Droga matko przechwalająca się swoim spektakularnym „bounce back”

Żadna z nas nie potrzebuje twojego zdjęcia cztery godziny po porodzie, kiedy paradujesz po oddziale w swoich obcisłych dżinsach. Żadnej z nas nie obchodzi zdjęcie twojego płaskiego brzucha i ud pozbawionych rozstępów. Nie chcemy też słyszeć pseudomotywacyjnej gadaniny jak samą tylko wolą zmusiłaś swoje ciało do magicznego skurczenia się.

Wszyscy je znamy. A jak nie znamy osobiście to atakują nas z profili społecznościowych. Tak zwane kobiety, które zaraz po porodzie magicznie wróciły do swojej wagi sprzed ciąży. Serio, ale tak całkiem serio nic nie burzy we mnie krwi bardziej niż pełne fałszywej skromności bądź irytującego patosu przechwałki jak to właściwie parę godzin po porodzie straciły wszystkie kilogramy, wcisnęły się w rurki, a skóra w mgnieniu oka wróciła do idealnej jędrności.

Nie oszukujmy się – kobiety (za bardzo!) przejmują się swoją wagą. Boimy się za ciasnych dżinsów, przeraża nas opinająca się na biuście bluzka, nadchodzące wakacje czy ślub. Kilogramy i centymetry definiują nasze życie (choć tak szczerze to nie rozumiem DLACZEGO?!). Kiedy na teście pojawiają się dwie kreski, równolegle do radości, podekscytowania bądź niepewności pojawia się autentyczne przerażenie – czas pożegnać się z obecną figurą, czas powitać rozstępy, skórę jak bibuła i nadprogramowe kilogramy, które nijak nie zejdą. Wraz z każdym mijającym miesiącem z niepokojem obserwujemy wędrującą w górę wskazówkę wagi, nasze ciało, które zmienia się w nieznany nam sposób. Obserwujemy rozciągającą się skórę, straszący cellulit, zatrzymującą się wodę, żyły i siatkę rozstepów. I po prostu boimy się o swoje ciało… Boimy się o swój wygląd. Boimy się, że ciało może już nigdy nie wrócić do kształtu sprzed ciąży.

Kiedy wydajesz na świat swoje dziecko, a tygodnie mijają na przystosowaniu się do nowej sytuacji (oraz na byciu zmęczoną), zwykle nie masz czasu na siebie, na zadbanie o swoje ciało, na siłownię, na bieganie, na trenerów i zumbę. I wtedy ni stąd ni zowąd atakują cię matki, które wróciły do swojej wagi sprzed ciąży w kilka dni (jeśli nie godzin) – po angielsku nazywa się to „bounce back” (dosłownie „odbić się”) i kiedy słyszę ten zwrot, na mojej skórze pojawiają się ciarki, a na twarz wyystępuje grymas złości. Świetnie, gratuluję. Nie, nie zazdroszczę ci. Bo lubię swoje ciało takim, jakim jest nawet jeżeli pozostało mi trzy ekstra kilogramy, a uda nie są idealnie gładkie jak kiedyś. Ale wkurza mnie coś zupełnie innego… To o czym nie mówisz, co kamuflujesz, sprytnie omijasz, ton twojego głosu, który każe tym mniej uprzywilejowanym matkom struchleć i schować się za kurtyną wstydu, twoja duma podszyta lekkim cynizmem, którą bezczelnie rozsmarowujesz innym kobietom po twarzach.

Może masz dobre geny. Może jesteś naturalnie bardzo szczupła i masz świetną przemianę materii, podczas gdy ktoś inny od samego patrzenia na czekoladę przybiera na wadze. Może katowałaś się restrykcyjną dietą w czasie ciąży. Może masz czas na zajęcia indywidualne z trenerem, na godziny cardio, a może twoje dziecko grzecznie śpi i masz kiedy ćwiczyć w domu z Mel B. A może zamówiłaś sobie gotowy catering i codziennie miły pan dowozi ci miseczki ze skrupulatnie wyliczonymi makro, więc nie musisz gotować i nie masz potrzeby podjadać pierwszych lepszych śmieci, jakie znajdą się w zasięgu twojej ręki. A może masz kasę na drogie zabiegi. Może jesteś zawodową sportsmenką.

