Czym rozwścieczyła mnie Kat Von D

Marne dowody na skutki uboczne szczepionek mnie nie przekonują. Dlaczego? Bo kiedy staje się tak blisko śmierci dziecka jak to możliwe, śmierci spowodowanej chorobą na którą jest oferowana szczepionka, żadna mądralińska, eko matka, samozwańcza niby lekarka czy celebrytka nie przekona mnie do słuszności swojego postępowania.

Temat, który ostatnio jest tak gorący, że najlepiej omijać go szerokim łukiem, nie wspominać, nie pytać, nie zgłębiać, nie udzielać się. Najlepiej siedzieć cicho, nie budzić potwora, bo zawsze kończy się jednakowo – rozlewem krwi (na szczęście tylko w przenośni). Grupy i fora wrą od dyskusji i zażartych kłótni, ludzie się wyzywają, zasypują linkami, badaniami, cytują lekarzy, w końcu w tym nawarstwieniu złości i frustracji na ignorancję i upór blokują, banują, usuwają. W życiu niewirtualnym wcale nie jest lepiej – mądre „madki”, pseudolekarki, niekończące się wywody, dowody, procenty, odsetki i dyskusje. A wszystkiemu winne… szczepionki.

Tym razem oliwy do ognia dolała Kat Von D – sławna tatuatorka, osobowość teleiwzyjna, weganka, właścicielka marki komsetyków do makijażu „cruelty free”. Na instagramie zamieściła swoje ciążowe zdjęcie oraz długi, emocjonalny wpis o tym jak to zamierza rodzić w domu bez znieczulenia, bez lekarza, a jedynie z położną, wychowywać dziecko w duchu weganizmu i oczywiscie go nie szczepić.

Link: https://instagram.com/p/Bjvkm1gHPPb/

Jej wyznanie wywołało lawinę komentarzy, a na Kat spadło zdecydowanie więcej słów krytyki i hejtu niż chyba się spodziewała. O ile nie zaglądam nikomu do lodówki, nie interesuje mnie plan porodu czy liczba tatuaży to jednak takie otwarte propagowanie antyszczepionkowym nastawieniem burzy mi krew w żyłach. Osoba, która ma miliony obserwatorów i ogromny wpływ na decyzje podejmowane przez innych ludzi, głośno i odważnie opowiada się za antyszczepionkowym nurtem, potencjalnie zachęcając kolejne osoby do pójscia w jej ślady. I chociaż naprawdę lubię Kat Von D, używam wielu jej kosmetyków oraz uważam, że jest nieszablonowana i kreatywna to jednak, gdyby stała w tej chwili obok mnie to najprawdopodobniej strzeliłabym ją prosto w twarz. I to mocno.

O szczepieniach już kiedyś tutaj było. Stanowiska nie zmieniłam – wciąż uważam, że szczepienia są potrzebne i ważne, a obecna moda na pozostawianie dzieci samych sobie jest jednym z najbardziej głupich i niebezpiecznych trendów ostatnich lat. Nie przekonuje mnie argument, że to indywidualna decyzja rodziców, ich własna wizja wychowania oraz ich magiczna, indywidualna podróż przez rodzicielstwo. Dokonanie takiego wyboru może mieć konsekwencje nie tylko dla tego jednego dziecka, ale potencjalnie stwarza poważne zagrożenie dla innych osób w jego otoczeniu. O ile dieta wegańska, wybieranie kosmetyków „cruelty free”, karmienie piersią czy joga są zupełnie nieszkodliwymi wyborami to jednak pozostawienie małego organizmu otwartego na choroby, które tak skutecznie udało nam się wyprzeć dzięki szczepionkom oraz ryzykowanie, że własne dziecko stanie się ich ofiarą i przy okazji zarazi inne osoby nie jest fair. To egoistyczna i nieodpowiedzialna decyzja niedouczonych rodziców, którzy prawdopodobnie zbyt szybko i pochopnie dali się omamić antyszczepionkowej manii.

Jednym z głupszych argumentów, jakie słyszałam, było: „Skoro twoje dziecko jest szczepione, czego się boisz?? Przecież cię nie zarazi.”. Mnie pewnie nie, ale bardzo prawdopodobne, że zarazi tych, którzy z różnych, niezależnych od siebie powodów nie mogli się zaszczepić (np. wcześniaki, osoby cierpiące na rozmaite schorzenia odporności organizmu bądź z poważną alergią na któryś ze składników szczepionek). Zanim taka osoba zorientuje się, że jest chora, narazi na śmiertelne ryzyko dziesiątki osob. I wtedy to przestaje być jedynie „twoim wyborem”, a staje się nieodpowiedzialnym działaniem na szkodę społeczeństwa.

Czy w głowach tych rodziców zapala się lampka ostrzegawcza? Zastanawia mnie jak można z własnej woli dążyć do powrotu do średniowiecza, gdzie ludzie padali jak muchy na choroby, które w późniejszych czasach tak łatwo opanowano jednym zastrzykiem?

