Dwulatek w poplamionym Gucci

Wiadomo, dziecko się wywróci, wytrze brudne ręce w kurtkę, wdepnie w błoto. Nic nadzwyczajnego. Wieczorem dostałam długiego smsa od matki. Miała pretensje, że dziecko ubrudziło swoją kurtkę, a ona była z Yves Saint Laurent. Bardzo droga. I niewiadomo, czy w pralni ją wypiorą, bo jej nie wolno normalnie prać, no i ona się boi dać jakiś odplamiacz, bo to delikatny materiał.

Jakiś czas temu poszłyśmy z córką na zajęcia artystyczne. Zajęcia artystyczne to wielka nazwa – chodzi przecież o paćkanie farbą po kolorowych kartkach, mieszanie kolorów ciastoliny aż do osiągnięcia mało efektownego odcieniu szarości oraz sypanie brokatu na gluty kleju. Ale zabawa za to przednia. Ludzi było niewielu, sala nieduża, siłą rzeczy słyszałam ich romowy.

I czasem po prostu słuchasz, wbrew swoim zasadom, że to nieładnie… Bo to co słyszysz, uderza w ciebie aż tak mocno.

Głos nianii to łamał się, to wyrażał oburzenie.

– Poszłyśmy do parku. Było trochę mokro. Mała zbierała liście. Potem zbierałyśmy kasztany. Wiadomo, dziecko się wywróci, wytrze brudne ręce w kurtkę, wdepnie w błoto. Ona ma dopiero dwa lata! Nic nadzwyczajnego. Wieczorem dostałam długiego smsa od matki. Miała pretensje, że dziecko ubrudziło swoją kurtkę, a ona była z Yves Saint Laurent. Bardzo droga. I niewiadomo, czy w pralni ją wypiorą, bo jej nie wolno normalnie prać, no i ona się boi dać jakiś odplamiacz, bo to delikatny materiał – niania mówiła jednym ciągiem. – Potem napisała, że dziewczynka przemoczyła buty. Uggi. I zostaną plamy. No i gdzie jest czapka? Bo ta czapka była z pomponem z szopa, prawdziwe futro rozumiesz?! I ona nie może jej znaleźć – mówiła z coraz większym żalem. – Co się okazało? Czapka była na misiu. A miś na półce, ale i tak mi się oberwało. Powiedziała, że powinnam pokryć koszty czyszczenia tych ciuchów. Że to ostatni raz, kiedy takie coś ma miejsce, że ona nie będzie tego tolerować, bo to są drogie rzeczy i powinnam je szanować.

I w tym momencie chciało mi się krzyczeć „ale jak to?”. Nie wierzyłam…

Niania mówiła dalej:

– Szanuję każdą własność. I serio, nie rozróżniam czy to spodnie z bazaru, czy od projektanta. No, ale kto normalny daje dziecku takie rzeczy na codzienny szał ciał? Ona każdego dnia rano przygotowuje mi ciuchy dla córki. Kiedyś musiałam ją przebrać więc wyjęłam z szafy pierwsze lepsze spodnie, potem dostałam reprymendę, że takie spodnie nie pasują jej do sweterka i żebym następnym razem konsultowała w co ubieram dziecko, jeśli zajdzie potrzeba. Czy to nie jakaś paranoja? – mówiła zdenerwowanym głosem. – Czy ona oczekuje, że ja będę zajmować się jej dzieckiem czy ciuchami? Mam sprawić, żeby mała spędziła fajnie czas czy mam chuchać i dmuchać na jej firmowe spodenki? Nie patrzę na metki, nie znam jakiś Laurentów, nie rozpoznaję logo Versace i tak dalej, dla mnie kurtka to kurtka i wiadomo, że dziecko ubrudzi ją wcześniej czy później. Idzie do parku, do piaskownicy, zbierać kasztany, co ona oczekuje?

****
Historia prawdziwa.

Do przemyślenia. Do zastanowienia.

Nie oceniam gustu rodziców. Jeżeli stać ich na Gucciego i sandałki od Loubutina dla córki to czemu nie. Każdy kupuje to na co pozwala mu portfel. Nie oceniam czy to głupota stroić dziecko w tak drogie ciuchy. Nie oceniam czy to z potrzeby serca, czy z potrzeby lansu. Twój cyrk i twoje małpy.

Oceniam natomiast traktowanie opiekunki. Oceniam kompromis między fajną zabawą, a obsesyjną dbałością o idealny stan markowych ciuchów.

Czego wielu perfekcyjnych rodziców nie dopuszcza do myśli, że dziecko to dziecko – lubi błoto, farbki, sos pomidorowoy, wycieranie śpika w rękaw, leżenie w piasku, tarzanie się po trawie i skakanie w kałużach. I czego wiele osób nie pojmuje to fakt, że dla niektórych ludzi logo czy metka drogiej firmy nic nie znaczą ani niczym się nie wyróżniają. A już w ogóle nie mają absolutnie żadnego obowiązku składać pokłonów i stresować się dbałością o markowy sweter. Pewnie, można uważać, żeby dziecko zanadto się nie umorusało, ale czy to ma być nadrzędny punkt? A dobra zabawa, a rozwój, a relacje, a samopoczucie?

Nigdy nie miałam (i mieć nie będę!) wyrzutów ani pretensji wobec pań ze żłobka, że koszulka była brudna od farbek albo spodnie pokryte klejem i brokatem. Dla mnie to znak, że córka fajnie się bawiła. Jeżeli nie ufasz innym ludziom, kiedy zajmują się twoim dzieckiem, boisz się o Vittony i Uggs to po prostu ich nie zakładaj zamiast potem besztać innych, że coś się poplamiło. Daj coś tańszego, czego nie będzie ci tak szkoda. Dziecku i tak to jest obojętne, a ty – serio! – chyba możesz przełknąć, że dziecko nie ma na sobie tych niebotycznie drogich dżinsów.

Konkluzja jest prosta: paranoja i snobizm rodziców nie powinny odbijać się na dziecięcej frajdzie czy na czyimś poczuciu wartości. No chyba, że dopiszesz w kontrakcie zatrudnienia nianii, że ma pilnować markowych szmatek i bronić ich czystości ze wszystkich sił, a dziecko ma siedzieć w domu na pluszowym, białym dywanie i nie wolno mu wyjść na dwór ani pobawić się w piaskownicy.

Ale wtedy zastanów się czy na pewno dobrze ogarniasz bycie rodzicem….

 

Podobne wpisy

Dlaczego Dzień Dziecka jest ważny Dzien Dziecka zbliża się wielkimi krokami. Wielu rodziców (w tym i ja) już pewnie dawno ma zorganizowany upominek, który wywoła na twarzach namłodsz...
10 rzeczy jakich nie powinnaś oczekiwać, jadąc na ... Sezon wakacyjny w pełni. Szaleństwa na basenach, wyjazdy do rodziny, wypady w góry, nad morze, loty, promy, pociągi, samochody. Dla rodziców, którzy...
Recenzja fotelika CYBEX ATON Q – czy warto g... Jak dawno nie było tutaj żadnych recenzji! Nadeszła zatem wiekopomna chwila. Jeśli jesteście na etapie zakupu pierwszego fotelika dla swojej pociech...
Kserokopia manekina Moda jak każde niebezpieczne narzędzie powinna mieć naklejki ostrzegawcze, znaczek 18+ i nie powinno się jej nadużywać. W modzie nie chodzi przecież...

Dodaj komentarz