I wiesz doskonale, że ci zdrajcy ojczyzny, ci którzy opuścili kraj i wyjechali się sprzedać we Włoszech, w Anglii, w Niemczech, w USA śmieją się wszystkim Polaczkom prosto w twarz. Ty wiesz doskonale…

Nie wiesz nic.

O emigracji można powiedzieć tyleż złego co dobrego. Najgorzej jednak kiedy wypowiadają się osoby, które o emigracji nie mają zielonego pojęcia. Ktoś, kto coś zasłyszał, przeczytał w „Fakcie”, podpiął się pod kwasotwórczą dyskusję na forum, podsłuchał przechwałek jakiegoś nowobogackiego, który przejechał do chamiarni odwiedzić rodzinę i pochwalić się tym co osiągnął w ju-es-ej albo w Oslo. I tacy właśnie – poinformowani połowicznie, a nawet ułamkowo sieją dokoła propagandę zawiści, niechęci, nieprawdziwości i przekręconych faktów. Te wszystkie kraje do których tak biegną emigranci mają przecież w pakiecie deszcz złotych monet (co najmniej raz na dwa dni), wspaniałe, prestiżowe prace dla wszystkich, darmową edukację, służbę zdrowia, wsparcie biznesowe, kredyty 0% i całą gamę bonusów o jakich zaściankowi Polacy w zaściankowej Polsce mogą sobie pomarzyć.

Teraz usiądź sobie na tyłku, bo powiem ci kilka słów prawdy.

Po 11 latach życia w UK nie przypominam sobie sytuacji bym dostała coś kiedykolwiek za darmo.

Służba zdrowia? Płacisz na nią takie same składki. Myślisz, że tutaj lekarze rozwijają czerwone dywany przed przychodniami i serwują cappucino każdemu z lekkim bólem głowy, kto przyszedł po L4? Kolejki są takie same. Opóźnienia. Problem z dostaniem terminów do specjalistów, a złotym środkiem na każde schorzenie jest… paracetamol. Więc następnym razem jak będziesz narzekać na gburowatego lekarza gdzieś w Szczurowej to sobie pomyśl, że przynajmniej dostaniesz antybiotyk, kuracje, syrop, a w Londynie dostałbyś co najwyżej przeciwbólowy.

Edukacja? Każdy semester na uniwersytecie to wydatek rzędu tysięcy funtów. Im lepsza uczelnia, tym drożej. Oczywiście, możesz wziąć pożyczkę studencką, a potem spłacać ją przez długie lata. Tymczasem przeciętny Kowalski w Polsce wybiera sobie przeciętny państwowy uniwerek w trybie dzienny i idzie na co tam chce i za edukację nie płaci nic. Podobnie szkoły podstawowe i średnie – ten dylemat wciąż mnie czeka: surowa rejonizacja, zmiana miejsca zamieszkania, by nowy ades „łapał” się pod wybraną szkołę. Myślisz, że to wszystko jest nam dane? Za ładne oczy? W ramach pomocy przybyszom z innych krajów? Nie.

Nadrzędni narzekacze narodu polskiego gdybający przed telewizorem jak to wszystkim zasranym emigrantom się powodzi w Londynie czy w Berlinie, jak to nosimy markowe ciuchy, bo nam się w tyłkach powywracało, stroimy się jak papugi, nie do końca kumają, że w szafie może być coś więcej niż flanelowa koszula w kratkę, dres, czarny płaszcz, spódnica za kolano, szary żakiet i biała bluzka. Zakompleksieni i obłożoni stygmą szarości i burości Polacy, wyjeżdżając do innych państw, nagle przekonują się, że istnieją inne kolory, inne fasony, inne style i można wyglądać fajnie, nie płacąc za to dużo, że nie jest się skazanym przez całe życie na ten sam fason spodni, na czarną kurtkę i na nudną, beżową torebkę. I tam gdzie moda i ekspresja są normą, w Polsce wciąż w wielu miejscach jest to oznaką, „że się emigrantom poprzewracalo w głowach”. I uwaga w większości te ciuchy nie są tak drogie jak nam przypisujecie, a torebka Gucci niekoniecznie musi być oryginalna (zaskoczeni? W Londynie też noszą podróbki!).

Prace i wysokie zarobki dają nam na emigracji tak o, za uśmiech, z urzędu, nie musimy się starać, jeździć na rozmowy, szukać, prosić, negocjować. Nie musimy, bo w tych wspaniałych krajach zatrudnienie leży na ulicy. Nikt nie wspomina o znajomości języka, o wizach, o kwalifikacjach, bo przecież to też dostajemy z urzędu. A potem w tej pracy leżymy, pachniemy, chodzimy na kawki, na lunche, sprawdzamy facebooka, nikt nie liczy czy siedzieliśmy przy biurku osiem godzin, dostajemy mnóstwo urlopu, bonusy, gratisowe wejściówki do kina i na siłownię.

