Czekająca na cud

Później loguje się Facebooka i w wyszukiwarce wpisuje imię i nazwisko swojego byłego… Byłego, który był spełnieniem jej marzeń i fantazji, szczupły, wysoki, z szelmoskim uśmiechem i błyskiem w oku. Jego żona, śliczna blondynka, uśmiechnięta, promienna i radosna trzyma go za rękę kiedy razem spacerują po pięknym deptaku, gdzieś na wakacjach. Zna to zdjęcie na pamięć. Każdy szczegół.

Przytula się do grubego faceta po czterdziestce, łysego i ze sztywnymi włosami wystającymi z małżowin usznych. Ubrana w czerwony, welurowy dres, skarpetki w sówki i hipsterskie okulary w lekko różowym odcieniu, które nijak nie pasują do jej pucułowatej buźki i lekkiego trądziku, ciężko wzdycha i dodaje na insta kolejne brzydkie zdjęcie zjedzonej dzisiaj drożdżówki, kwiatków kupionych na targu i nowych sandałków. 

Otwiera któregoś z kolei maila z informacją, że jej CV zostało odrzucone. Wzdycha i zaczyna tyradę jak to nikt nie wyznaje się na jej umiejętnościach i osobowości. Później loguje się Facebooka i w wyszukiwarce wpisuje imię i nazwisko swojego byłego… Byłego, który był spełnieniem jej marzeń i fantazji, szczupły, wysoki, z szelmoskim uśmiechem i błyskiem w oku. Jego żona, śliczna blondynka, uśmiechnięta, promienna i radosna trzyma go za rękę i razem spacerują po pięknym deptaku, gdzieś na wakacjach. Zna to zdjęcie na pamięć. Każdy szczegół. Więcej nie może podglądać, bo nie jest z nim znajomą, a jego ustawienia prywatności nie pozwalają na przeglądanie wszystkich albumów. Za każdym razem jednak łudzi się, że to się zmieniło i próbuje. Wyłącza Facebooka.

Jej grubiutki narzeczony, tak jest jej narzeczonym, mocno przytula ją swoim pulchnym ramieniem i sugeruje, żeby napili się wina. Włoskiego. Czerwonego. Takiego jak lubi. Namiastka luksusu i wolności. Tak jej się wydaje. Szybko robi zdjęcie, później wstawi je na insta.

Kiedy wino lekko uderza jej do głowy, w umyśle zaczyna się szaleństwo wyrzutów, pytań i żali. Co się stało, dlaczego, zaczyna widzieć swoje życie w karykaturalnym świetle – swojego partnera, który nie jest w jej typie ani jej nawet nie pociąga, który ma nadwagę, a zawsze tym gardziła i chociaż w sumie ma złote serce, a to powinno być najważniejsze to czasem przynudza jak jej ojciec. Chociaż z drugiej strony to w sumie zabiera ją na zagraniczne wycieczki, bo jego stać, a ją nie. Kupuje co tylko chce więc co z tego, że do siebie nie pasują, że są jak dwie ciepłe kluchy. No i jej praca… Nikt nie chce jej zatrudnić. Przecież ma wysokie kwalifikacje. Czemu ją skreślają? Musi pobierać zasiłek dla bezrobotnych. Matko! Ona! Zasiłek! 

Jak to się stało, że z poziomu gorącego faceta, dobrze rokującej kariery i przebojowej osobowości spadła na poziom zera, którego nikt nie chce – zawodowo i prywatnie. Musi zadowalać się ochłapami, starym, zdesperowanym kawalerem, który oświadczył się jej po pięciu miesiącach oraz siedzeniem w domu, mimo, że ma doktorat i powinna teraz pracować na wyróżnianie, artykuły i sławę na polu naukowym. Gdzie popełniła błąd? 

Chciałaby być modna, piękna, szczupła, mieć fajne hobby, dużo obserwujących na insta, zabójcze zdjęcia i słyszeć masę komplementów. Zamiast tego ma przyjaciół, którzy założyli rodziny i z sukcesami prowadzą swoje życia zawodowe i nie chce im się z nią rozmawiać, bo przynudza, narzeka i się użala, więc to chyba już byli przyjaciele… Zamiast modnego domu tkwi tutaj… Na czwartym piętrze brzydkiego bloku, w kawalerce z meblami z ikei, bez pracy i z facetem, który wyglada jak jej wujek. Ma prawie 35 lat i czuje, że traci kontrolę nad swoim życiem…

Nie tak dawno obserwowałam taką osobistą katastrofę. Chciałam pomóc, zostałam zastrzelona nieustannym marazmem i narzekaniem. Zrozumiałam, że ta osoba czeka na cud… Na każdym polu. Na księcia, na miliony na koncie, na propozycje współpracy of największych firm, na splendor i sławę… Czeka, siedząc dupskiem na kanapie i wyjadając okruszki croissanta z dresu.

