2017 – podsumowanie

Będzie o Brexicie, nieogolonych pachach i pomaganiu. Będzie też przesłanie noworoczne, które nie namawia do tworzenia list, definiowania planów, zapisywania się na siłownię, przygotowywania szejków na śniadanie czy spędzania mniej czasu na FB.

W tygodniu wysypu wpisów po tytułem “cele na 2018” albo “jak się zmotywować”, postanowiłam cofnąć się i zamiast patrzenia w przyszłość, zerknę sobie w przeszłość. Nowy rok jest nie tylko szansą na dokonanie zmian i wprowadzenie lepszych nawyków, ale również doskonałą okazją, by ocenić co udało nam się dotychczas osiągnąć i wyciągnąć wnioski z ewentualnych porażek.

Poprzedni rok minął w okamgnieniu. Zanim się zorientowałam, świętowaliśmy drugie urodziny córki, a kilka miesięcy później święta. I co? I 2017 się skończył. Jakie odkrycia przyniósł stary rok, co pokochałam, a na czym się – kolokwialnie mówiąc – przejechałam?

Wzięłam udział w wyzwaniu czytelniczym „Przeczytam 52 książki w 2017”. Nie dla chwały, nagród, pochwał i szpanu, ale żeby udowodnić wszystkim niedowiarkom, że Polacy naprawdę czytają i te wszystkie niechlubne statystyki czytelnicze nie są tak do końca wiarygodne. Udało mi się przeczytać aż 42 książki (w wyliczeniach wkradł się błąd i początkowo podałam 41) i jestem z siebie niezwykle dumna. Poprawiłam swój wynik z ostatnich lat, sprawiając sobie mnóstwo radości. Nie jestem w stanie nawet opisać jak wiele różnych zagadnień udało mi się zgłębić, jak wiele poznałam rozmaitych problemów i szczęśliwych zakończeń. Wyszłam ze swojej strefy czytelniczego komfortu i dzięki temu w moje ręce trafiło mnóstwo świetnych lektur, które otworzyły mi oczy, poszerzyły horyzonty i wywołały ogromne emocje.

I tak jakoś stałam się aktywną częścią fantastycznej społeczności ludzi czytających, dzielących się opiniami i rekomendacjami. Zawsze sporo czytałam, ale nigdy nie przyszło mi do głowy, by aktywnie uczestniczyć w dyskusjach z ludźmi podobnymi sobie. Teraz to się zmieniło. Dzięki wspaniałym ludziom z różnych grup czytelniczych nie tylko poznałam niesamowite lektury, a moja lista książek do przeczytania rośnie i rośnie, ale także zaangażowałam się w kilka akcji charytatywnych – oddałam książki na licytacje z których dochód został przekazany na rehabilitację dwójki dzieci, organizowałam świąteczne paczki dla dzieci z domu dziecka. To cudowne uczucie.

Punkt drugi. Tylko utwierdziłam się w przekonaniu, że nie znoszę biegania. Zawsze pałałam do tej formy aktywności niechęcią, kilkakrotnie próbowałam walczyć z awersją do monotonnego uderzania stopami w beton (czy też w bieżnię) i momentami mogło się wydawać, że wygrywam – dowodem na to są amatorskie biegi na 5k i 10k, jeden półmaraton. Czy sprawiało mi to przyjemność? Nie wiem. Może trochę. Może chwilami. Tak naprawdę więcej mnie irytowało niż cieszyło. Nigdy nie zapomnę jak pierwszą czynnością po półmaratonie były soczyste wymiociny. Sorry, nie było pięknie. W zeszłym roku miksowałam ciężki trening siłowy z bieganiem i w końcu zauważyłam, że pomimo podnoszenia dużych ciężarów moje kolana nigdy nie bolą mnie tak jak po przebiegnięciu 5 kilometrów. Zresztą myśl o bieganiu nigdy nie napawa mnie radością. Koniec kropka. Nie znoszę biegania.