Nic nie wiesz… Bo skąd możesz wiedzieć, że zasuwamy, żeby pokazać, że nie jesteśmy gorsi, weekendy, nocki, bierzemy pracę poniżej naszych umiejętności i kwalifikacji, staramy się, a potem i tak spotykamy z rasizmem, szykanami, docinkami. Myślisz, że to tylko wymysł? Docinki o Polaczkach, polscy hydraulicy, polscy pijacy, polscy złodzieje. Tysiace pracują na reputację podczas gdy ją może zniszczyć zaledwie garstka nieodpowiedzialnych niechlujów. Wiesz jak to boli? Kiedy doskonale zdajesz sobie sprawę, że jesteś oceniany przez pryzmat tego co wypluje z siebie wkurzony dziennikarz, że jesteś oceniany na tej samej płaszczyźnie co jakiś żul, który pobił angielskiego policjanta albo szajka, która ukradła samochody z bogatego osiedla. Przybysz z Europy Wschodniej, biedny, chciwy, łatwy do wyzyskania, głupi i zdesperowany. To jest właśnie ta kraina mlekiem i miodem płynąca.

Wyliczacie nam pensje, zasiłki, stan konta, mnożycie razy 4.5, razy 5 i z zawiści świecą wam się oczy. Bo mamy TAK DUŻO. Nie znasz jednak kosztów życia tutaj, cen chleba, benzyny, paczki pampersów. Nie wiesz, ile nam zostaje i z jak wielu rzeczy musimy zrezygnować. Bo widzisz tylko zera, cyferki, kiesę pełną funtów. I widzisz w nas krowę dojną, taką co to powinna Western Union wysyłać przekazy co miesiąc, by wspomóc rodzinę, przyjaciół, wszystkich w tej biednej, ciemnej Polsce, bo Ty masz.

Masz na prezenty świąteczne, na komunie, na chrzciny, bez okazji musisz rzucić firmowym, drogim prezentem, kaską w kopercie, bo ty masz, aż nieprzyzwoicie dużo. Tam pieniądze rosną na drzewach, zapomniałabym – mamy złotą wodę w kranach i kupony na zakupy rozdawane na ulicy. Pewnie, że mamy… Mamy to wszystko. W twoich chorych marzeniach.

Nie wspominasz natomiast, że nie mamy jednego. Czegoś bardzo, bardzo ważnego. Nie mamy bliskich, nie mamy rodziców, rodzeństwa, często i dzieci, które zostają w Polsce, nie mamy imienin, wypadów na kawę do cioci, nic. Jesteście daleko, a my siedzimy jak hrabiaństwo w tej krainie dobrobytu i wy nam zazdrościcie. A czy zazdrościcie zmartwień „co stanie się, kiedy umrę”? Co stanie się kiedy ktoś bliski w Polsce będzie potrzebował pomocy? Co stanie się jeśli wybuchnie konflikt, a ty będziesz daleko bez możliwości powrotu? Bo dopóty jest ładnie, dopóki możesz liczyć nasze pieniądze, wyrzygiwać nam markowe ciuchy, pracę, samochód, dom to jest ok, ale kiedy stajemy w obliczu tęsknoty, osobistej tragedii, nostalgii, szykan i trudności nie jesteś już taki chojrak.

Szanuj emigrantów. Im nie jest tak łatwo jak sobie wyobrażasz. Idź przez miesiąc w ich butach i zobacz te złote dywany, tysiące w zasiłkach i nieróbstwo. Niech cię nie zwiedzie beztroski uśmiech, bi ukrywa wiele szykan, nieprzyjemności i wyrzeczeń.

Podobne wpisy

10 tekstów, które usłyszysz podczas wieczerzy wigi... Z rodziną to dobrze się wychodzi, ale na zdjęciu. Stara prawa. Rodziny się nie wybiera. A raz do roku przychodzi taki czas, że z tą rodziną zasiada ...
Nowy rok, nowa ja – odnieś sukces, poznaj 5 powodó... Co roku to przerabiamy. Schudnę. Zmienię pracę. Przestanę jeść śmieciowe jedzenie. Będę mniej czasu spędzać na telefonie. Zapiszę się na jogę. Przec...
Czy istnieje recepta jak radzić sobie ze śmiercią ... Kiedy stajemy twarzą w twarz ze śmiercią, cała reszta zdaje się zacierać i zamazywać, traci swoje znaczenie, a nasze serca wypełniają się ciężką i g...
Wycieczka na Sardynię – fotorelacja Wrzesień, mimo że już po sezonie, wydaje się jednak być całkiem niezłym miesiącem na urlop. Zdecydowanie mniej turystów, spokojniejsze lotniska i ni...

Dodaj komentarz