Czy cierpisz na #FOMO?

FOMO to wbrew pozorom przypadłość poważniejsza niż nam się wydaje. Odbiera bowiem umiejętność cieszenia się tym, co akurat mamy obok – spacerem, słońcem, pocztówką z wakacji, rozmową z sąsiadką, smakiem kanapki. Czy i Ciebie dopadło?

Tyle lat używania social media i dopiero niedawo dowiedziałam się o takim stworze jak FOMO. Złowrogo brzmiący skrót to nic innego jak „fear of missing out”, czyli strach przed ominięciem czegoś. W odniesieniu do social mediów to nic innego jak życie w wirtualnym świecie. Bycie jednostką, która za wszelką cenę chce być na topie z wiedzą o wszystkim co ważne, modne i interesujące. To też nic innego jak obsesyjne klepanie w klawiaturę i dodawanie fotek, lajkowanie, meldowanie się, by cały czas utrzymać status aktywnego, interesującego użytkownikiem, arcyzajętej osoby, która nie robi nic innego niż picie kawy w Starbucksie, pisanie bliżej niezdefiniowanych tekstów (oczywiście na Macu) oraz strzelanie selfie.

Dotknięci FOMO doznają nieprzyjemnych dreszczy, kiedy z jakiś powodów muszą oderwać się od klawiatury lub ekranu telefonu, by zająć się realnym życiem, bo przecież akurat wtedy ktoś może dodać jakieś ciekawe fotki, może rozpocząć się dyskusja, a oni nie będą mogli się zaangażować. Stres spowodowany potencjalnym byciem pominiętym w socialowych wydarzeniach przekłada się na ich zwykle życie, powodując irytację oraz wrażenie, że ktoś tam akurat robi coś ciekawszego, fajniejszego i bardziej trendy podczas, gdy oni skazani są na „dzień świstaka” i na przykład prozaiczne czynności jak wyrzucanie śmieci, odprowadzenie dziecka do szkoły, rozmowa z klientem czy gniecenie się w metrze.

FOMO to wbrew pozorom przypadłość poważniejsza niż nam się wydaje. Odbiera bowiem umiejętność cieszenia się tym, co akurat mamy obok – spacerem, słońcem, pocztówką z wakacji, rozmową z sąsiadką, smakiem kanapki. Obsesyjna chęć życia w wirtualnym świecie social media odbiera zdroworozsądkowość i spontaniczność.

Znacie takie profile? Kogoś kto wiecznie jest online, kto zasypuje sieć dziesiątkami zdjęć, melduje się co kilka minut gdzie indziej, udostępnia wydarzenia, koncerty, chwali się co zjadł, co wypił, gdzie balował, jakie kwiaty ma w ogródku, jakie buty kupił, jaką ma kolekcję okularów, pokazuje nawet swój szampon, bo akurat jest taki specjalny koreański, menu restauracji, widok z biurowego okna, nowy samochód, butelkę piwa w pubie, wszystko byleby tylko udowodnić całemu światu, że jest ciekawą, kreatywną osobą, która prowadzi niezwykle barwne i niedostępne dla zwykłych Januszy życie. Melduje się wszędzie – na stacji, w kawiarni, na siłowni, w sklepie, na koncercie, w samolocie, w muzeum, na plaży, w domu, na poczcie, jego profil jest jak GPS, śledzi ścieżki codziennego życia. 

Social media jest wystawianiem się na pokaz publiczny, proszeniem się o ocenę, chwaleniem się. I każdy z nas dodaje zdjęcia, lajkuje, melduje się, nic w tym dziwnego, na takie zasady się przecież godzimy. Granica między używaniem a nadużywaniem social media jest jednak niezwykle cienka, a stanie się takim fomo stworem niezwykle łatwe.

Życie w sieci jest bardziej kolorowe, wyretuszowane, zaspokajające naszą gnuśność, prowizorycznie lepsze i sprawia, że zwykłe życie wydaje się nam szare, nudne i byle jakie. Nie doceniamy go, bo i po co… Wystarczy odpalić instagrama albo fejsa i dać się pochłonąć pięknym twarzom, zgrabnym udom, wegańskim posiłkom, bajecznym koktajlom, domom urządzonym w stylu skandynawskim, sportowym autom, wycieczkom do Kambodży, leniwym wieczorom z Dostojewskim oraz herbatą. Wszystko oznaczone, otagowane, z nałożonym filtrem. Tylko, że jakoś tak właściwie to ten posiłek nie ma smaku, wycieczce brakuje emocji, bo to tylko cudze migawki, zgrabnie edytowane urywki.   

Zamiast obawy, że coś nas ominie w wirtualnej krainie próżności i pozorów, warto martwić się, żeby nie ominęło nas coś ważnego w prawdziwym życiu. Zamiast o internetowe relacje, dbajmy o to prawdziwe, tuż obok nas. Wypijmy dobrą kawę, idźmy na długi spacer, poczytajmy dziecku do poduszki, zaśnijmy spokojnie bez potrzeby meldowania się, klikania kciuka w górę, przeglądania setek profili…

 

Podobne wpisy

Zamiast iść do lekarza, uruchom fejsa Czytamy rozpaczliwe błaganie: “Jestem w 37 tygodniu ciąży. Zaczęłam krwawić i bardzo boli mnie podbrzusze. Ratunku, jakie macie sprawdzone sposoby na ...
Polak Polakowi wilkiem Emigracja to prawdziwy test na przystosowanie do życia, umiejętność radzenia sobie z tęsknotą, rozłąką i nierzadko samotnością. To także test na twa...
Dlaczego nie jesteśmy zadowoleni z tego co mamy Cały czas porównujemy się do innych, oceniamy i zazdrościmy. Wnikliwie obserwujemy cudzy dobytek, relacje rodzinne, powodzenie w życiu i zalewa nas ...
Co zrobić, by (NIE) być moim przyjacielem Znacie ten mem? Miał 3478 znajomych na facebooku, a na jego pogrzebie było 5 osób. Wychodzi na to, że te pozostale 3473 osoby miały niezwykle ważne ...

Dodaj komentarz