Dlaczego nie wydam tysięcy na ślub

Zawarcie małżeństwa powinno być celebracją uczuć dwóch ludzi. Nie natomiast huczną imprą – pokazówką. Niestety uczucia i relacje dwóch osób stają się często drugoplanowe, a priorytet to „pokazanie się” – na kredyt, na bogato, ze wszystkimi brokatami i długim welonem. Czy start w nowe życie warto zaczynać od kilkutysięcznego długu?

W zdecydowany procent społeczeństwa wrośnięte jest przekonanie, że najważniejszym i najwspanialszym czego może doświadczyć kobieta to wyjść za mąż. Jak gdyby to ślub decydował o jej hierarchii i warunkował to jak inni będą ją w przyszłości traktować i się do niej odnosić. Obrączka na palcu ma być symbolem dojrzałości i pełnowartości osobnika płci żeńskiej. Bez tego jest jedynie matką czyjegoś dziecka, konkubiną, nikim szczególnym w oczach sąsiadek, urzędów, kościoła, a nawet i rodziny. Jak produkt z przeceny, niby ok, nadający się do spożycia i użycia, a jednak jakiś taki z defektem i ogólnie wątpliwy.

Nie dziwota więc, że od małego pojone takimi bzdetami dziewczynki jedyne o czym marzą to romantyczne zaręczyny, a następnie wystawny ślub. Z pewnymi nieodłącznymi elementami bez których tak jakby liczył się mniej. To prozaiczne i śmieszne w mojej opinii rozumowanie wymaga absurdalnie wysokich nakładów pieniężnych, które w rożnym stopniu pożutkuje się na białe BMW, księdza, salę w domu weselnym, girlandy kwiatów, orkiestrę, ludyczny szał ciał, kanistry wódki, świniaki, sałatki, torty, serniki, ogórki kiszone i flaczki. Musi być na bogato wbrew rozsądkowi i stanowi konta. Często na przerażający kredyt, który będzie wisiał nad państwem młodym jeszcze kilka(naście) długich lat, a może nawet przeżyje ich małżeństwo, takie czasy.

Bez szpanu i lansu wesele liczy się jakby mniej. Ludzie gadają. Oceniają. Mniejsza impreza, brak bryczek i białych gołąbków, skromna sukienka i drobny poczęstunek są powodem niekończącej się gdybaniny i pogardliwych komentarzy. Kobiety przerażone tym niewdzięcznym fatum „bidnego wesela za co najwyżej dwa tysiące” popadają w paranoję i nawet te, które jeszcze kiedyś zastrzegały się, że tylko najbliższa rodzina, ze żadne cuda na kiju, idą jednak w kierunku więcej lukru, więcej puchu, więcej dzwoneczków, białe jednorożce i płatki róż. A każdy taki satynowy płatek kosztuje. Niemało.

Osobiście… Nie wydam tysięcy na wesele. Nie będzie designerskiej sukienki ani butów od Jimmy Choo. Żadnych hektolitrów wódki, białej limuzyny, wynajmowania całego hotelu. Dla mnie to strata pieniędzy. Strata pieniędzy dla zamknięcia komuś ust. Dla zaszokowania niedowiarków oraz ułagodzenia tych najbardziej krytycznych, którzy na co dzień latają nam u wiadomo czego, a którym najbardziej chcemy utrzeć nosa. Dla wydania imprezy o jakiej będzie się gadać i gadać i jakiej nikt długo nie przebije. Matko, po co ten stres?! Wydatki?! Strata czasu na zabawianie rzeszy samozwańczych krytyków i etatowych oceniaczy?

A przecież zawarcie małżeństwa powinno być celebracją uczuć dwóch ludzi i ich chęci do wspólnego życia. Nie natomiast huczną imprą – pokazówką. Odnoszę gorzkie wrażenie, ze jednak uczucia i relacje dwóch osób stają się drugoplanowe, a priorytet to „pokazanie się” –  na kredyt, na bogato, ze wszystkimi brokatami i długim welonem. Czy start w nowe życie warto zaczynać od kilkutysięcznego długu? Czy nie lepiej przeznaczyć te pieniądze na niezapomnianą podróż poślubną? Na depozyt na mieszkanie? Na wyprawkę? Na coś dla dziecka? Nawet na nowy samochód? 

Może to moje ekstremalnie pragmatyczne myślenie zabijające romantyzm i faktor „wow”, który niby każdy ślub mieć powinien, tak? A jednak w moim oczach ta desperacka, czasem nieświadoma, próba popisania się przed ciotkami, koleżankami, sąsiadkami i liczenie na szczodrość rodziców bądź umoczenie tyłka w kredycie nic wspólnego z romantyzmem nie ma.

To ma być dzień o jakim nie zapomnisz, ale z zupełnie innych powodów! 

Podobne wpisy

Jaka jest Twoja ulubiona książka z czasów dziecińs... Każdy z nas ma chyba taką jedną książkę, która kojarzy mu się z dzieciństwem i zajmuje specjalne miejsce w jego sercu. Dla mnie taką książką jest "R...
Dlaczego Polska jest zaściankiem seksualnym Europy... Ostatnio w Polsce wszyscy są ginekologami. Temat aborcji jest tak ciężkostrawny i wałkowany na wszelkie możliwe sposoby, że postanowiłam na chwilę o...
Handel na fejsie, czyli mama sprzedaje, kupuje, os... Coraz bardziej się przekonuję, że trzeba zawijać manatki i uciekać z wszelakich matczynych grup na facebooku, których celem jest sprzedaż, kupno i w...
50-latka idzie rodzić Marzenie o rodzinie i dziecku jest jednym z najsilniejszych motorów napędowych w życiu człowieka. Nie ma wyższej formy spełnienia i radości niż posi...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *