4 marketingowe buble, których naprawdę nie potrzebujesz

Sposoby przekonywania konsumentów o konieczności posiadania konkretnych produktów są tak wyrafinowane, że często nawet nie zdajemy sobie sprawy, że jesteśmy manipulowani i nabijani w butelkę. My wykładamy kasę na stół, a ktoś zaciera ręce, bo właśnie się wzbogacił na naszej naiwności, głupocie czy nieuwadze. Nie dajmy się nabrać na te wielkie słowa: „rewolucyjny”, „nowatorski”, „pierwszy na rynku”, „musisz to mieć”, „Julia Roberts już ma”.

Ile to razy ja, ty, ktoś z naszego otoczenia staliśmy się ofiarami przemyślnego marketingu i wmówiono nam, że czegoś potrzebujemy. Tak bardzo, że właściwie jeżeli tego nie kupimy to nasze życie nie będzie wartościowe, a wręcz smutnie rozpadnie się na setki kawałków.

Sposoby przekonywania konsumentów o konieczności posiadania konkretnych produktów są tak wyrafinowane, że często nawet nie zdajemy sobie sprawy, że jesteśmy manipulowani i nabijani w butelkę. My wykładamy kasę na stół, a ktoś zaciera ręce, bo właśnie się wzbogacił na naszej naiwności, głupocie czy nieuwadze. Te wielkie słowa „rewolucyjny”, „nowatorski”, „pierwszy na rynku”, „musisz to mieć”, „Julia Roberts już ma”, „zmienisz swoje życie” – za każdym razem, kiedy to słyszymy powinno nam się włączyć czerwone światełko ostrzegawcze i zamiast biec do sklepu lub klikać „dodaj do koszyka” powinniśmy odwrócić się na pięcie i iść na przykład na spacer albo przegryźć coś zdrowego, bo będzie to miało lepszy efekt dla nas i naszego samopoczucia. 

Znacie takie przykłady? Te są z pewnością moimi ulubionymi!

#1 Drogie kosmetyki do pielęgnacji – zmienią twoje ciało, zlikwidują cellulit, wygładzą, wypolerują i nadadzą blask. Twoje ciało odmłodnieje o jakieś 10 lat, staniesz się apetyczna, świeża i jędrna. 99 osób na 100 potwierdza te rewolucyjne efekty (ta jedna musiała być jakaś naprawdę niewdzięczna bądź nie używała zgodnie z ulotką). A tak naprawdę żaden kosmetyk nawet po miesiącu regularnego stosowania nie odmienił mnie tak jak mi obiecywano. Przestałam w to wszystko wierzyć i nie wyrzucam pieniędzy w błoto. Żaden krem sam nie zlikwiduje zmarszczek, nie zniszczy pomarańczowej skórki ani nie zmiejszy obwodu w pasie. Jeśli chcemy konkretnych efektów to trzeba wybrać się na serię zabiegów do kosmetyczki, zainwestować w dobrą dietę i ruszyć cztery litery, a nie wierzyć w cudowne kosmetyki z drogeryjnej półki. 

#2 Wszelkie diety sprzedawane przez przedstawicieli – zaczynając od Juice Plus, jakiś szejków, które mają zastępować pełnowartościowe posiłki, przekombinowanych diet online od samozwańczych guru fitnessu. To nie działa. Nie ma drogi na skróty (a na pewno nie bez szkody dla zdrowia!). Te substytuty nie są smaczne, tanie ani dobre. Prawdziwą dietę może ułożyć dietytyk, a nie pani, która nie widzi różnicy między węglowodanami a tłuszczami i której celem jest sprzedanie jak największej ilości puszek z proszkiem o smaku czekolady, który ma ci zapewnić świetne samopoczucie, płaski brzuch i piękną skórę.

#3 Sezonowa moda – czasem fajna, częściej nie. Zwykle odpuszczam, bo niektóre rzeczy ciężko później ponownie założyć, kiedy moda na wielkie okulary „lenonki” przeminie, a zacznie się szał na awiatory. Dzwony, rurki, kozaki powyżej kolana, dżinsowe katany, buty na ogromnych platformach, złote zegarki MK. To wszystko jest chwilowe, sezonowe. Nie biegnę do sklepu z wywieszonym jęzorem, bo odczuwam potrzebę zaopatrzenia się w najnowszy krzyk mody. Wisi mi to. Mam swoje ciuchy, wygodne, ulubione, klasyczne, pasujące na każdą pogodę i okazję. Nie czuję się gorsza, bo nie mam adidasów na koturnie czy nie zrobiłam sobie ombre na włosach. Można mnie nazwać nudną i niemodną. Osobiście wolałabym nazywać siebie praktyczną.

#4 Głupie gadżety – a tego akurat nie brakuje! Coś w stylu podgrzewacza do mokrych chusteczek. Bo życie nigdy nie będzie takie samo, jeżeli nie sprawimy sobie idiotycznego urządzonka. Żerowanie na ludzkiej naiwności jest doprawdy zaskakujące. Klips z workiem przyczepiany do psiego ogona, by kupa wpadła prosto tam, a nie na chodnik, jednocześnie zwalniając nas z obowiązku posprzątania po pupilu. Czy ktoś to kupuje?! Widziałam także ostatnio buty z wymienialnymi obcasami – klocek, szpilka, itd. Jeden but – kilka możliwości. Zaoszczędzisz miejsce w domu i pieniądze. Tylko jaka kobieta tak naprawdę chce chodzić cały rok w tych samych butach i ograniczać się do wymiany obcasów?!

Strach pomyśleć ile badziewia zostało nam wciśnięte przez cwanych speców od marketingu, tylko po to, by później kurzyć się na półce. Działanie pod chwilą impulsu rzadko przynosi dobre efekty. Iluzją jest przekonanie, że jasne, będziemy używac magnetycznych sztucznych rzęs, specjalnych szczypców, które kroją czekoladę na kostki (bo w obecnych czasach nie da się tego zrobić palcami), masażera do skóry pod oczami, opaski na głowę, która trzyma telefon przy uchu dzięki czemu możemy biegać i prowadzić konwersację, bo rzeczywistość weryfikuje nasze myślenie po średnio tygodniu i bubel ląduje w szufladzie.

Kiedyś słyszałam o sprawdzonej metodzie, by oprzeć się pokusie zakupu podobnych głupot – odłóż zakup na następny dzień (a nawet tydzień, jeżeli to coś drogiego!) i jeśli wciąż czujesz nieodpartą potrzebę, by zaopatrzyć się w uciekający po pokoju budzik (tak, serio takie coś też widziałam) to chyba widocznie go potrzebujesz…

Podobne wpisy

Wara od mojego psa! Czasami czuję się nieco zaszczuta i napiętnowana. Niesprawiedliwie. Na bazie bezpodstawnych przesądów i krzywdzących stereotypów. Czegoś co przyjęło...
To twoje rodzicielstwo Wychowanie dziecka to dla każdego świeżo upieczonego rodzica tabula rasa. No nijak niewiadomo jak się za to zabrać, kogo słuchać i w co wierzyć. Inf...
Przeczytam 52 książki w 2018! Polacy podobno nie czytają… Nie czytają, bo książki drogie, bo nie mają czasu, a jeszcze mniej niż czasu mają chęci. Czy to prawda? Od kilku lat ob...
Wychowanie dziecka po angielsku, cz. 2 Pamiętacie jak ostatnio pisałam o przeciętnej matce w Anglii? I te smoczki, Mcdonaldy, gołe nóżki, które tak was zaskoczyły i poirytowały. Jest i od...

Dodaj komentarz