Czy wegetarianie są szczęśliwi?

Tylko w pełni normalni ludzie jedzą mięso. Skoro go nie jem, widocznie coś jest nie tak z moją głową, coś mi się poprzestawiało i trzeba to koniecznie naprawić. Pokazać mi ile tracę, podstawiając ociekające tłuszczem udka z kurczaka pod nos, bo przecież tego nie można nie lubić.

Mam na imię Anna i jestem wegetarianką. Od 11 lat. Bez momentów zwątpienia, bez podważania słuszności mojej decyzji, bez żalu i rozczarowania, bez podjadania mięska kiedy nikt nie patrzy.

Nie, nie zaczęło się w ciąży ani po zatruciu pokarmowym, nie zaczęło się, bo zobaczyłam jak zarzynają świnię, a potem robią z niej kiełbasę. Po prostu się zaczęło… Tkwiło we mnie od bardzo dawna. Byłam dzieckiem wychowanym w mięsnej rodzinie, wcinającym karkówkę z grilla i zajadającym się wiejską. W późniejszym okresie przyszedł moment zastanowienia czy aby na pewno to mi odpowiada. Podjęłam próby zmiany kończące się zawsze kłótnią, porażką i kolejną porcją pulpetów. Wielki moment nadszedł pierwszego dnia na emigracji. To jest moje nowe życie, teraz jest ten czas, nie będzie lepszego momentu. I faktycznie nie było.

Z minuty na minutę podjęłam decyzję, że odtąd nie jem mięsa. Tak po prostu.

W czasie mojej jedenastoletniej podróży to nie gotowanie było najcięższe. Wszystko można ogarnąć – zupy, sosy, nawet grille. Jest mnóstwo substytutów z na przykład z fasoli, a dania wegetariańskie wcale nie są nudne, niesmaczne i bylejakie. Możliwości są niewyczerpane, jedyne co może nas zatrzymać to wyobraźnia. Jak z każdą inną formą gotowania czy pieczenia.

Z drugiej strony nigdy nie raziło mnie przygotowanie mięsa dla kogoś innego, porcjowanie kurczaka, krojenie żylastych kawałków wołowiny. Przejście na wegetarianizm nie oznaczało zatem, że już nigdy nie wrzucę do koszyka w supermarkecie tacki udek, bo znajomi przychodzą na grilla. Nigdy nie odmawiałam komuś kawałka mięsa tylko dlatego, że ja sama tego nie jem. Bo decyzja o takiej diecie była moja, a nie wszystkich dokoła.

Najcięższym wyzwaniem byli ludzie, rodzina, przyjaciela, partner. Najtrudniej mierzyć się z niezrozumieniem, docinkami, złośliwościami i próbami przywrócenia mnie społeczeństwu i zrobienia ze mnie „normalnej osoby”. Bo tylko w pełni normalni ludzie jedzą mięso. Skoro go nie jem, widocznie coś jest nie tak z moją głową, coś mi się poprzestawiało i trzeba to koniecznie naprawić. Pokazać mi ile tracę, podstawiając ociekające tłuszczem udka z kurczaka pod nos, wciskać kiełbaski z grilla, kłaść plasterek szynki na kanapkę, wrzucać kości do zupy. Bo przecież tego nie można nie lubić. Bo przecież nie będę miała energii, bo przecież taka jestem mizerna. Ludzie jedzą mięso, zawsze jedli, zawsze będą. Dlaczego kwestionować matkę naturę? Dlaczego wydziwiać, żywić się zieleniną i tłumaczyć cierpieniem niewinnych zwierząt?

Nigdy do końca nie udało mi się pojąć dlaczego ludziom przeszkadza mój wegetarianizm skoro w żaden sposób nie rzutuje na ich dietę, samopoczucie czy styl życia. Nikogo nigdy nie przekonywałam by zaprzestał jedzenia mięsa, bo to nieetyczne, niezdrowe czy co tam jeszcze. Nie byłam tą eko wariatką, która podsuwała znajomym pod nos ulotki ze smutnymi krowami, które stoją w rzeźni i czekają na swoją kolej by stać się stekiem. Nigdy też nikogo nie piętnowałam, bo wgryzał się w wielki kawałek cielęciny i aż przy tym mruczał z zadowolenia. Nigdy nikomu nie odmawiałam mięsnego obiadu jeżeli tylko taki zapragnął zjeść, będąc u mnie w gościach. Dlaczego zatem ja muszę mierzyć się z niechęcią, docinkami i sarkazmem?

