A co jeżeli w nowym roku wcale nie musisz zaczynać diety?

W nowym roku chcemy być piękni, zgrabni i powabni. Chcemy zrobić coś dla siebie. Uważnie słuchamy napływu informacji i wyłapujemy co może się przydać w ekspresowej podróży po lepszą wersję samego siebie. A gdybym Ci powiedziała, że wcale nie potrzebujesz diety, kursu excela ani karnetu na siłownię?

Z każdej strony atakują nas slogany krzyczące agresywnie „pokażemy ci jak żyć, jak spełnić marzenia, jak się zmienić”. Nasze skrzynki wypełniają się obietnicami, profile na social media spamowane są reklamami produktów i usług, siłownie kuszą członkowstem za 50% ceny, w powietrzu wisi aura zmiany, przemiany, dobrych nawyków, życia w harmonii i miłości. I wiele osób się na to łapie. Wierzą, że mogą być młodsi, szczuplejsi, szczęśliwsi, bogatsi, bardziej szanowani. Chętnie płacą za obietnice spełnionych marzeń i ciepłego ramienia do którego można się przytulić wieczorem podczas oglądania Netflixa. Wierzą, że nowe legginsy i najdroższe buty same sprawią, że kilogramy znikną, a nowa książka do nauki języka magicznie wbije do głowy odmianę czasowników.

W nowym roku chcemy być piękni, zgrabni i powabni. Chcemy zrobić coś dla siebie. Uważnie słuchamy napływu informacji i wyłapujemy co może się przydać w ekspresowej podróży po lepszą wersję samego siebie. Mówią, że masz więcej spać, pić minimum 2 litry wody dziennie, masz biegać, zamienić pokład drogeryjny na lepszy – taki micelarny, masz zadbać o stopy, zmienić fryzurę, uporządkować sypialnianą szufladę w której jest wszystko i nic, wszędzie mówią ci co masz zrobić, by być szczęśliwszym.

Zachęcają do zakupy „bullet books”, czyli takich notatników do tworzenia list, postanowień i definiowania planów. Wsadzają cię w ramy przymusu, planowania, marzeń, które może niekoniecznie są nawet twoje, może są tylko odbiciem oczekiwań społecznych, tego co jest modne w sieci, tego co wypada i tego co przecież wszyscy robią – rzucania papierosów i kawy, większej aktywności fizycznej, mniej przeklinania, mniej telewizji i fejsa, więcej warzyw i owoców, zmiana pracy i fryzury.

Mówią nam co robić i panują nad naszym portfelem. Wskazują palcem co kupować.

Od kilku lat nie robię żadnych wielkich postanowień. Bo jeżeli chcę zmienić pracę to nie potrzebuję do tego nowego roku. A do dbania o siebie nie muszę mieć zachęty w postaci zniżek na siłowni czy nowych legginsów. Spełnianie marzeń i realizowanie planów nie ma magicznego okienka akurat pierwszego stycznia. To jest ciągłość, kompleksowość i złożoność nad którą pracuje się miesiącami i latami. Jeżeli ktoś potrzebuje zachęty w postaci nowego roku to chyba tak naprawdę wcale nie pragnie zmiany. Wmawia sobie, że tym razem będzie inaczej, a gdzieś koło maja, a nawet i wcześniej, wraca do swoich starych nawyków i jest mu z tym wyjątkowo dobrze. Bo czemu i nie?

Nie wypisuję długich list. Nie kupuję bezsensownych poradników uczących mnie jak stać się nową osobą. A może jest mi dobrze tak jak jest? Jestem spełniona, szczęśliwa i czuję się dobrze w swojej skórze? Bo pracuję na to cały czas, a nie początkiem roku?

Nie płynę z falą, która wraz z wybiciem pierwszego stycznia jak szalona i otumaniona leci ku nowym pośladkom, płaskim brzuchom, wegetariańskiej diecie, ziołowej herbacie, wielkim sprzątaniu wszelkich zagraconych kątów domowych, długich spacerów z psem, nowym kursom, zatrudnieniu czy image’u.

Nie dajmy się otumanić. Bądźmy sobą i słuchajmy siebie, a nie środków masowego przekazu. Naprawdę nie musisz zaczynać nowej diety, nie musisz zapisywać się na siłownię ani robić kursu obsługi Excela. Zacznij pracować na swoje marzenia wtedy, kiedy poczujesz, że nadszedł czas, kiedy jesteś gotowy, zdeterminowy i pewny, że to jest właśnie coś czego chcesz, a nie chwilowa zachcianka. Jeśli pragniesz zmiany to na swoich warunkach, a nie wtedy kiedy każe ci społeczeństwo albo głupia reklama.

Podobne wpisy

Jestem fleją i co mi zrobisz? Przeżyłam już ponad 30 lat na tym świecie i jak dotąd jeszcze nie udało mi się zrozumieć dlaczego niektórym ludziom nie przeszkadza bałagan. Nie mów...
Bożenka z „okienka” Ciemna noc. Głucha noc. Bluza z kapturem. Brudny kocyk, może reklamówka z biedronki albo stara koszula. Prawie niesłyszalne kwilenie. Odór strachu i...
Patrz, jaką ma bliznę! Co za obrzydlistwo. Tak niby nieustannie powtarza się, że wygląd zewnętrzny jest drugorzędny w ocenie człowieka, a jednak rozmach z jakim media bombardują nas obrazami ...
50-latka idzie rodzić Marzenie o rodzinie i dziecku jest jednym z najsilniejszych motorów napędowych w życiu człowieka. Nie ma wyższej formy spełnienia i radości niż posi...

Dodaj komentarz