Czego pozbyłam się z łazienki i kuchni

Postanowiłam zrobić pierwszy krok, żeby było lepiej. I nie dlatego, że to modne, czy żeby dostać oklaski. Nie dlatego, że jest nowy rok. Nikt mnie nie namówił. Nie przeczytałam setek pompatycznych artykułów i nie wysłuchałam dziesiątek rzewnych vlogów. Naprawdę.

Aby zobaczyć zmiany na świecie, trzeba zacząć od siebie. Na nic zdaje się gadanie, że przecież moja postawa i działanie się nie liczą, bo są tysiące innych ludzi, którzy przecież to zrobią za mnie i będzie ok. Nie. Każda zmiana zaczyna się od jednostki. Od ciebie. Ode mnie. 

I właśnie dlatego zaczęłam coś zmieniać… Postanowiłam zrobić pierwszy krok, żeby było lepiej. I nie dlatego, że to modne, czy żeby dostać oklaski. Nie dlatego, że jest nowy rok. Nikt mnie nie namówił. Nie przeczytałam setek pompatycznych artykułów i nie wysłuchałam dziesiątek rzewnych vlogów. Naprawdę. 

Postanowiłam coś zmienić w swojej codziennej rutynie i przyzwyczajeniach, w sposobie w jaki robię zakupy i w jaki dbam o siebie, a wszystko po to, żeby dołożyć swoją cegiełkę do bardziej humanitarnego i empatycznego świata. 

Łazienka. Zaczęłam od łazienki. 

Przejrzałam każdy jeden kosmetyk. Każdy jeden krem, balsam, oliwkę i spray. Obejrzałam dokładnie wszystkie palety cieni, kredki, tusze, pudry i bronzery. Pod lupę wzięłam maseczki, olejki, peelingi i żele. W razie niepewności wertowałam internet. I każdy kosmetyk, który był testowany na zwierzętach wylądował w koszu. 

Postanowiłam przestać używać produktów testowanych na zwierzętach.

Nie obejrzałam wcześniej wyciskającego łzy z oczu filmu o martwych myszach i małpkach. Szczerze? Dawno, dawno temu widziałam gdzieś jeden i nie jestem masochistką, żeby chcieć jeszcze. Co więcej, moja decyzja była przemyślana i świadoma i nie wiązała się z tym, że nagle zaczęłam maszerować po ulicy ze sloganami. Nie robię też najazdów na laboratoria. Nie jestem zbawicielką wszystkich zwierzątek, bo wyrzuciłam z szafki Garniera. Ale wierzę, że jeśli takich, jak ja – czyli takich, którzy po prostu następnym razem w markecie takiego szamponu nie kupią – jest więcej to mamy szansę dać komuś do myślenia. Nie uratuję wszystkich królików, to fakt. Nie sprawię też, że pewne firmy splajtują, bo przestanę używać ich kremów. Ale mam czyste sumienie. 

Swoją wymianę kosmetyków zaczęłam od makijażu. Ku mojemu zadowoleniu okazało się, że bardzo dużą część mogłam spokojnie zatrzymać, bo ich status „Cruelty Free” (ang. bez okrucieństwa) był jasny. A te, które poleciały do kosza były bardzo łatwe do zastąpienia.

Tuszy, cieni czy podkładów, które nie są testowane na zwierzętach jest mnóstwo. Od tańszych po droższe. W każdej gamie kolorystycznej. Nie ma takiej opcji, że ktoś spróbuje mi wmówić, że nie wymieni tego czy tamtego, bo nie ma dobrego zamiennika. Oczywiście, że jest! Wymiana kosmetyków sprawiła, że odkryłam mnóstwo nowych marek. Spróbowałam wielu zupełnie innych kosmetyków, które okazały się tak rewelacyjne, że zastanawiałam się, jak kiedyś mogłam się bez nich obejść. Etycznych firm, które produkują świetne kosmetyki jest multum. 

