Co stworzyła anonimowość sieci

Anonimowość sieci jest jak danie dziecku karabinu do ręki. Cholernie niebezpieczne i może grozić utratą zdrowia psychicznego, a w ekstremalnych przypadkach i kończyn.

Wiecie, co jest największą wadą internetu? Jego anonimowość. Bo w internecie każdy może być kimkolwiek tylko zechce – Kasią Kowalską, Stasiem Nowakiem, Monią K, Czarną Mambą lub jeszcze tysiącem innych osób. Właśnie ta anonimowość otwiera niebezpieczne drzwi, zachęcając i umożliwiając ludziom, którzy pewnie normalnie nie wychyliliby nosa z dziupli, nie tylko na dzielenie się komentarzami, opiniami czy na doradzanie, ale i na nienawiść, znęcanie czy obrażanie innych.  

Anonimowość sieci jest jak danie dziecku karabinu do ręki. Cholernie niebezpieczne i może grozić utratą zdrowia psychicznego, a w ekstremalnych przypadkach i kończyn. 

Nie wiem, kim są te zawistne, niemiłe i niepokojąco wojownicze osoby po drugiej stronie klawiatury, ale to właśnie one po części sprawiają, że internet jest miejscem tak toksycznym i coraz mniej przyjemnym. Dzięki takim osobom wszelkie fejsbuki czy instagramy mają opinię wylęgarni nienawiści, chamstwa i wiecznych kłótni.  A przecież nie po to zostały stworzone…

Tak nie powinno być, ale niestety zjawisko to nasila się i nasila, powodując, że publikacja czegokolwiek w sieci naraża nas na falę odzewu w postaci pyskówek, obrażania się nawzajem, wyzwisk i pokazywania, jaki jesteś beznadziejny, bo wrzuciłeś na swój profil to czy tamto. Każde nasze słowo może sprowokować u innych wylew jadu, ostrą jak żyleta ironię czy chamskie docinki. 

Widzę to doskonale z perspektywy osoby prowadzącej kilka fanpejdży. Ilość gówna, jaka leje się spod ludzkich palców jest PRZERAŻAJĄCA! Ich zawzięcie, brak kultury, chęć gnębienia i zgnojenia drugiej osoby przyprawia mnie często o ciarki. Jak wygląda życie takich osób? Życie w tak zwanym „realu”… Rachunki, zakupy w biedrze, kolejki w przychodni. Czy tam też rzygają jadem? Czy tam też rzucają takimi komentarzami, że cholera wie, czy się śmiać, czy płakać?! 

Odkąd mam trochę do czynienia z social media to muszę przyznać, że chociaż z jednej strony bardzo je lubię, to jednak niestety im bardziej w tym jestem (i na swoim prywatnym profilu, i na moim blogu) to widzę, że przeważająca część ludzi i ich komentarzy oraz reakcji to jakaś kosmiczna toksyna, cuchnący zbitek frustracji, problemów, zazdrości i niezadowolenia. I serio? Rzygam tym coraz bardziej. Zniechęca mnie to do jakiejkolwiek dyskusji, pomimo że czasem miałabym ochotę, bo temat jest mi na przykład bliski. Ta powalająca ilość złości i chęci dowalenia innym ludziom mnie przeraża do tego stopnia, że czasem mam wrażenie, że ludzie nie robią nic innego, jak tylko przeglądają Facebooka i szukają zwady. 

Unikam takich żałosnych buraków jak mogę i nie podsycam ich ognia, bo oni tylko czekają na jedno słowo, na jedną emotikonę, na ukryty sarkazm, na coś odmiennego, na szczerość… I boooom! Wybucha szambo frustracji i hejtu. 

