Ciąża latem kontra ciąża zimą – która jest łatwiejsza dla przyszłej mamy?

Temat jak najbardziej na czasie, bo dzisiaj w końcu UK dowaliło nam prawdziwą jesienną aurą – spadkiem temparatury, pluchą, syfem i szarością. Koniec złotej i pięknej jesieni. Zatem… Lato kontra zima! Zwykle pewnie ochoczo bym krzyknęła „lato”, ale jeśli chodzi o ciążę to chyba musiałabym się zastanowić. Nie jest takie oczywiste, co lepsze…

Ten tekst przez jakiś czas leżał sobie w notatkach, ale dziś jest „ten wielki” dzien, by poszedł w świat. Temat jak najbardziej na czasie, bo dzisiaj w końcu UK dowaliło nam prawdziwą jesienną aurą – spadkiem temparatury, pluchą, syfem i szarością. Koniec złotej i pięknej jesieni. Zatem… Lato kontra zima! Zwykle pewnie ochoczo bym krzyknęła „lato”, ale jeśli chodzi o ciążę to chyba musiałabym się zastanowić. Nie jest takie oczywiste, co lepsze…

Nasza pierworodna urodziła się we wrześniu, więc końcowe miesiące ciąży przypadły na najcieplejsze miesiące. Syn urodzi się w styczniu, a zatem końcówka wypada w okresie jesienno – zimowym. Wiem, że może ciężko się odnieść, bo zimy w Londynie dalekie są od mroźnych i śnieżnych polskich zim. Niemniej jednak także solidnie dają w kość. To chyba głównie przez okropną wilgoć w powietrzu, która sprawia, że nawet przy zerze stopni czujemy, że jest nam dużo, dużo zimniej. Umówmy się, że zim mamy tutaj jak na lekarstwo, ale dla uproszczenia i na potrzeby tego wpisu nazwę ciąże „letnią” i „zimową”.

Ciąża latem kojarzy mi się najwięcej z jednym – kolokwialnie mówiąc – ustrojstwem… z opuchniętymi stopami. Baaa, żeby tylko stopami! Kostkami, łydkami, kolanami. Mięciutkimi, mało estetycznymi obrzękami, które przysparzały sporo dyskomfortu i problemów z doborem obuwia. Mówiąc wprost… Kończyło się na tym, że do eleganckich biurowych ciuchów musiałam zakładać klapki japonki. Takie życie.

Z tego co pamiętam, bardzo niewiele pomagało. Trzymanie nóg nieco wyżej, ruch, kremy, żele, cuda na kiju i ogólnie zero efektu. Nieestetyczna opuchlizna była i nie chciała zniknąć. Ciąża w chłodniejszych miesiącach rozpieszcza mnie tym, że opuchlizny nie ma lub jest minimalna (na zasadzie „zauważam lekkie odgniecenie od skarpetek”). Jasne, reguły nie ma. I pewnie przy największych mrozach można mieć balony zamiast stóp (czego szczerze współczuję… Bo klapki przy zerze stopni ciężko założyć), ale osobiście tego nie doświadczam, co ogromnie mnie cieszy. Jeden zero dla zimy.

Ciepłe miesiące nie sprzyjają natomiast ogólnemu samopoczuciu. Wysokie temperatury to więcej sapania, dyszenia i potów. Końcówka ciąży to coraz mniej estetyczny kaczy chód, „zmarnowanie materiału” przy najmniejszej formie wysiłku fizycznego, bezdechy, przyspieszone bicie serca, a ciepło i zaduch jeszcze pogarszają ten stan. Ale z drugiej strony lato to cudowne dobrodziejstwo przewiewnych ciuchów, japonek, chłodnych pryszniców, basenów oraz spacerów. Lekkie, bawełniane tuniki to coś wspaniałego!

