5 inspiracji na jesień

Jesień mimo drobnych niedogodności jak szalejące wirusy, zmarznięte dłonie, przemoczone buty, rozwalona przez wiatr fryzura jest moją ulubioną porą roku. Mam w sobie beznadziejne pokłady melancholijnego samotnika, który wieczorami kocha zakopać się pod kocem…

Jesień hula na całego. Kto ma szczęście i podziwia feerię barw, jarzębinę, delikatne promienie słońca, romantyczne dywany utkane z czerwonych, złotych i brązowych liści temu bardzo zazdroszczę. A z tymi, którym zostaje plucha, ziąb, deszcz, szare niebo, gołe drzewa, deprecha i przeziębienie łączę się w bólu.

Jesień mimo drobnych niedogodności jak pełne smarków nosy, szalejące wirusy, zmarznięte dłonie, przemoczone buty, rozwalona przez wiatr fryzura jest moją ulubioną porą roku. Mam w sobie beznadziejne pokłady melancholijnego samotnika, który wieczorami kocha zakopać się pod kocem, czytać książki, pić cynamonową herbatę, patrzeć na tlący się płomyk zapachowej świeczki i słuchać jak wiatr i deszcz rozbijają się o okna. Jest w tym coś kojącego i magicznego. Nic więcej do szczęścia mi nie potrzeba.

Rozumiem jednak doskonale skąd u wielu osób następuje nagły spadek sił witalnych, motywacji, radości z życia i entuzjazmu. Te kilka miesięcy zdają się ciągnąć w nieskończoność. Zatem jak sobie można umilić to czekanie i nie zwariować, patrząc na łyse, smutne drzewa i wdeptując w kolejną kałużę? Nie będę nikogo namawiać na bieganie, chodzenie na siłownię, wesołe endorfiny, na nowe diety, spacery w zacinającym, lodowatym deszczu, na szorowanie fug w łazience, odgracanie szafy i wszystkie te mało przyjemne czynności domowe, które kiedyś muszą być ukończone… Ma być miło, przyjemnie i ciepło. Zatem moje ulubione jesienne motywatory i inspiracje to:

1. Serial – kto ma Netflixa ten doskonale wie, że już można obejrzeć drugą serię doskonałego „Strangers Things”. Serial sci – fi z Winoną Ryder w roli postrzelonej matki totalnie mnie pochłonął. I choć daleko mi od fana naprzyrodzonych zagadek i potworów to jednak coś bardzo mi się tutaj podoba –klimat lat osiemdziesiątych, niedoskonałość, powrót do czasów kiedy dzieci bawiły się na zewnątrz, a dwunastolatki nie robiły pełnego makijażu, a może też to, że nie wszystko jest wyjaśnione i każdy odcinek przyprawia o zimny dreszcz biegnący wzdłuż kręgosłupa. Jeśli takie klimaty was jednak nie kręcą, polecam „Narcos” – serial, który wciąga chyba lepiej niż jego bohaterowie. Gdzieś przeczytałam tą frazę i uważam, że lepiej nie można go określić. Głośno zrobiło się o „Narcos” nie tylko dlatego, że pierwsze dwie serie to ciekawa podróż śladami wyczynów Pablo Escobara, ale głównie chyba dlatego, że kilka miesięcy temu reżyser tej świetnej serii został zastrzelony. To mówi bardzo wiele. Serial warto obejrzeć nawet jeżeli nie macie w zwyczaju oglądać produkcji bazujących na porachunkach, okupach i narkotykach. I żeby wybór był pełny to jest jeszcze trzeci serial, który wprawdzie nie porwał mojej drugiej połówki, bo stwierdził, że jest „młodzieżowy”, ale sama zdecydowałam się kontynuować oglądanie, ponieważ zaintrygowała mnie jego tajemnica, jakiś zakamuflowany kwas i paskudztwo, które czają się pod otoczką nastoletnich rozterek i słodkości. Zostały mi dwa odcinki i nie mogę się doczekać zakończenia „13 powodów”.