Dla totalnej zgrywy pomyślałam, czy można takich „klawiaturowych”, anonimowych „wojowników„ posegregować… A jak! Można! I po krótkim zastanowieniu chyba udało mi się wyodrębnić te trzy typy według mnie najbardziej popularne, najgorsze i najbardziej wkurzające. Może ktoś powie „ale przecież to tylko głupi Facebook”, „kto przyjmowałby się tym, co napisane jest na Insta”, „kto przejmowałby się komentarzem jakiejś Gabryśki”. Zgadzam sie w stu procentach – tak powinno być (luz, blues i orzeszki), ale no kurde nie jest… 

Koniecznie napiszcie, czy może są jeszcze inne wkurzające typy! Oto moje: 

KRZYŻOWIEC –  PS. sorry, wiem, że nazwa jest kosmiczna, ale najbardziej pasowała mi do takiego profilu! Taka osoba ma swoje opinie o danych zagadnieniach, święte prawdy, które są niepodważalne, jest wręcz fanatykiem! Czyta o temacie X wszystko, zna najdrobniejsze szczegóły i nieważne, czy z rzeczowych źródeł, czy raczej z wątpliwych stron. W każdym razie jest bardzo zażartym wojownikiem. Nieprzejednanym.

Każda dyskusja, zdjęcie, zapytanie czy niewinny komentarz kończą się tak samo – wybuchem istnej bitwy, krucjaty! Że to wszystko przez 500+, że weganizm jest najlepszą dietą, że szczepienia powodują autyzm, że tylko karmienie piersią pozwala na najlepszy rozwój dziecka, że Kaczyński jest burakiem, że tylko kościół cię ocali, że państwo trzeba doić na wszelkie możliwe sposoby. Bez znaczenia, czy zapytałaś na przykład ,,gdzie można kupić takie a takie buty?”, albo może prosiłaś o alternatywny numer do przychodni, ponieważ nie możesz się dodzwonić, albo o rekomendację hotelu w Hiszpanii na wakacje, to i tak wszystko sprowadza się do wspólnego mianownika, do sprawy o którą ta osoba walczy, do racji do których stara się desperacko przekonać cały świat.

Jeżeli nie jesteś z nią to jesteś przeciwko niej. W najmniej oczekiwanym momencie zacznie bombardować cię swoimi przekonaniami, najwyższymi racjami, przykładami, że się nie myli, linkami do badań naukowych, do artykułów i serio nie ma znaczenia, czy cię to interesuje, czy nie ona, bo widzi w tobie jedno z dwojga: albo potencjalny materiał do nawrócenia, albo przypadek totalnie beznadziejny. Często w ich wypowiedziach brakuje po prostu adekwatności do danej sytuacji, wyskakują jak Filip z konopi nie na temat,  nie w tym czasie, totalnie bez sensu i o ile każdy ma prawo wierzyć w cokolwiek tylko chce, różowe smoki i inne durne, niepoparte żadnymi konkretami idee to jednak natarczywe, upierdliwe i chamskie wpychanie tej idei innym ludziom jest zupełnie bez sensu!  Zatem jeżeli nikt nie prosi cię o opinię na temat tofu, szczepionki, 500+, idąc dalej jeżeli post nie dotyczy tofu, szczepionki, 500+ to zachowaj swoje krucjaty na później, może tam gdzie może będą miały trochę więcej sensu. 

Mnie zazwyczaj najbardziej atakują te od karmienia piersią, te od bezstresowego wychowania, te zwolenniczki matczynego uciemiężenia, te które nawet w dziecięcym rozwolnieniu doszukują się dumy i wdzięczności za bycie matką. I nie jestem przeciwko nim, ale jestem przeciwko chamskiemu wpychaniu mi do gardła tej ich papki ideologicznej. Sorry.

Dwa. Moj ulubiony typ to CICHOCIEMNI. To zwykle taki człek, który w chodzi na twój profil lub na twoją stronę w konkretnym celu – z ciekawości albo z niechęci do ciebie, może to twój ex, ciotka, której nie lubisz, koleżanka z pracy, która ci zazdrości, ktoś kto cię zna lub wydaje mu się, że cię zna i chce na twój temat wiedzieć jak najwięcej.

