Baba babie wilkiem

Widziałaś, jakie ma usta? Jak glonojad. Na pewno sobie wstrzyknęła za cztery stówy. A tak w ogóle to ciekawe skąd ma na to tyle kasy?

Widziałaś, jakie ma usta? Jak glonojad. Na pewno sobie wstrzyknęła za cztery stówy. A tak w ogóle to ciekawe, skąd ma na to tyle kasy? 

Widziałaś makijaż tej tam, jak z wiejskiej dyskoteki? A ciuchy?! Cekiny, duże logo, matko, ta sukienka tylko ją pogrubia, a bluzka jak byłaby kilka centymetrów dłuższa to może by zakryła ten wielki tyłek.

Słyszałaś?? Mariola dostała awans. Za wkład w rozwój firmy i zdobycie nowych klientów. Jaaasne! Już nie chcę mówić, jak ona tych klientów hmmm… zdobywała. Co za niesprawiedliwość. Taka tępa, a patrz! 

No cześć, widziałam się ostatnio z Kaśką. Tak, tak wszystko u niej dobrze, ale była u fryzjera i masakra jakaś, jak ona wygląda!  Grzywka taka za brwi, no dramat! Dramat mówię ci! Nieprzemyślane, taka modna chce być, że aż boli w oczy. 

Wchodziłaś na Pudelka? Widziałaś tą wielką celebrytkę Kowalską? Tak, tak, właśnie tą, chyba ze cztery wpisy wczoraj o niej były. Nie wiem, czym oni się tak zachwycają – cyce z sylikonu, dupa wypięta, zęby zrobione, zero gustu. Niby, że goryle ratuje w dżungli, sratata. Ona to sama jak goryl jest. 

Brzmi znajomo? Pewnie tak. 

Jest to dla mnie niezwykle, ale i niepokojące zjawisko. My, kobiety, patrzymy na inne kobiety przez pryzmat tego, jak są wymalowane, jakie mają ubrania, buty, figurę, czy śmieją się wystarczająco głośno, czy mają zrobiony pedikiur, co osiągnęły, na jakim są stanowisku. Najbardziej widać to na przykład w komunikacji miejskiej czy w poczekalni u lekarza, bo moment, gdy w drzwiach pojawi się wystrzałowa pani, stylowo ubrana, z fajnie zrobionymi włosami, starannym makijażem i zadbanymi dłońmi, nagle innym kobietom włącza tryb „złośliwej oceniaczki”, która z nieufnością patrzy na nowoprzybyłą, myśląc tak głośno, że właściwie pół przedziału bądź poczekalni zostaje „ostrzeżone”, że pazury na pewno sztuczne, włosy doczepione, a mąż pewnie zapłacił za cycki, nie pracuje to chodzi z sześć razy w tygodniu na siłownię i to pewnie z personalnym trenerem, a że nie ma dzieci i obowiązków to gotować też pewnie nie musi, sprzątaczka szoruje podłogi i odkurza dywany, więc taka to ma czas nakładać maseczki. 

Podobna sytuacja, kiedy do tej samej poczekalni wchodzi kobieta grubsza, może z trądzikiem, z przetłuszczonymi włosami i w niezbyt modnych ciuchach bądź w takich, które niefortunnie podkreślają mankamenty jej urody. I znowu się zaczyna… Niema i tylko pozornie dyskretna tyrada docinków, złośliwości i komentarzy. A z tymi pryszczami to mogłaby iść do lekarza. Schudnąć kilka kilo też wyszłoby jej na zdrowie, masakra jak ona nie wstydzi się tak wyjść do ludzi. 

Bo bez znaczenia, czy szczupła, gładka i piękna, czy otyła, nieśmiała, zaniedbana i tak dostaje taki sam poziom hejtu, zawiści i nieprzychylnych uwag i to od nikogo innego jak od przedstawicielek tej samej płci! Ej, no co z nami jest? 

Czasem zastanawiam się, skąd w kobietach taka potrzeba, by obgadywać, oceniać i nieustannie się porównywać, bo czy na przykład to, że nie lubimy czerwonego, a pani w sklepie ma na sobie czerwoną sukienkę z falbankami jest powodem dla którego automatycznie budzi się w nas potwór niechęci i sarkazmu, czy to, że my zostawiamy swoje brwi nietknięte tak jak je matka natura stworzyła, a pani w drogerii ma podkreślone grubym flamastrem to automatycznie sprawia, że mamy ochotę ją obgadać, brutalnie złapać za głowę i wykrzyczeć jak ona tak może, czy ona nie ma w domu lustra? 

Jasne, niech pierwszy rzuci kamień ten co jest bez winy… Przyznaję się, że zdarzyło mi się wiele razy i przeraża mnie z jaką łatwością i bez poczucia winy. 

Wygląd ocenia się najlepiej, bo najłatwiej na kogoś spojrzeć i powiedzieć, że ma odrosty, zmarszczki, pryszcze, wystający brzuch, grube uda, koślawe stopy, brzydkie spodnie i za szeroki nos, ale moim zdaniem znacznie trudniej zdobyć się na wysiłek, by dostrzec to, co piękne, pozytywne, nietypowe albo poznać jakim jest człowiekiem, prawda? 

A my, kobiety, jesteśmy w tym mistrzyniami. Czy to przez zazdrość? Zawiść? Niepewność? Złośliwość? Nuda? Potrzeba rywalizacji? Czemu każda – brzydka, ładna, szczupła, tęga, musi być zmieszana z błotem, oklejona dziesiątkami karteczek i epitetów, być tematem ploteczek i docinków? Czy nie powinnysmy się wspierać? Trzymać się razem zamiast wylewać na siebie wiadro złośliwości? Czy nie powinnyśmy być w tej samej drużynie? Nie musimy się wszystkie kochać i uwielbiać, ale wystarczy, że nie będziemy sobie rzucać mięsem w twarz czy chamsko podkładać nóg. 

Mnie się obrywa, że noszę sportowe ciuchy. Bo jak można w dresie? Jak można nie mieć dwustu trzydziestu siedmiu sukienek? Jak można nie mieć siedemdziesięciu czterech par szpilek? Mnie się obrywa, że lubię czarny. Bo jak można nie chcieć wielkiego futerka z Reserved w kolorze kanarkowym? Albo czerwonych spodni ze skóry? I rozwala mnie to na łopatki. Szufladkowanie kogoś ze względu na ubiór. Szufladkowanie ze względu na makijaż (lubisz cztery warstwy podkładu? Spoko). Szufladkowanie ze względu na budowę ciała (sorry, ale na rozmiar stopy wpływu nie mam). Szufladkowanie ze względu na włosy (bo nie mam ombré, a to takie modne). Szufladkowanie ze względu na sukces i osiągnięcia (trafiło jej się jak ślepej kurze ziarno). 

Babeczko! Znajdź w tej drugiej kobiecie coś fajnego. Powiedz, że ładnie jej w różowym. Albo że ma zaraźliwy śmiech. Albo, że świetnie parkuje samochód. Albo że ma niebanalny charakter pisma. Coś pozytywnego, coś przyjemnego. Zamiast z dociekliwością detektywa szukać na jej twarzy zmarszczek, a na zębach przebarwień znajdź coś, co ci się podoba. 

Wspierajmy się.

Wyluzujmy. 

Peace! 

PS. I nie zjedzcie mnie za tytuł – celowo jest taki!