Dlaczego nigdy nie powinnaś zjeżdżać ze ślizgawki z dzieckiem na kolanach

W parku nagle twoje dziecko wskazuje na wysoką ślizgawkę z której tak bardzo, bardzo chciałoby zjechać. Bojąc się o jego bezpieczeństwo, decydujesz się zjechać razem z nim. Sadzasz sobie dziecko na kolanach i zjeżdżacie.

Jesteś w parku. Piękna pogoda. Z daleka widzicie świetny, nowy plac zabaw. W oczach twojego dziecka zapalają się iskierki ekscytacji i radości. Biegniecie w stronę piaskownicy, huśtawek i zjeżdżalni. I nagle twoje dziecko wskazuje na wysoką ślizgawkę z której tak bardzo, bardzo chciałoby zjechać. Bojąc się o jego bezpieczeństwo, decydujesz się zjechać razem z nim. Sadzasz sobie dziecko na kolanach i zjeżdżacie. Właściwie nie jest tak źle i nawet masz z tego jakąś frajdę. Dziecko piszczy i cieszy się, wspinacie się na górę jeszcze raz. Znowu sadzasz swoje dziecko na swoich udach i zjeżdżacie…

Sielanka trwa. Do czasu gdy twoje dziecko złamie nogę. Jego tibia lub fibula pękną na pół. Może nawet przebijając skórę.

Brzmi jak horror? Jak coś surrealnego?

Większość rodziców nie zdaje sobie sprawy z niebezpieczeństwa zjeżdżania ze ślizgawki z dzieckiem na kolanach. Bo niby po co? Bo przecież jak puścić malucha samego?

Gdyby rozłożyć całość na czynniki pierwsze, zauważymy, że większość naszych pociech nosi buciki z solidną, gumową podeszwą. Podeszwą, która bardzo łatwo przykleja się do powierzchni zjeżdżalni. Nie byłoby w tym nic strasznego, gdyby nie waga rodzica zjeżdżającego w tym samym czasie w dół, bezlitośnie napierającego na przyklejoną stopkę, łamiącego swoim ciężarem kości dziecięcej nogi.

Rozentuzjazmowane dziecko rzadko siedzi na kolanach grzecznie, z nóżkami równo przy sobie i nieruchomo. Często wierci się i wije. Wystarczy chwila nieuwagi by stopka zeszła poza bezpieczne nogi rodzica i zetknęła się z powierzchnią zjeżdżalni, a wtedy zadziała już fizyka. Waga i rozmach zjeżdżającego w dół rodzica oraz niemożność odklejenia stopki przez malucha. Wystarczy chwila by nacisk na kość brutalnie ją złamał. Brzmi obrzydliwie, prawda?

Po poszperaniu w sieci okazało się, że złamania tibii i fibuli w wyniku właśnie takiego dziwacznego, tragicznego wypadku nie są aż taką rzadkością! Nie mówiąc już przy okazji o skręconych kostkach.

To chyba jedna z sytuacji gdzie dziecko jest bezpieczniejsze samo niż na kolanach rodzica. Zjeżdżając samo, ma większe czase zatrzymać się, przekręcić, uwolnić stopę i znaleźć się bezpiecznie i w całości na końcu zjeżdżalni. Mając za priorytet zdrowie dziecka, lepiej wybrać mniejszą niż wspinać na taką przeznaczoną dla dużo starszych dzieciaków i zjeżdżać z maluchem na kolanach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.