Absurdy postępowania takich udręczonych, zrezygnowanych i niezadowolonych nie przestają mnie zadziwiać. Godzą się na coś co po prosu się pojawi, napatoczy, bojąc się, że nic lepszego im się nie przytrafi. Łapią się byle czego, byle kogo, dla zabicia pustki, stworzenia pozorów szczęścia i uciszenia wyrzutów sumienia i gadania rodziny. Atrakcyjne dziewczyny przyczepiają się do mało atrakcyjnych grubasów o wprawdzie dobrych intencjach i pełnych portfelach, uczą się ich trochę kochać, powtarzają, przecież nie są tacy źli, bywają gorsi, ale gdzieś na dnie ich głowy cały czas jednak przywołują zdjęcia przystrojonego eks. Idą na ustatkowane i nudne życie, przewidywalne dni biegnące leniwym rytmem, które ich nie cieszą ani nie satysfakcjonują, rezygnują z hobby i pasji, godzą się na przeciętne kariery. W imię czego?! Medalu za poświęcenie?

Udają, że wszystko jest ok… 

Niefortunne zdarzenia z przeszłości traktują jak koniec świata. Katują się za nieprzemyślane decyzje. Obwiniają wszystkich i wszystko. Świat się na nie uwziął. A one chciałaby tak wiele… Tylko, tylko… Tylko, że nie mają już odwagi, chęci, motywacji by po to siegnąć. Godzą się więc na bylejakość, przeciętność i dożywotnie niezaspokojenie. Żyją w związkach, które je nie uszczęśliwiają, z partnerem, który jest wprawdzie o złotym sercu, ale jednocześnie nudny, nieatrakcyjny, taki z odrzutu, bo nikt go już nie chciał.

Ale jej też nikt nie chciał. Zatem chyba dobrze się składa. Pasują do siebie.

Jak to działa? Czy bojąc się samotności i odrzucenia, godzą się na resztki z cudzego stołu zamiast wstać i walczyć, spiąć cztery litery i iść do przodu? Rozumiem, że jest wiele czynników, wypadków losowych i składowych, które mogą tworzyć niesprzyjające okoliczności jednak nie wierzę w fatum tak okrutne i bezwzględne by nie móc się pozbierać do kupy. I czy taka osoba nie powinna czasem schować dumy do kieszeni i posłuchać rady, szukać pomocy, zrobić krok do tyłu, żeby nabrać dystansu i odzyskać swoje życie?

Pchana desperacją i poczuciem beznadziejności łapie co jej się nawinie, a porażki życiowe zrzuca na karb wszystkich, tylko nie siebie samej. Patrzy na siebie sprzed kilku lat i popada w jeszcze większą rozpacz, bo nic z tego co tak bardzo pragnęła się nie spełniło…

Została z badziewiem. Z namiastką i ułudą szczęścia.

Łatwo powiedzieć „wstań i walcz o swoje marzenia”, trudniej dźwignąć tyłek. Ale najtrudniej za dwadzieścia lat przyznać się przed samą sobą, że przegrało się i zmarnowało swoje życie.

Podobne wpisy

Żadna praca nie hańbi! Czyli krótka rozprawa o sza... Jadę sobie rano, wiadomo ruch, nierozważne łajzy, ślimacze tempo, brak migaczy, roztargnione matki obładowane plecakami, hulajnogami i torebkami. Og...
Dlaczego faceci mają łatwiej Podobno kobiety mają w życiu łatwo. Tak jest przynajmniej według mojej drugiej połowy - bo tylko pachniemy i wszystko mamy podetknięte pod nos. Czyż...
Weź się nie przejmuj! Doświadczenie cudzej niechęci czy niekrytego sarkazmu jest nieprzyjemne, bolesne i potrafi skutecznie pozbawić motywacji do dalszego działania. Zabu...
Poznaj niezawodny sposób, aby przestać narzekać Czasem słyszę, że tanim banałem jest stwierdzenie, że każdy dzień to powód do wdzięczności. Bo niby za co dziękować i czym się cieszyć każdego, jedn...

2 myśli na temat “Czekająca na cud”

Dodaj komentarz