7 rzeczy bez których nie ruszamy się na urlop

Odliczanie dni do urlopu jest ekscytujące. Sprawdzanie pogody, czytanie o atrakcjach do odwiedzenia. Kupujemy parking na lotnisku, sprawdzamy zamek w walizkach, paszporty. W tym ferworze przygotowań i czystej radości łatwo jednak zapomnieć o kilku ważnych rzeczach, co może okazać się fatalne w skutkach szczególnie jeśli podróżujemy z małymi dziećmi.

Odliczanie dni do urlopu jest ekscytujące. Sprawdzanie pogody, czytanie o atrakcjach do odwiedzenia, lokalnych ciekawostkach i pięknych widokach. Kupujemy parking na lotnisku, organizujemy taksówkę, sprawdzamy zamek w walizkach, paszporty. Idziemy do sklepu po nowe fatałaszki, kupujemy bajeranckie jaskrawo pomarańczowe klapki japonki albo stylowe buty na koturnie. Z szuflady wygrzebujemy okulary przeciwsłoneczne.

W tym ferworze przygotowań i czystej radości łatwo jednak zapomnieć o kilku ważnych rzeczach, co może okazać się fatalne w skutkach szczególnie jeśli podróżujemy z małymi dziećmi.

Moja obowiązkowa lista na każdy wyjazd to…

1. Ulubiona maskotka – łatwo zapomnieć, a jeszcze łatwiej… zgubić! A brak ukochanego misia potrafi zepsuć każdy lot, każdą podróż, każdy beztroski odpoczynek. Misia wprawdzie nie zgubiliśmy, ale za to ukochany pluszowy konik córeczki w drodze na lotnisko został pokryty grubą warstwą soczystych wymiocin. I co wtedy?! Dramat! Smród i lepiąca warstwa uniemożliwiły dalszą podróż misia w normalny sposób, więc brutalnie wylądował w ciasno zwiniętej reklamówce (a nawet dwóch) i w głównym bagażu. Misia ratunkowego nie mieliśmy. Płaczu co nie miara, a dwulatce ciężko wytłumaczyć dlaczego nie może przytulać swojego pluszaka. Miś awaryjny jak najbardziej wskazany! Drugi ulubiony – tak na wszelki wypadek.

2. Olejek do opalania z wysokim filtrem – niby oczywiste, ale łatwiej zapomnieć niż nam się wydaje, a przepłacanie w hotelowym sklepiku pewnie nikomu się nie uśmiecha. Natomiast „genialne” pomysły, że obejdzie się bez kremu, należy włożyć między bajki! Bo oparzenia skóry wcale nie są fajne czy przyjemne. Wszystkim eko – świrom NIE dziękujemy za ten idiotyczny trend i bojkotowanie olejków i kremów do opalania dla dzieci. Jasne, oparzenia wyglądają zdecydowanie bardziej estetycznie…

3. Lekarstwa – lepiej wziąć za dużo niż panikować na wypadek przypadłości w obcym kraju. Coś na biegunkę, na bóle, na pogryzienia, nie ma wymówek, że trzeba będzie zabrać pół apteki. Wiele firm farmaceutycznych produkuje przyjazne podróżnikom mniejsze opakowania, saszeki bądź listki. Zwykle zabieram jedną małą kosmetyczkę absolutnie niezbędnych tabletek dla całej rodziny. Po niemiłej przygodzie, kiedy to dostałam zapalenia pęcherza i lokalny lekarz (nie w Europie!) nie potrafił zrozumieć co mnie boli i podał tajemnicze krople, nauczyłam się ZAWSZE BRAĆ SWOJE LEKARSTWA na wszelkie podstawowe przydpadłości. Wiadomo, nie będę pakować antybiotyku, ale elektorlity, coś na ból brzucha, jakieś maści, aspirynę. Przynajmniej jestem spokojna i właściwie to lepiej nosić niż się prosić, szczególnie jeśli podróżuje się z małym dzieckiem.