Podczas, gdy w biednych krajach trzeciego świata matki przez kilka dni idą pieszo do prymitywnego ośrodka zdrowia, by zdobyć chociaż jedną szczepionkę dla swojego dziecka, w krajach rozwiniętych rodzice odrzucają osiągnięcia medycyny i świadomie narażają swoje dzieci (oraz mnóstwo innych osób!) na niebezpieczne i często śmiertelne choroby. Przeczytałam argument: „Ale my nie żyjemy w brudnym kraju trzeciego świata” – może i nie, ale to żadna przeszkoda dla choroby. Skuteczność z jaką bakterie i wirusy potrafią się przenosić, pozostawać w ukryciu oraz atakować jest zadziwiająca oraz przerażająca.

Chciałabym wszystkim „antyszczepionkowcom” postawić jedno pytanie – jak czują się rodzice nieszczepiący swoich dzieci, kiedy słyszą o śmiertelnym przypadku spowodowanym chorobą na którą jest oferowana szczepionka? Zastanawiam się jak to tłumaczą? Taka śmierć jest niepodważalnym dowodem na to jak bardzo igrają z ogniem, jak bardzo są w błędzie, bo przecież te choroby wciąż atakują. Jasne, że mogą powiedzieć, że dziecko, które rzekomo kończy po szczepionce z autyzmem jest z kolei porażką mojej teorii o słuszności szczepienia. Tylko, że tak samo czasem kobiety kończą z zatorami po tabletkach antykoncepcyjnych, ludzie mają niebezpieczne reakcje na aspirynę albo na tabletki na ciśnienie. W rzadkich przypadkach, jeden na sto, dwieście tysięcy, czasem tak się zdarza. Nikt nie powiedział i nie obiecał, że szczepionki są w 100% bezpieczne. Tak samo jak i ibuprofen. Ale ryzyko jest minimalne.

Marne dowody na efekty uboczne szczepionek mnie nie przekonują. Dlaczego? Bo kiedy staje się tak blisko śmierci dziecka jak to możliwe, śmierci spowodowanej chorobą na którą jest oferowana szczepionka, żadna mądralińska, eko matka, samozwańcza niby lekarka czy celebrytka nie przekona  mnie do słuszności swojego postępowania. Kiedy stajesz się pośrednim świadkiem tragicznej śmierci dziecka, każda idiotyczna wymówka, każdy argument o metalach ciężkich czy autyźmie nie sprawi, że będę kogoś postrzegać inaczej niż nieodpowiedzialnego, egoistycznego, niedouczonego rodzica. Sorry, ale tak jest… Wydarzenia jakie ostatnio stały się moim pośrednim udziałem, utwierdziły mnie jeszcze mocniej w przekonaniu, że ktokolwiek rzucił hasłem, że szczepionki są złe i szkodliwe był bezbrzeżnym idiotą. 

Jak czuje się rodzic, który świadomie wystawia swoje dziecko na zagrożenia? O czym myśli rodzic, tłumacząc się, że jego dziecko ma w sobie wystarczająco dużo odpornożci i nie potrzebuje ochrony? I co robi, kiedy okazuje się, że nie ma… Czy kiedy syn/córka gaśnie na jego rękach, nagle zbiera cztery litery do lekarza i już nie jest takim wrogiem szczepionek, kroplówek, tabletek i całej tej złej medycyny konwencjonalnej, bo zależy mu jedynie na uratowaniu swojego dziecko, a może leczy je w domu z pomocą kadzideł, szamana i ziołowej herbaty?

Jak czuje się rodzic, który obserwuje swoje dziecko zapadające na chorobę, której można było zapobiec? Czy dalej trwa przy swoich racjach? Czy dalej wyzywa koncerny? Czy dalej beszta innych rodziców? A może żałuje? I płacze łzami grubymi jak ziarna grochu, bo jest już za późno… 

Zastanówcie się. 

Szczepienia to odpowiedzialność zbiorowa, a nie prywatny wybór!

 

 

Podobne wpisy

O imionach dla małych emigrantów i emigrantek Emigracja jest zjawiskiem tak częstym i popularnym, że właściwie nikogo już nie dziwi. Przemieszczamy się za pracą, za rodziną, za bardziej godną eg...
Nie jestem idealna i mam na to aż 35 dowodów! Blogi, zdjęcia i wpisy częściej mnie irytują niż inspirują. Nie mówię już o wielkim egocentryźmie – weź mnie polub, mam już dwadzieścia tysięcy fanó...
Nie czytaj dziecku książek Jestem zagorzałą czytelniczką. Zawsze byłam. Miałam dłuższe przerwy, niektórzy nazywają to „niemocą czytelniczą”, ale jak tylko czas i okoliczności ...
Zamiast iść do lekarza, uruchom fejsa Czytamy rozpaczliwe błaganie: “Jestem w 37 tygodniu ciąży. Zaczęłam krwawić i bardzo boli mnie podbrzusze. Ratunku, jakie macie sprawdzone sposoby na ...

Dodaj komentarz