3 irytujące typy matek na które natkniemy się w sieci (i jak sobie z nimi radzić)

Czy znasz już 3 najbardziej irytujące typy matek, które grasują po sieci? Na pewno wcześniej czy później natkniesz się na jedną z nich. Co zrobić by nie wpaść w ich szpony?

Nie ma jak się przed nimi uchronić. Media społecznościowe obfitują we wszelkie ich typy, podtypy i odmiany. Czasem po prostu się na nie natkniemy, przypadkowo podejrzymy, przerażeni czy zniesmaczeni szybko uciekniemy, nie dając im szansy na atak.

Niestety często to my zostaniemy przez nie zaatakowani. Dopadają nas bez ostrzeżenia. Kiedy najmniej się tego spodziewamy na przykład wyrażając swoją opinię pod zdjęciem czy wpisem na forum albo dodając gdzieś jakąś fotkę.

Trzy typy nieprawdopodobnie irytujących matek na które na pewno wcześniej czy później natkniemy się w sieci:

Matki – lekarki – wbrew pozorom wcale nie muszą mieć wykształcenia medycznego ani nawet styczności z NFZ. Wystarcza im własna, nieomylna wiedza zdobyta z czasopism, programów na faktach, oglądania dziesiątek odcinków „Ostrego Dyżuru” i „Rozmów w Toku”. Potrafią zdiagnozować wszelkie dolegliwości począwszy od przeziębienia, poprzez wysypki, na alergiach i chorobach zakaźnych kończąc. Doskonale orientują się w antybiotykach, witaminach, syropach i tabletkach. Lepiej od lekarza potrafią rozporządzać dawką i bez wahania mieszają ze sobą rozmaite leki dla lepszego i skuteczniejszego działania. Ulotki się dla nich nie liczą. Mają zdolność zdobywania leków na receptę „spod lady”. Są przerażajace w swoim ślepym zawzięciu oraz pewnej niezrozumiałej dla mnie desperacji, by pchać w dzieci leki bez porządnej wiedzy, na chybił trafił i bez konkretnej lekarskiej diagnozy. Niespełnione Dr Quinn z ambicją by leczyć młode pokolenie.

Jak sobie z nimi radzić? Najważniejsze to pod żadnym pozorem nie stosować ich zaleceń, zawsze udać się z jakimikolwiek dolegliwościami do lekarza, a nie na forum internetowe.

Matki idealne – mają białe podkoszulki, ba ich dzieci też mają nieskazitelne białe podkoszulki. Dom lśni czystością, można jeść z podłogi. Dziecko na lunch je borówki i ani gram fioletowej papki nie ląduje na ubraniu czy ścianie. Mają zgrabne figury, bo w końcu w czasie ciąży przytyły tylko 7kg i właściwie wszystko zrzuciły już w szpitalu, a ich brzuch od razu był jędrny i płaski. Mają czas na makijaż i układanie włosów (które nie są ani trochę łamliwe i nie wypadają po ciąży) i malowanie paznokci (które są długie i silne). Dzieci mają najnowsze gadżety oraz zabawki, które nigdy nie są poplamione, połamane, pogryzione czy rzucone niedbale w kąt. Czegokolwiek się dotkną, wszystko zamienia się w złoto – dziecko od razu przesypia noce, nie ma refluksu, chodzi w 7 miesiącu, mówi w 12, ma olbrzymie niebieskie oczy, idealną skórę, żadnych odparzeń i krostek, pampersy są zawsze idealnie założone, kupa nigdy nie wycieka, zresztą ich dzieci srają tęczą i watą cukrową, przecież też są idealne!

Jak sobie z nimi radzić? Nie dobierać sobie do głowy tych słitaśnych zdjęć, wpisów i opisów, photoshop nie ma z życiem nic wspólnego. Dobrym sposobem jest wyobrażenie sobie „idealnej” sprzątającej z siebie i z podłogi dziecięce wymiociny.

Matki – eko – najczęściej otoczone są organiczną sałatą, wegańskim i bezglutenowym serniczkiem oraz ulotkami z zajęć jogi dla niemowląt. Karmią piersią do 7 roku życia, brzydzą się szczepionkami, smoczkami, silikonem i gumą w ogóle, zabawki są jedynie z drewna ekologicznego z dalekiego kraju, robione ręcznie. Pogardzają wszystkimi kupującymi w Tesco, słoiczkami gotowego jedzenia, kompotami z nieorganicznych jabłek i śliwek, klockami lego i lalkami barbie oraz oczywiście mlekiem modyfikowanym. Rodzą tylko naturalnie bez epiduralu, szkoda, że nie dało się w lesie na łonie natury, ale lekarz nie pozwolił, niektóre miały szczęście i rodziły w domu, w wannie. Wszystkie posiłki przygotowują wedle diety opracowanej przez buddyjską wegankę, mąka kokosowa, karob, jarmuż, zapomnij o kanapce z masełkiem i dżemem, co najwyżej domowy chleb bez glutenu z prażonymi, organicznymi nasionami dynii i slonecznika. Dzieci wychowywane są na dumnych eko – wegan, jedzą frytki z marchewki, ciasto z buraków, popijając świeżo wyciśniętym mlekiem kokosowym. I ani trochę nie zazdroszczą tym niedouczonym, którzy wsuwają domową szarlotkę z lodami, drobiowy kotlecik w chrupiącej panierce z kawałkami opieczonych ziemniaczków.

Jak sobie z nimi radzić? Po pierwsze nie dać sobie wciskać książek z wegańskimi, bezglutenowymi przepisami jeżeli nie jest to filozofia i styl życia, który nam odpowiada. Nie czuć się gorzej, bo kupujemy jajka w supermarkecie, a nie na farmie, a bluzki dla dzieci w sieciówce zamiast ręcznie robione z eko bawełny.

A czy was któraś już dopadła?

Jedna myśl na temat “3 irytujące typy matek na które natkniemy się w sieci (i jak sobie z nimi radzić)”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.