2. Makijaż – rany, jesienne barwy to zdecydowanie moje ulubione klimaty jeśli chodzi o malunek oczu. Bordo, brązy, złoto, czerń, pomarańcz, pasuje każdej tonacji i każdym oczom. Dobierając odpowiedni cień (mat/satyna/brokat) i odcień (zimny/ciepły) można stworzyć makijaż komplementujący blondynki, brunetki, rude i szatynki. Jeśli chcecie zaszaleć, polecam zaopatrzyć się w paletę Modern Renessaince z Anastasia Beverly Hills. To chyba najpiękniejsza i najbardziej uniwersalna paleta kolorów. Dobra, jest dość droga, ale warta każdej wydanej złotówki. Dodając do mojego makijażu oka trochę rdzawej czerwieni i podkreślając ją czarnym eyelinerem dostaję od razu +100 punktów do pewności siebie! Jeżeli cena was trochę odstrasza, sprawdźcie linię Inglot „What A Spice”. Równie piękna! Nie bójcie się wyjść poza cieliste kolory, a w zimne, bure wieczory narawdę fajnie usiąść, odpalić youtube i obejrzeć kilka tutoriali jak wykonać kobiecy, delikatny makijaż z użyciem jesiennych barw.

3. Gumiaczki, cholewiaczki – tak, dobrze napisałam. Gumowce! I pewnie usłyszę, ale to nie jest seksi, ani potrzebne i jak ma mi to poprawić humor. A ja mówię, że jest fajne. Kiedyś gumowce były moim strojem roboczym – pracując w biznesie jeździeckim bez gumiaków obyć się nie dało. Potem gumiaczki Hunter stały się po prostu częścią mojej obuwniczej kolekcji. Bo sprawdzają się na spacerach z psem, podczas wędrówek po lesie, wypraw na grzyby, podczas festynów, wystaw na wolnym powietrzu, gdzie pogoda nie rozpieszcza, a trawa szybko przemienia się w bagno, są bardziej uniwersalne niż wam się wydaje. A dodając do nich stylowe, polarowe wkładki można sobie w nich śmigać nawet jak temperatura spadnie bliżej zera. No może nie nadają się do biura, ale na szybki wypad do sklepu kiedy plucha i kałuże sprawdzą się wyśmienicie.

4. Książki – kto nie czyta ten… ciapa! Z ciekawszych pozycji jakie ostatnio wpadły w moje ręce polecam Wam na pewno „Cedrowe Orzechy” Zbigniewa Domino – zesłańcze opowieści o trudzie życia, miłościach i przyjaźniach w dalekiej Rosji, „Las nie uprzedza” Krzysztofa Środy – leniwa i melancholijna podróż przez Czeczenię i Maroko, „Duchowe życie zwierząt” Petera Wohllebena, które pochłonie was ciekawostkami ze świata fauny bez prawienia morałów i podejmowania prób uczłowieczania czworonogów. Jeżeli lubicie, aby lektura zawładnęła wami na dłużej to wybierzcie się do księgarni po „Shantaram”, który zabierze was do Azji, świata absurdów, niezrozumiałych obyczajów, okrucieństwa i odkrywania w sobie człowieczeństwa.

5. Jabłecznik – w zimne, bure dni nic nie krzepi lepiej niż smaczna herbata i kawałek szarlotki. Jesień to dla mnie czas na eksperymenty z teksturą, warstwami, przyprawami. Raz jest tarta, a raz ucierany. Raz wielkie kawałki jabłek, raz mus, raz cynamon, a raz goździki i inne bajery, ten czas po prostu aż prosi się o ciastko jabłkowe w każdej postaci. Bo to po prostu się nie znudzi, a zapach jaki rozchodzi się po domu jest po prostu tak wspaniały, przytulny, że człowiek czuje, że nic innego mu nie trzeba. I teraz prośba do was! Dajcie jakiś fajny przepis na szarlotkę. Może jeszcze takiego nie wypróbowałam!

Jesień nie musi być smutna. Wszystko zależy od naszego podejścia.

Podobne wpisy

Urlopowa inspiracja, czyli czy warto wybrać się z ... Gdy pojawia się dziecko, wybór wakacji innych niż u dziadków na wsi staje się prawdziwym wyzwaniem. Jasne, że można daleko, egzotycznie, na dziko i ...
2017 – podsumowanie W tygodniu wysypu wpisów po tytułem “cele na 2018” albo “jak się zmotywować”, postanowiłam cofnąć się i zamiast patrzenia w przyszłość, zerknę sobie...
Zdradzam 3 drobiazgi, które sprawiają, że mój dzie... Są na tym świecie takie magiczne drobiazgi, które zawsze wywołują uśmiech na Twojej twarzy. Chociaż może dla innych będą tylko nieistotnymi pierdółk...
Czy Anglicy mają obsesję na punkcie pogody? Podczas gdy Europa kontynentalna cieszy się słońcem, dzieci pluskają w jeziorkach, opalanie na dachach, balkonach i działkach wrze to na Wyspach zaz...

Dodaj komentarz