Ciąża to nie żaden konkursu, kto mniej przytyje

„Wow, ale już jesteś ogromna”, „dopiero 30 tydzień, a ty już masz taki wielki brzuch?”, „taka jesteś duża, będziecie mieć bliźniaki czy co?” i wszelkie podobne mało empatyczne, mało śmieszne i złośliwe komentarze dotyczące rozmiaru przyszłej mamy. I jestem przekonana, że każda kobieta w ciąży chociaż raz usłyszała jeden z takich durnych i żałosnych docinków na temat swojej wagi. Pół biedy jeśli to faux pas, nieprzemyślany i niewinny komentarz bez ukrytej ironii, ale w większosci tuż pod pełnym pozornej troski czy zaskoczenia pytaniem kryje się cynizm, drobna złośliwość i uszczypliwość.

Pojawił się na moim fanpejdżu mem, coś w stylu jakiego pytania nie powinno się zadawać kobiecie w ciąży – „będziesz jeszcze dużo większa?” Dodałabym do tego wszelkie wariacje w stylu „wow, ale już jesteś ogromna”, „dopiero 30 tydzień, a ty już masz taki wielki brzuch?”, „taka jesteś duża, będziecie mieć bliźniaki czy co?” i wszelkie podobne mało empatyczne, mało śmieszne i złośliwe komentarze dotyczące rozmiaru przyszłej mamy. Przeczytałam kilka artykułów nazwijmy to sobie „specjalistycznych” (nie wiem, na ile tak naprawdę są rzeczowe, ale na pewno podparte jakimiś badaniami i odnośnikami oraz wyglądające bardziej profesjonalnie niż artykuł w „Glamour”), że najczęstszą przyczyną złego samopoczucia lub/i niskiej samooceny wśród ciężarnych jest zamartwianie się wagą. Małostkowe? A ja raczej powiedziałabym, że przykre i smutne. Niechlubny symbol naszych czasów. Skąd bowiem w ciężarnych kobietach taka dziwaczna faza, wręcz obsesja, by przejmować się o ile kilogramów podskoczyła ich waga i czy w szóstym miesiącu dalej są w stanie wbić się w swoje dżinsy?! No skąd?

Odpowiedź jest zaskakująco prosta i na pewno większość z Was sobie bez problemu odpowiedziała na to pytanie. W niezdrowej presji społecznej. W mediach gloryfikujących megamatki, które wychodząc ze szpitala po porodzie, ważą tyle samo co przed ciążą. W reklamach środków na odchudzanie, które pojawiają się nawet, kiedy przeglądamy pogodę na onecie. W zdjęciach modelek, fashionistek i innych osób popularnych czy publicznych, które lansują się w obcisłych kieckach, z idealnym procentem „body fat”. W opowieściach jak to w ciąży można przytyć zaledwie 5 kilo z czego 3.2 kg to waga dziecka (nie komentuję…). i właśnie te bzdury – bo nazwijmy to sobie po imieniu – wywołują w ciężarnych kobietach okropne poczucie winy. Bo nadchodzi dzień, że nagle spodnie naprawdę już się nie dopinają, że stanik ciśnie, że nogi w udach schodzą się razem… Waga idzie w górę i w górę. Brzuch nagle powiększa się w takim tempie, że ciężko nam mentalnie za tym nadążyć. A kobieta czuje się coraz mniej atrakcyjna i coraz bardziej zdołowana.

I wtedy jeszcze – niedość, że media bombardują nas kanonami wąskiej talii, krągłej dupy, długich nóg, cyca rozmiar D i szczupłych ramion, wszystko przy wadze max 50 kg, to dochodza jeszcze te właśnie idiotyczne stwierdzenia „wow, wyglądasz jakbyś zaraz miała urodzić, a zostało ci jeszcze 6 tygodni” albo „musiałaś już strasznie dużo przytyć!”. A z podtekstem – ale jesteś spasiona. Człowiek wieloryb, chcą krzyczeć, wszystkie te przemądrzałe kreatury, te które może są zazdrosne, te które w końcu mogą ci dowalić, te które głośno mogą obwieścić, że jesteś gruba, bo nagle mogą w zawoalowany sposób popastwić się nad twoimi dodatkowymi kilogramami, te, które nie mają nawet dzieci a opowiadają ci, że przy drugim zawsze brzuch jest taki ogromny, że pociążowe kilogramy już nigdy nie znikną, że mięśnie się rozchodzą, te które doskonale wiedzą jak zachowuje się brzuch po porodzie…

I jestem przekonana, że każda kobieta w ciąży chociaż raz usłyszała jeden z takich durnych i żałosnych komentarzy na temat swojej wagi czy rozmiaru brzucha. Pół biedy jeśli to faux pas, nieprzemyślany i niewinny komentarz bez ukrytej ironii, ale w większosci tuż pod pełnym pozornej troski czy zaskoczenia pytaniem kryje się cynizm, drobna złośliwość i uszczypliwość.

I już nie wnikam, że zamiast celebrować ciążę i patrzeć z uznaniem na to jak na cud natury, wytyka się kobiecie, że jest taka czy owaka, za duża, za okrągła, zbyt spuchnięta. I już nie wnikam, że zamiast okazywać sobie wsparcie lub po prostu wykazać się najzwyklejszym taktem, wyskakuje się z jakimś prymitywnym komentarzem. I już nie wnikam, że to podła i żenująca metoda, by poprawić sobie samopoczucie i połechtać ego. I już nie wnikam, że robi się z ciąży jakiś chory konkurs, kto ile przytyje, kto mieści się w ramach, kto szybko pozbędzie się nadmiaru kilogramów.

Martwi mnie brak empatii i prostactwo społeczeństwa oraz to, że te negatywne emocje potrafią być tak dojmujące, że kobiety zamiast cieszyć się swoim stanem, zaczynają wpadać w przygnębienie i smucą się, patrząc w lustro. I całe to magiczne doświadczenie zwane „ciążą” skupione jest na martwieniu się swoją wagą.

 

Następnym razem więc zamiast wypalić „ale masz wielki brzuch” – ugryźmy się w język.

 

Podobne wpisy

Co zrobić, by (NIE) być moim przyjacielem Znacie ten mem? Miał 3478 znajomych na facebooku, a na jego pogrzebie było 5 osób. Wychodzi na to, że te pozostale 3473 osoby miały niezwykle ważne ...
Dlaczego chcę utopić swoje dziecko? Jestem złą i wyrodną matką. Odkąd córka skończyła trzy miesiące, konsekwentnie co tydzień o tej samej godzinie próbuję ją utopić. Jak narazie bez sk...
Ciąża latem kontra ciąża zimą – która jest łatwiej... Ten tekst przez jakiś czas leżał sobie w notatkach, ale dziś jest „ten wielki” dzien, by poszedł w świat. Temat jak najbardziej na czasie, bo dzisia...
Szukaj przygody, a nie wygody "Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego czego nie zrobiłeś, niż tego co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żag...

Dodaj komentarz