Wybrałam wegetarianizm świadomie.

Wybrałam, bo nie lubię bezsensownego zabijania zwierząt i całej tej brudnej, okrutnej, egoistycznej otoczki jak wrzucanie żywych istot do wrzątku, denerwuje mnie niepotrzebne cierpienie w imię ludzkich zachcianek. Tak, robi mi się smutno kiedy pomyślę o ciężarówkach pełnych koni, które jadą do rzeźni, nie katuję się jednak brutalnymi filmikami, które co chwila pojawiają się w sieci. Mam świadomość tego co się dzieje, nie podoba mi się to i dokładam małą cegiełkę by nie być częścią tego procederu. Wierzę, że mięso nie jest nam do życia i zdrowia potrzebne. Wybrałam, bo bez niego dobrze się czuję fizycznie, nie mam spadku sił czy anemii. Moje wyniki są bardzo dobre (i takie też były podczas ciąży). Wybrałam też ze względu na środowisko, ilość zanieczyszczeń, która powstaje w związku z masową hodowlą zwierząt przeznaczonych na ubój. Nie jestem ekologicznym świrem. Ale to mój mały wkład w planetę Ziemię. Zrezygnowałam z mięsa, bo tak podpowiadało mi serce i sumienie.

Czy można być szczęśliwym, będąc wegetarianinem, mając limitowany wybór w restauracjach, całkowicie rezygnując z niektórych dań?

Myślę, że szczęście nie jest w ogóle kwestią wegetarianizmu bądz mięsożerstwa, właściwie to żadnej diety. Róbmy to z czym się ideowo zgadzamy. Jeżeli zjedzenie steka sprawia ci radość, nigdy nie powiedziałabym do ciebie „fuj nie jedz tego, wiesz jak to biedne zwierze cierpiało, wiesz ile tam chemii, antybiotyków itp?!”.

Swoje wybory zostawiam dla siebie i nie transferuję ich na innych. Jeżeli nie wyobrażasz sobie śniadania bez kanapki z szynką, nie rezygnuj z tego. Świadome czynią nas szczęśliwymi. Zgoda z własnym sumieniem, przekonaniami, preferencjami to sekret spokojnego życia. Jestem szczęśliwa, bo jestem zdrowa. Mam wspaniałą rodzinę. To co kładę na talerzu to tylko mała składowa mojego udanego życia.

Nikt nie jest złym człowiekiem, bo je mięso. Nikt nie jest nienormalny, bo go nie je.

Nie definiujmy ludzi poprzez pryzmat pożywienia. Jedzenie nie ma być kwestią chorobliwego poświęcenia, bo to tylko przyniesie nam frustracje i rozczarowanie. Wybierajmy w zgodzie z sercem, a nie pod publikę.

Podobne wpisy

Moich 20 odkryć, czyli wielkie podsumowanie roku 2... Czas na wielkie podsumowanie roku 2016. Jeszcze trwa i niby nie powinno się dzielić skóry na niedźwiedziu, ale tak serio to chyba już wiele się nie ...
4 marketingowe buble, których naprawdę nie potrzeb... Ile to razy ja, ty, ktoś z naszego otoczenia staliśmy się ofiarami przemyślnego marketingu i wmówiono nam, że czegoś potrzebujemy. Tak bardzo, że wł...
7 rzeczy, które zaskoczą cię w Wielkiej Brytanii... Rzucając hasło Wielka Brytania, jakie są Twoje pierwsze skojarzenia? Deszcz, ruch lewostronny, śmieszne gniazdka eletryczne, flegmatyczność i królow...
Wychowanie dziecka po angielsku Angielki śmieją się z Polek, a Polki drżą, kiedy widzą co wyprawiają Angielki. Każdy czerpie swoją wiedzę w pewnym stopniu z wychowania jakie sam ot...

Jedna myśl na temat “Czy wegetarianie są szczęśliwi?”

Dodaj komentarz