Czego nauczył mnie żłobek

W żłobku widzę więcej plusów niż minusów. Taka placówka to szansa dla dziecka na interakcje z innymi maluchami, na rozwój pewności siebie, własnej osobowości, kreatywności, możliwości zabawy i aktywności jakie rodzicom nie przyszłyby do głowy bądź nie mieliby na nie ochoty lub środków.

Trzy dni żłobka w tygodniu to nie taka tragedia jak wiele osób myśli. Na początku było ciężko, bo jak tu rozstać się z jedenastomiesięcznym człowieczkiem z którym nie rozstawaliście się na dłużej i który nie rozumie, że czasem powrót mamy do pracy jest ważny nie tylko dla powodów finansowych. Niekażdy popiera wysyłanie dzieci do żłobka i ponowne podjęcie zatrudnienia. Zostałam niejednokrotnie obrzucona wymownymi spojrzeniami i sarkastycznymi komentarzami „jak to możesz zostawiać dziecko z obcymi”. A mogę i właściwie nie ma to nic wspólnego z moimi chorymi ambicjami zawodowymi, chęcią pobycia samej i pozbycia się marudnego bobasa na kilka godzin.

W żłobku widzę więcej plusów niż minusów. Taka placówka to szansa dla dziecka na interakcje z innymi maluchami, na rozwój pewności siebie, własnej osobowości, kreatywności, możliwości zabawy i aktywności jakie rodzicom nie przyszłyby do głowy bądź nie mieliby na nie ochoty lub środków. Dobry żłobek to spokój ducha, że dziecko nie zostaje puszczone samopas, że zje pełnowartościowe posiłki, a pracownicy dołożą wszelkich starań, by fajnie i ciekawie spędziło czas. Wiecie czego jeszcze się nauczyłam, wysyłając córkę do żłobka (niektóre punkty z przymrużeniem oka)?

1.       Nauczyłam się kupować najtańsze ciuchy, czyli takie, których nie będzie mi szkoda wyrzucić. Bo pisaki i brokat nie zawsze schodzą, podobnie trawa czy zaschnięte plamy z jedzenia. I choć wciąż z ciężkim sercem wspominam naręcze ciuchów, które musiałam po prostu wywalić (bądź przeznaczyć na tak zwane „szmaty”) to jednak zabawa i dobrze spędzony czas mojego dziecka są ważniejsze niż najpiękniejsza bluzka. Żłobek to nie rewia mody, dzieciom ma być wygodnie i praktycznie. A to wcale nie znaczy, że ktoś się przejmuje nową koszulką z Gapa, bo nikt nie będzie odmawiał dziecku malowania farbkami dla uratowania markowego ciuszka… Zatem u nas w żłobkowej modzie króluje Primark – koszulki za funciaka, kolorowe i bawełniane.

2.       Jedzenie w żłobku z innymi dziećmi to co innego niż obiad w domu – i skończyłam zachodzić w głowę dlaczego w żłobku moja córka zje dwie porcje strogonowa, a w domu kręci nosem na zwykłe ziemniaki i filet z kurczaka. Nie tknie gulaszu, ale w żłobku zje marokańską taginę z baraniną. Siła grupy. Jak oni jedzą to i ja. A w domu można wybrzydzać – wypluwać naleśniki, makaron, racuchy, kluski polane sosem. Największym zaskoczeniem jest ciasto z rabarbarem, którego w żłobku potrafi zjeść dwa duże kawałki, a w domu krzywi się i mówi „fuj”. Widocznie muszę podciągnąć się w gotowaniu i pieczeniu.

3.       Nagle odkrywam umiejętności o jakie jej nie podejrzewałam – znajomość wielu kolorów, instrumentów, liczb, zwierząt, pojazdów, czynności. Kiedy ja myślę, że ona nie wie co to flet, ona nagle pokazuje mi jak się na tym gra. Zna więcej piosenek ode mnie. Żłobek mnie nie wyręcza, nie oznacza, że rezygnuję z edukowania i zabawiania swojego dziecka. Ale nie oszukujmy się, bo po prostu wielu angielskich rymowanek czy piosenek nie znam, nie spędziłam w tym kraju swojego dzieciństwa. Ale dzięki temu mogę je poznać. Potrafi jeździć na hulajnodze i trójkołowych rowerkach – to pomocne jeżeli nie ma się w domu takich zabawek.

4.       Pamięć dziecka jest niesamowita – wie doskonale, która to jej kurtka, czapka, bluza, kalosze, nawet jeżeli codziennie idzie w czymś innym. Wie, który jest jej wieszak na ciuszki. Pamięta, by po wyjściu zabrać swoje rzeczy. Pamięta również doskonale gdzie odłożyła swojego misia czy figurkę Marshalla z „Psiego patrolu”. Zawsze myślałam, że to na mojej głowie będzie spoczywało spamiętanie wszystkich drobnostek, zabawek, ale jednak nie.

5.       Wcześniej czy później dziecko będzie chore i nie ma co panikować – nie ma znaczenia ilość witamin jaką wlejesz w dziecięce gardło, jak będzie panowała ospa to prawdopodobnie i twoje dziecko ją dostanie. Wirusy, żołądkówki, zasmarkane nosy to wszystko jest nie do uniknięcia. Nie rozumiem paniki rodziców, którzy desperacko chcą uchronić dziecko przed byciem chorym, którzy mają pretensje, że to ze żłobka przyniosło jakąś chorobę skórną czy katar. Powtórz za mną głośno i wyraźnie – nie unikniesz tego.

Żłobek i przedszkole to świetne przygotowanie do życia szkolnego. I nie robi z rodziców egoistycznych potworów, a z dzieci porzucone sierotki Marysie. To zabawa, nauka funkcjonowania w grupie, nowe umiejętności, przyjaźnie i wyzwania. Przekonałam się, że wielu aktywności wprost nie sposób odwzorować w domu.

Ale pogódź się też, że będą ci towarzyszyły obite kolana, wysypki, kaszel, niemożliwie brudne ciuchy, nie ma na to rady. Jednak dla tych wszystkich drobnych umiejętności, wierszyków, piosenek, laurek, przyjaźni i uśmiechniętych buziek naprawdę warto rozważyć opcję żłobka.  

 

Podobne wpisy

10 tekstów, które usłyszysz podczas wieczerzy wigi... Z rodziną to dobrze się wychodzi, ale na zdjęciu. Stara prawa. Rodziny się nie wybiera. A raz do roku przychodzi taki czas, że z tą rodziną zasiada ...
List do Świętego Mikołaja Drogi Święty Mikołaju, Dziękuje Ci za prezenty, które przyniosłeś w zeszłym roku. Bardzo mi się podobały. Słyszałem, że potrafisz spełniać...
Dziwne fakty o mnie, część druga… Żeby nie było, że ja taka idealna, na dodatek mieszkająca na emigracji więc codziennie doświadczająca deszczu banknotów pięćdziesięciofuntowych. Roz...
7 (irytujących) typów rodziców na wakacjach Bez znaczenia gdzie jedziesz, kiedy, na jak długo, czym, z kim i w jakim celu. Bez znaczenia czy kupujesz luksusowe al-in-klu-sif czy wakacje w 3 - ...

Dodaj komentarz