I powiecie, no tak, ale w Tesco szampon kosztuje parę złotych, a taki nietestowany, bardziej niszowy to pewnie trzy razy więcej. Prawda i nieprawda. Im bardziej organiczny, im mniej składników, im więcej troski i uwagi idzie w produkcję i im mniej masowy to tak – będzie droższy. Ale tak wygląda każdy rynek produktów, które nie są masówą. Uwierzcie, że jest też mnóstwo nietestowanych na zwierzętach substytutów, które są w identycznych cenach, często nawet tańsze. Mój nowy suchy szampon jest około funta tańszy niż ten, którego kiedyś używałam, a działają identycznie. Mój nowy eyeliner jest w identycznej cenie, co Rimmel i jest o niebo lepszy. Wystarczy troszkę poszperać. 

Potem zmieniłam produkty do prania i sprzątania. O dziwo, było z tym mniej problemów niż sądziłam. 

Czy to było łatwe? Czy to jest dla ciebie? Moja najważniejsza rada – zrób to stopniowo. Nie próbuj wymienić wszystkiego jednego dnia, bo oszalejesz. Wybierz na przykład makijaż oczu i sprawdź swoje cienie, kredki, tusze. Poszukaj alternatyw, wyrzuć lub oddaj to, co się nie nadaje. Za jakiś czas zrób porządek na przykład z makijażem ust, z pielęgnacją ciała. Krok po kroku. Uwierz, że nie będzie to takie trudne i zanim się zorientujesz będziesz miała kolekcję produktów „Cruelty Free”. 

Wiele firm ma świadomość tego, że konsumenci stali się bardziej wybredni, że czytają etykiety oraz kwestionują składniki i proces produkcji. Ale status „Cruelty Free” to niestety dla niektórych firm za duże ryzyko. Wiele z nich ma, za przeproszeniem, w dupie etykę i dla większych zysków decyduje się sprzedawać do Chin, gdzie testy na zwierzętach dla każdego produktu wprowadzanego na chiński rynek są obowiązkowe. Mimo, że w UE istnieje zakaz testów to jeżeli marka sprzedaje swoje produkty w Chinach to niestety sama lub poprzez zleconą firmę będzie testować właśnie tam…

Wierzę jednak, że tych firm chętnych podążać za trendem „Cruelty Free” jest więcej, bo coraz więcej konsumentów deklaruje, że testy na zwierzętach to przeżytek i niepotrzebne okrucieństwo. I to prawda. Często takie testy nie dają jednoznacznej odpowiedzi, czy produkt będzie w ogóle działał i nie podrażniał ludzkiej skóry. Różnice międzygatunkowe są zbyt duże, żeby takie testy były naprawdę w 100% rzetelne i potwierdzają to badania naukowe. W obecnych czasach istnieją rewelacyjne, alternatywne metody, więc naprawdę nie rozumiem, jak na przykład podrażnienie skóry zwierząt chemikaliami ma w ogóle miejsce w obecnym świecie?

Okrucieństwo zadawane zwierzętom w imię próżnej potrzeby ludzi, by wyglądać i czuć się lepiej nie ma dla mnie żadnego uzasadnienia. Swoje sumienie chcę mieć czyste – dla wypudrowanej twarzy, rzęs pociągniętych tuszem i ładnego zapachu nie mam zamiaru poświęcać zdrowia i życia niewinnych żyjątek. Bo mogę się „wypięknić” bez szkody dla innych istnień.

Wyszukanie alternatyw dla naszych stałych kosmetyków i produktów wymaga trochę czasu i determinacji, porzucenia przyzwyczajeń i sentymentu do pewnych marek, większej uwagi i świadomości, ale jest łatwiejsze niż wiele osób sądzi. 

Myślisz, że takie działanie nic nie zmieni? 

Jako konsument masz naprawdę wielki wpływ na to, co się dzieje! Wiesz czemu? Bo decydujesz swoim PORTFELEM!!! 

Każda zmiana zaczyna się od ciebie. Pamiętaj o tym!



Jeżeli chcecie sprawdzić, czy dana firma testuje na zwierzętach, możecie zerknąć tutaj: 

https://www.crueltyfreeinternational.org/LeapingBunny

https://www.crueltyfreekitty.com

https://logicalharmony.net/cruelty-free-brand-list/