Grzebie, szpera, doszukuje się drugiego dna tam, gdzie go nie ma, wysyła innym screenshoty twoich postów, twoich memów czy twoich komentarzy, pisząc „patrz, co napisała”, po cichu i żałośnie szuka i szuka na ciebie haczyka, szuka czegoś z czego można by się było pośmiać. Chce nakarmić swoją ciekawość, dać powód swojej zazdrości, usprawiedliwić swoją niechęć. A potem komentować i podniecać się szczątkowym wycinkiem cudzego życia „a nie mówiłam, Anka to jest księżniczka, tylko wydaje kasę i nic poza tym”, „widziałaś, dodała mem, że mąż coś tam, a ona przecież nie jest z nim nawet hajtnięta”, „widziałaś na zdjęciu miała torbę Valentino, snobka jedna. I jeszcze pokazała kierownicę BMW, żałosna blachara”. Uwielbiam te komentarze, te szeptane bzdurki i pierdółki. Śmieszą mnie. Bawią. 

Cichociemni mimo, że się zwykle nie ujawniają, są bardzo irytujący. Ich obecność na profilu wcześniej czy później wychodzi na jaw, bo nagle przez przypadek okazuje się, że są najlepiej ze wszystkich poinformowani. Małe prywatne MI6.

Jako osobę prowadzącą publiczny profil dotyka mnie to bardzo, bardzo często i to ze strony osób nie tylko obcych, ale w większości znajomych z którymi relacje są byle jakie. Grzebanie w moim życiu, doszukiwanie się w memach drugiego dna, skarżenie, obgadywanie to codzienna porcja prymitywnego zachowania, jakiego jestem świadkiem. PS. Ale tak mnie zastanawia – czy skoro tak dokładnie śledzisz mój fanpejdż to nie znaczy, że tak naprawdę jesteś moją fanką? 

No i w końcu uwielbiani i dobrze znani przez wszyscy HEJTERZY. To jest osobna bajka. Tam, gdzie raczej nie ma dobrego zakończenie i smok wpieprza królewnę.

Z takim tworem jak „hejter” na pewno każdy z Was się spotkał, ale zastanawia mnie jedno… Ej no, co to za ludzie są w ogóle? W sensie w normalnym życiu, a nie jak kryją się za pseudonimami albo używają jednego z dziesięciu fałszywych kont??? Chyba jacyś sadyści emocjonalni, zdezelowane psychicznie jednostki ludzkie, które może były za mało przytulane przez mamę. To jakieś przesiąknięte jadem potwory, które czerpią niezdrową frajdę z upokarzania, kłócenia się, dogryzania i negowania. Z tej złości, agresji i zawiści musza chyba cierpieć na straszne wrzody żołądka…

Wiadomo, że dowalać ludziom tak dla zasady albo zabawy nie można, ale martwi mnie coś innego.. Martwi mnie ryzyko, że taki czy owaki durny komentarz hejtera może tak całkiem na poważnie komuś wyrządzić krzywdę, przyprawić o traumę bądź problemy natury psychologicznej. Społeczeństwo jest kruche. Znacznie bardziej niż kiedyś, gdy ludzie mieli zdecydowanie twardsze tyłki. I to chyba jest niebezpieczne.

Chociaż sama zwykle uciekam w ignorowanie toksycznych komentarzy to czasem pozostawiają one po sobie cichutkie echo… Małą rysę. I chociaż wydaje mi się, że się nie przejmuję to mój mózg, wbrew mnie, zaczyna procesować cudzy docinek, złośliwą uwagę. Cyberprzemoc. Coś o czym naszym dziadkom nawet się nie śniło. Więcej na ten temat, na temat żenującego tworu współczesnych czasów pisać nie będę, bo mogłaby powstać epopeja. 

Zatem życzmy sobie, żeby internet nie tylko informował i edukował, ale po prostu stał się miejscem przyjemniejszym, życzliwszym i bezpieczniejszym.

Żeby nie bać się komentować czy dyskutować… Żeby było konstruktywnie i twórczo, a nie negatywnie i destrukcyjnie…