Teraz, kiedy temparatury spadają, pojawia się deszcz, wiatr i mgła moją najwiekszą zmorą jest…ubranie się. Grube swetrzyska, bluzy, a jeszcze okazuje się, że kurtki i płaszcze się nie dopinaja. I co wtedy? Nie jestem zwolenniczką kupowania ciuchów tylko specjalnie pod ciążę, bo uważam to za stratę pieniędzy (chyba, że ktoś planuje posiadanie piątki czy szóstki dzieci i takie szmatki jeszcze nie raz i nie dwa wykorzysta). Zapinam zatem jak mogę, przewiązuję paskiem albo zasłaniam dużym, grubym szalem. Nie zmienia to faktu, że ciążowe ubieranie się w chłodniejsze miesiące nie należy do najprzyjemniejszych. Więcej warstw to więcej dyskomfortu, a z wielkim brzuchem marzymy o wygodzie oraz – nie oszukujmy się – o spodniach, które łatwo i szybko można zdjąć, biorąc pod uwagę częstotliwość z jaką chodzimy do toalety!

W zimowej ciąży bardzo podobają mi się ciemne, zimne wieczory, gdzie jedyne co wypada mi robić to zakopać się pod kocem z herbatą i książką. Nie mam poczucia, że marnuję czas, że nie idę na lekki spacer czy nie siedzę w ogrodzie, delektując się przyjemnym wieczorem. Mogę bez skrępowania i wyrzutów polegiwać na sofie i oddawać się prozaicznym rozrywkom.

Jesień i zima to także zdecydowanie ułatwione zadanie, jeśli chodzi o pielęgnację ciała. Olejki i balsamy zdecydowanie mniej wtedy przeszkadzają. W lecie miałam wrażenie, że cała się lepię, baa, że wszystko się do mnie lepi. A że moja determinacja, by dbać o rozciągającą się skórę była na poziomie 200% to nie chciałam rezygnować z moich ulubionych ciążowych kosmetyków, nawet jeżeli później czułam się jak śledź w oleju.

No i w końcu coś co mnie ostatnio dotyczy, niestety… W chłodniejszych miesiącach wzrasta ryzyko przeziebień, a biorąc pod uwagę bardzo limitowane możliwości ulżenia sobie w dyskomforcie zapchanego nosa, bolącego gardła i ogólnej fizycznej niemocy to dość poważny minus. Pojawia się również (kontrowersyjny) temat szczepień na grypę. Bo o ile niektórzy krzyczą, że wstrzykiwania sobie czegoś w ciąży to głupota i ryzyko to złapanie prawdziwego grypska przez duże G jest groźniejsze.

Jedna z koleżanek, której powiedziałam o tym temacie na wpis, bardzo trafnie wspomniała również, że zimą pojawia się ryzyko poślizgnięć na lodzie czy upadków na śniegu – problem o jakim bym nie pomyślała, bo w UK śniegu jak na lekarstwo. Dzięki! To ważna uwaga. Do angielskiej rzeczywistości mogę odnieść „ryzyko zaliczenia gleby na gnijących, mokrych liściach bądź w błocie” 😉

Zatem, która ciąża wygrywa? Sprawiedliwie mówiąc, żadna. Bo obie mają równie wiele plusów i minusów i właściwie pomijając oczywisty fakt, że dla kobiety jest to piękny i magiczny okres to bez znaczenia czy grzeje, czy wieje jest nam raczej niewygodnie, niekomfortowo, a nasze ciało płata mnóstwo niespodziewanych psikusów.

A jak to wygląda lub wyglądało w Waszym przypadku?

Podobne wpisy

Czy cierpisz na #FOMO? Tyle lat używania social media i dopiero niedawo dowiedziałam się o takim stworze jak FOMO. Złowrogo brzmiący skrót to nic innego jak „fear of missi...
7 drobnostek, które irytują mnie w Wielkiej Brytan... W Anglii jest coś tajemniczego – sztywne tradycje, historia, konwenanse. Wydaje się taka klasyczna ze swoimi wiktoriańskimi domkami, drewnianymi okn...
Z niemowlakiem na zakupach W czasach "przed-dziecięcych" kiedy to niezakłócony sen i ogólna swawola były w normie, także wyjście na zakupy klasyfikowało się w dziedzinie banal...
5 życiowych prawd, które każda mama powinna usłysz... Niektóre kobiety są matkami tygrysicami. Zawzięte, pewne siebie, co krok wykrzykujące własne zdanie. Głośno krytykują, docinają i bez zawahania wyty...

Dodaj komentarz