Dzień Ojca jest przecież (nie) ważny

Jakiś czas temu na forum padło pytanie „co wasze pociechy kupują tatusiom na Dzień Ojca?”. Pytająca – świeżo upieczona mama – nie za bardzo tryskała inspiracją i pomysłami stąd zwróciła się do innych (wszechwiedzących) członkiń. Podczas czytania odpowiedzi włos zjeżył mi się na karku!

Inspiracją do napisania tekstu po raz kolejny stały się moje ulubione fora internetowe i facebookowe grupy dla mamusiek. Jakiś czas temu padło pytanie „co wasze pociechy kupują tatusiom na Dzień Ojca?”. Pytająca – świeżo upieczona mama – nie za bardzo tryskała inspiracją i pomysłami stąd zwróciła się do innych (wszechwiedzących) członkiń o pomoc.

Odzew był ogromny, setki komentarzy, ale naiwnym byłby ktoś myślący, że były to komentarze obfitujące w sugestie ciekawych upominków, odnośniki do stron z rękodziełem, personalizowanymi plakatami, obrazkami czy breloczkami, pomysły na kartki, koszulki albo wypad gdzieś razem. Żaden ze mnie matematyk, ale myślę, że zaledwie 20% odnosiło się kulturalnie oraz ze składem i ładem do zadanego pytania, faktycznie podpowiadając i inspirując młodą mamę. A co z resztą? Co powiedziało 80% matek?

Oprócz pełnych żalu, goryczy, a czasem wręcz nienawiści do ojca swego dziecka zdań, nagminne były komentarze „nic”. Ale jak to nic? No tak to, dopóty dopóki dzieci nie pójdą do szkoły i nie będą malować laurek na lekcji to mam to głęboko gdzieś. Nic nie kupuję, bo po co? Dziecko jest małe, jaki jest sens kupowania ojcu prezentu? Jemu nic nie potrzeba. Nic mu się nie stanie jak nic nie dostanie. Nie zasługuje. On i tak ma to gdzieś. Szkoda kasy. A czym sobie zasłużył? Nie chce mi się tym zawracać głowy. On nawet nie pamięta o Dniu Ojca. Nie będziemy nawet celebrować. 

Szczęka opadła mi do podłogi szybciej niż byłam w stanie mrugnąć.

Skłoniło mnie to do głębszego zastanowienia się nad postawą tych kobiet jako matek, partnerek, żon oraz do zadania samoistnie nasuwającego się pytania dlaczego ojcom nic się nie należy? Nie mówię nawet o jakiś superdrogich prezentach, ale o odrobinie zainteresowania, bo czy oni nie mają żadnego wkładu w wychowanie dzieci i są jedynie pionkami bez prawa do zdania? Dlaczego te kobiety w większości wychodziły z założenia, że nie trzeba nic robić ani w żaden, chociażby symboliczny, sposób celebrować Dnia Ojca?

Kiedy dziecko jest malutkie to na rodzicach spoczywa obowiązek (i zaszczyt przecież) pamiętania o dniu mamy, taty czy babci. Czy takie ignoranckie, wręcz nieco chamskie nastawienie przechodzi bez echa przez męskie serce i ego czy może jestem ślepa i nie widzę, że faceci faktycznie mają takie drobiazgi i celebracje głęboko gdzieś więc czy dostaną jakąś kartke nie robi na nich żadnego wrażenia? Skąd takie zawzięcie i obojętność tych wszystkich kobiet zarzekających się, że nie będą ojcom swoich dzieci nic kupować, że nie potrzeba i że im się nie należy?

Nie chce mi się chyba nawet dokopywać do genezy i przyczyn takiego bagatelizowania roli ojca i dziwnej arogancji z tego wynikającej oraz odrzucania z lekką ręką celebracji dnia kiedy tatusiowie mogą poczuć się megaważni. Nie wierzę, że te wszystkie piszące „nic” to w 100% matki, które są rozwiedzione, samotne, zgorzkniałe bądź użerają się na przykład z partnerem alkoholikiem. Bo przecież pisały to też matki, których zdjęcia profilowe przedstawiały piękną, uśmiechniętą rodzinkę z tatą na czele. Jak widać to jednak nic nie znaczy… Bo tata i tak gówno dostanie. Ani me, ani be, ani pocałuj mnie w tyłek.

Nie podoba mi się taka postawa, nie dlatego, że jestem zbieraczką i fanatyczką bibelotów, tandetnych kubeczków, słodkich kartek i kocham taplać się w komercyjnym badziewiu, ale dlatego, że lekceważąca postawa matek była w mojej opinii nie na miejscu. To tak jakby powiedzieć „tata to taka gorsza mama”. Mamie należy się cały splendor, a tacie tylko ochłapki, które spadną ze stołu. Mamy chcą, żeby tata się angażował w wychowanie i opiekę nad dzieckiem, a jednocześnie dają mu soczyste uderzenie w twarz i mówią „a na co komu dzień ojca”.

Drogie panie, zastanówmy się czy nasza obojętna postawa i sprowadzanie dnia ojca do poziomu kolejnego zwykłego dnia nie jest krzywdząca. I może tata, choć nigdy by się publicznie nie przyznał, bardzo chciałby otrzymać kiczowatego misia i kubek „najlepszy tata na świecie”? Jak niewiele trzeba by kogoś dowartościować?

Podobne wpisy

Czego nauczył mnie żłobek Trzy dni żłobka w tygodniu to nie taka tragedia jak wiele osób myśli. Na początku było ciężko, bo jak tu rozstać się z jedenastomiesięcznym człowiec...
6 ekstremalnych ćwiczeń dla przyszłych rodziców &#... Dwie kreski na teście. Radość pomieszana z paniką. Pierwsze zakupy. Fotelik jest, wózek jest, łóżeczko, zapas pieluch, ciuszki, butelki, bujaczki, p...
50-latka idzie rodzić Marzenie o rodzinie i dziecku jest jednym z najsilniejszych motorów napędowych w życiu człowieka. Nie ma wyższej formy spełnienia i radości niż posi...
Prosty poradnik jak upokorzyć kobietę na porodówce... Nie pracuję w szpitalu. Nie pracuję dla służby zdrowia. Nie mam w rodzinie czy wśród znajomych położnych i ginekologów, a jednak liczba zasłyszanych...

Dodaj komentarz