Super. Chwała ci za to. 

Daruj sobie jednak epatowanie swoją zajebistością. Żadna z nas nie potrzebuje twojego zdjęcia cztery godziny po porodzie, kiedy paradujesz po oddziale w swoich obcisłych dżinsach. Żadnej z nas nie obchodzi zdjęcie twojego płaskiego brzucha i ud pozbawionych rozstępów. Nie chcemy też słyszeć pseudomotywacyjnej gadaniny jak to doskonały balans psychiczny i spokój wewnętrzny pozwoliły ci zwalczyć pokusy oraz jak samą tylko wolą zmusiłaś swoje ciało do magicznego skurczenia się. Nie interesuje nas twój program treningowy ani katorżnicza rutyna dnia codziennego. Zachowaj te osiągnięcia i trudy „supermatki” dla siebie.

Nic nie wkurza mnie bardziej niż matka, która w dziesiątej minucie rozmowy ze mną rzuca mimochodem: „Ale ze mnie już wszystko zeszło, nic mi nie zostało po ciążowej wadze”. No i półtora oklaska. Tylko jakoś średnio mnie to obchodzi. Nie, nie czuję się gorsza, mam w dupie wyścigi, tylko, że irytuje mnie ta zbędna potrzeba obwieszczania całemu światu „jaka to jestem super”, a w podtekście jaka ty jesteś żałosna, bo dalej hodujesz te swoje pociążowe kilogramy. Niekażda kobieta ma odporną psychikę i takie głupie gadanie i przechwałki mogą nieźle zranić jej już pewnie i tak nadwątlone poczucie wartości. Niekażda kobieta wpadnie na to, że twój płaski brzuszek może być efektem serii dwudziestu zabiegów w salonie kosmetycznym, ty się nie przyznasz, a one złapią niepotrzebnego im zupełnie doła.

Każdy ma swoją historię i inne priorytety. Traktuj swoje ciało jak chcesz – możesz ćwiczyć, możesz to olać, pogódźmy się jednak z faktem, że ciąża drastycznie zmienia ciała większości kobiet. Mogą już nigdy nie mieć takich ud, piersi, brzucha, nawet rozmiaru buta, mogą nigdy nie zrzucić tych ekstra pięciu kilo, tylko pytam – co z tego? Czy robi to z nich kogoś gorszego?

Byłoby fajnie, gdyby presja społeczna na idealne ciała została zastąpiona zdrowym rozsądkiem, gdyby te tysiące zdjęć celebrytek, które dwa dni po porodzie pojawiają się na galach w obcisłych kieckach przestały być tak propagowane, bo rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Gdyby te babki, którym udał się ten spektakularny „bounce back” nie wciskały innym kobietom swojego „sukcesu” do gardła.

Więcej normalności, empatii i  zdrowego rozsądku. Macierzyństwo jest wymagające, nie róbmy z tego niepotrzebnie dodatkowego wyścigu, kto szybciej wciśnie się w sukienkę z czasów liceum. 

 

Podobne wpisy

Pierwsza połowa już za mną Pierwsza połowa przeleciała tak szybko, że nawet nie zdążyłam się zorientować. Czas od zrobienia testu do lekko zaokrąglonego brzucha wydaje się jed...
Jesteś odpowiedzialny za to co oswoisz Sezon wakacyjny rozpoczęty. Dla większości to czas na wyczekany odpoczynek i relaks, a dla wielu zwierząt niestety niepewna przyszłość. I chociaż te...
Moich 7 małych zboczeń Na blogu u Malviny Pe pojawił się tekst o małych zboczeniach. Takich fanaberiach i dziwactwach, które większe bądź mniejsze, naprawdę odjechane i ta...
Zostanę psychoterapeutą papużek nierozłączek Kiedyś pożądane było być lekarzem. Albo prawnikiem. Albo księdzem. Społeczny prestiż, pieniądze, uznanie, status człowieka godnego zaufania. I choci...

Dodaj komentarz