Punkt trzeci. Zrobiłam kurs fotografii. I uwaga – potrafię w końcu wykrzesać z mojego aparatu coś więcej. I wbrew pozorom nie jest to takie trudne jak myślałam. Zatem do dzieła!

Po czwarte. Po ogłoszeniu wyników referendum i wielkiego, szumnego „Brexitu”, po wysłuchaniu komentarzy, przeczytaniu artykułów i reportaży, posłuchaniu zwykłego „ludu” na ulicy dochodzę do wniosku, że poziom intelektualny Anglików napawa pewną obawą. Stado owiec wiedzione propagandą, nakarmione dokładnie tym co chcieli usłyszeć, sloganami, hasłami cwanych polityków, którzy żerowali na najczulszych i najbardziej newralgicznych aspektach trapiących rodowitych Wyspiarzy, czyli pobytu obcokrajowców w UK. I co się stało? Zagłosowali za wyjściem, a potem i tak nie dostali tego czym w ich opinii miał być Brexit, czyli tak na poważnie „wywaleniem obcokrajowców” – wysłaniem Polaków do domu, zamknięciem granic, odesłaniem każdego cudzoziemca do jego ojczyzny. Bo okazało się, że tak łatwo się nie da i ciemny lud, który właśnie na tym głównie opierał swoje głosowanie, został z niespełnionymi obietnicami. Smutne, że w Brexicie chodziło o coś zupełnie innego, ale PR polityków sprowadził wszystko do przybyszów z Europy Wschodniej, którzy bezpardonowo zabierają pracę i mieszkania, wyłudzają zasiłki i tylko kalają ten piękny kraj. Przerażające jak duży procent społeczeństwa w to właśnie uwierzył i jak wielu ciężko pracujących emigrantów zostało narażonych na szykany, wyzwiska, przemoc i nieprzyjemności. Mocarstwo Europy? A może jednak padołek zacofania i ciemnoty?

I jak to zawsze pozostaje komenatrz na temat mody. Mówię zdecydowane „nie” nieogolonym pachom, odrostom posypanym brokatem, plecionym brwiom, tonie rozświetlacza na policach i nosie oraz włochatym klapkom jak z podrzędnego domu cielesnych uciech. Serio? Tak to się ludziom podoba? Może jestem stara, może mało otwarta na „sztukę”, no ale mnie to w najmniejszym stopniu nie przekonuje. Tak samo jak „Gwiezdne wojny”…

I chyba tyle – nie namawiam do kupowania karnetu na silownie, na jedzenie jarmużu, na czytanie klasyki, na kupno produktów pozyskiwanych etycznie, na bycie supermatką.

Czego wam i sobie życzę – aby nowy rok przyniósł więcej empatii, rozsądku i kultury. Mniej papug, a więcej indywidualności. Mniej roszczeń, a więcej szacunku. Mniej spełniania cudzych oczekiwań, a więcej słuchania głosu serca.

Bądź sobą. Wszyscy inni są już zajęci” (Oscar Wilde)

Podobne wpisy

Mamo, chcę na konie! Czy warto zapisywać dziecko n... Może w kółko ogląda "My Little Pony". Albo idziesz z dzieckiem festyn, do wesołego miasteczka, na paradę, a tam trafi się koń, kucyk, może nawet kil...
Uchodźcom mówię „nie”! Polityka nie jest zabawna. Wręcz przeciwnie – obchodzić się z nią trzeba jak ze zgniłym jajem. Za dużo w niej szeptania, niedopowiedzeń, układów, se...
Jaki naprawdę jest Anglik Stereotypowy Anglik to dla wielu flegmatyczna, dystyngowana, spokojna osoba ubrana w kaszkiet i pijąca herbatę. Mówi powoli, perfekcyjnym angielskim...
35 powodów dla których kobiety są super Nie znam chyba niewiasty, która chociaż troszeczkę, tak w duchu nie cieszyłaby się z Dnia Kobiet. Nawet jeżeli z zewnątrz jest „anty – goździkowa” t...

Dodaj komentarz