4. Wygodne buty – jeżeli przed wakacjami kupujecie dziecku jakieś nowe sandałki czy klapki, błagam dajcie mu w nich pobiegać przed planowaną wycieczką. Niech je trochę „rozbije”, przyzwyczai stopę. A tobie da to szansę zobaczyć czy są ok i czy dziecku podczas wakacji będzie w nich wygodnie. Tak, tak przyznaje się, że też popełniłam ten błąd i nowe buciki założyłam „tak na poważnie” dopiero na miejscu. Okazało się, że córka ich nie lubi, są za twarde i na dodatek obcierają. Mierzenie w sklepie to co innego niż chodzenie w bucikach przez kilka godzin. Skończyło się bez sandałków… Kolejny raz musiałam posiłkować się lokalnymi bazarami i sklepami.

5. Prawo jazdy  – jeżeli zamierzacie wynająć samochód. Oczywiste? Nie zawsze. Szczególnie jeżeli portfel z dokumentami i kartami zostawiacie w domu i bierzecie jedną „wakacyjną” portmonetkę. Łatwo o tym zapomnieć.

6. Odpowiednie ubranie – kolejny banał? A gdybym wam powiedziała, że kiedy przyszła ulewa i wiatr to niektóre dzieci trzęsły się z zimna, bo nie miały ze sobą ani jednego sweterka. A gdybym wam powiedziała, że wracały do deszczowej i zimnej Anglii w szortach i podkoszulkach, nie mając nic, żeby się osłonić od zimnego wiatru na lotnisku? A gdybym wam powiedziała, że kobiety szły do skalnej groty w butach na koturnie, wyginając kostki? A gdybym wam powiedziała, że w 40 stopniach dżinsowe spodnie potrafią zepsuć najfajniejszą nawet wyprawę? Odpowiednie ubranie to klucz do udanego urlopu.

7. Lista restauracji/miejsc do odwiedzenia – nie ukrywam, że lubię się dobrze przygotować. Nie znoszę marnowania czasu na miejscu, grzebania w internecie, zastanawiania się. Jasne, można postawić na spontaniczność. Wejść do pierwszego lokalu i coś zjeść. Odpowiedzialność jako rodzica oraz strach przed niedobrym jedzeniem skutecznie mnie powstrzymuje i zawsze sporządzam listę fajnych lokali, polecanych przez turystów. Nie mam obsesji, ale chcę zadbać o miłe wspomnienia i fajnie spędzony czas. Nie ma nic gorszego niż ohydny posiłek albo co gorsze zatrucie pokarmowe później. Podobnie z atrakcjami – odrabiam lekcję przed wyjazdem, żeby później nie ślęczeć na telefonie, próbując coś wyszukać. 

Lista mogłaby mieć jeszcze mnóstwo kolejnych podpunktów. Kubeczki, mleko, kaszki, smoczki, specjalistyczne kosmetyki, okulary, nawet jakaś gra planszowa, malowanki, kredki? Każdy ma swoje wakacyjne „must have”. Lepiej dmuchać na zimne i zawsze wychodzę z założenia, że wolę zapakować jeden sweter niż żałować, że go nie zebrałam, kiedy nagle się ochłodzi, a ja będę trzęść się jak liść osiki na wietrze. Tak samo z komsetykami – jasne, hotel daje żele, mydełka, szamponiki, ale jeżeli ktoś ma alergię bądź pała wyjątkowym sentymentem do swojej marki to jednak zawsze warto zabrać buteliczki i flakoniki swoich ulubionych smarowideł i pachnideł.

I przede wszystkim  -uśmiech! Nie zapomnijcie o szerokim uśmiechu. W końcu jedziecie na urlop!

 

 

Podobne wpisy

Urlopowa inspiracja, czyli czy warto wybrać się z ... Gdy pojawia się dziecko, wybór wakacji innych niż u dziadków na wsi staje się prawdziwym wyzwaniem. Jasne, że można daleko, egzotycznie, na dziko i ...
Dzień Ojca jest przecież (nie) ważny Inspiracją do napisania tekstu po raz kolejny stały się moje ulubione fora internetowe i facebookowe grupy dla mamusiek. Jakiś czas temu padło pytan...
A gdybym tak mogła sobie wybrać teściową…... Jasne, są fajne teściowe. Takie do rany przyłóż, może i lepsze od rodzicielki, troskliwe, taktowne i miłe. Nie wrzeszczą, nie dogryzają, służą niena...
Rodzice, pozwólcie dzieciom na samodzielność! Hanka była inteligentna, ale i przerażająco nieporadna. Rodzice doszli do prawdziwego mistrzostwa w pieszczeniu i upośledzaniu jedynaczki dla której...

Dodaj komentarz